29.01.2012 | Czytano: 1889

Butelką w sędziego(+zdjęcia)

Nowotarskie unihokejowe derby (tym razem juniorskie) zawsze wywołują dodatkowe emocje. To prawdziwa święta wojna, nie tylko na parkiecie. Przecież zwycięzca do kolejnej derbowej potyczki jest królem Nowego Targu. Emocje biorą górę, bo trybuny zawsze dzielą się na dwa obozy. Niemniej, tym razem w jednej sprawie były zgodne.

Źdźbłem w ich oku był arbiter Zając. Po ostatnim gwizdku sobotniego spotkania z trybun w jego stronę poleciała butelka. Nie pochwalamy tego wybryku, ale… Sędzia Zając już od dłuższego czasu ma niskie notowania w stolicy Podhala. Zawsze chce być w centrum wydarzeń. Trudno dociec, czy robi to z premedytacją, czy niskich kwalifikacji. Tym razem nawet partner z gwizdkiem był wielce zdziwiony jego werdyktami, nie mówiąc już o szkoleniowcach.

- Do jego dziwnych zachowań już zdążyliśmy się przyzwyczaić – mówi szkoleniowiec Górali, Piotr Kostela. – Szczególnie w trzeciej tercji wydał mnóstwo kontrowersyjnych werdyktów. Najlepszym komentarzem niech będzie zachowanie jego kompana z gwizdkiem, który przepraszał za niego.

- Sędzia Zając kolejny raz był na świeczniku – mówi trener Szarotki, Jarosław Lech. – Swoją frustrację nie potrafi w inny sposób rozładować jak tylko nakładaniem wyimaginowanych kar. Decyzje wywoływały nerwowe zachowania zawodników i kibiców. W końcówce meczu przez 5 minut musieliśmy grać osłabieni o dwóch graczy. Dodatkowo za podważanie decyzji arbitra dostaliśmy 10 minut kary. Para sędziowska się kompletnie nie dogadywała, z tym, że ten drugi był spoko gość. Gwizdał sprawiedliwie.

Mecz od początku był na ostrzu noża. Nikt się nie oszczędzał, bo przecież młodzi ludzie nie mogli pękać, gdy z trybun obserwują ich koledzy, ba sympatie. Walka toczyła się o każdą piłeczkę, o każdy skrawek boiska. Wiele było nerwowych reakcji. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Pierwszego gola zdobyli mistrzowie Polski, ale na początku drugiej odsłony ciut przysnęli i dali sobie wbić dwa gole. Na drugą przerwę schodzili jednak z jednobramkową zaliczką, którą szybko stracili. Gdy w 54 minucie zdobyli czwartego gola, wydawało się, że jest posprzątane. Szarotka jednak nie złożyła broni i 3 minuty później doprowadziła do dogrywki. W niej trwała straszliwa wymiana ciosów (czytaj: akcja za akcję), z które zwycięsko wyszli Górale. Przytomnie zachował się Bryniarski, który w 68 min. i 37 sekundzie zdobył „złotego gola”.

- Mecz walki – mówi Piotr Kostela. – W pierwszej tercji klarownych sytuacji było jak na lekarstwo, bo oba zespoły mocno grały w defensywie. Skupiały się na tym, by nie stracić gola. Strzały oddawane były z trudnych pozycji. Na początku drugiej tercji w nasze poczynania wkradła się nonszalancja w obronie. Rywal to wykorzystał, ale na szczęście szybko zwarliśmy szeregi i wyszliśmy ponownie na prowadzenie. Powinniśmy wygrać w regulaminowym czasie, gdyż seryjnie marnowaliśmy dogodne sytuacje, nie wykorzystaliśmy też podwójnej przewagi. Trzeba też uczciwie powiedzieć, iż P. Brzana w bramce ratował nas z wielu opresji. Szarotka również miała swoje okazje i mogła przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę.

- Zmęczenie w dogrywce dało znać o sobie, bo często graliśmy w osłabieniu – powiedział Jarosław Lech.

Rewanżowe spotkanie rozegrano bez publiczności. Unihokeiści byli spokojni, bo wynik meczu szybko został ustalony. Tym razem golkiper mistrzów Polski nie miał najlepszego dnia. Przepuścił szybko pięć piłeczek do siatki i potem Szarotka kontrolowała już wydarzenia na parkiecie.

- Lepiej wytrzymaliśmy kondycyjnie dwumecz – mówi Jarosław Lech. – Super zagraliśmy z kontrataku, zredukowaliśmy do minimum poczynania ich gwiazdy Wronki. Dostał plastra i to podcięło rywalowi skrzydła. Nie mieli pomysłu na grę w ataku. To, że zagraliśmy bez publiki nakręcało chłopaków, nie grali pod publiczkę, tylko koncentrowali się na jak najlepszym wykonywaniu założeń taktycznych. Muszę pochwalić zespół za grę w defensywie.

- Bramkarz wczoraj wygrał nam mecz, a dzisiaj praktycznie wszystko, co leciało w światło jego bramki wpadało – mówi Piotr Kostela. – Zagraliśmy nieskutecznie w ataku, zbyt nonszalancko. Sił starczyło nam tylko na jeden mecz. Rywal jest starszy, bardziej obyty, bo my zmieniliśmy skład w porównaniu z ubiegłym sezonem. Przyda nam się zimny prysznic, pomoże w dalszej pracy.

Worwa Szarotka Nowy Targ – Madex Górale Nowy Targ 4:5 (0:1, 2:2, 2:1; 0:1) i 13:5 (5:1, 2:2, 6:2)
Bramki: Leśniak, T. Ligas, Luberda, Wątorek – Damian Krugiołka 2, Tynus, Fryźlewicz, Bryniarski (I mecz); Ryś 3, Stypuła 2, Luberda 2, Tomalak, Wątorek, D. Korwel, Frysztak, M. Korwel, Tomasik – Fryźlewicz, Widurski, Wronka, Wojsławski, Turwoń (II mecz).

Worwa Szarotka: Tylecki – Ryś, T. Ligas, Leśniak, Frysztak, D. Korwel – M. Korwel, Kowalczuk, Luberda, Guzik, Wątorek – Siaśkiewicz. W drugim meczu dołączyli: Stypuła, Tomasik i Tomalak. Trener Jarosław Lech.
Madex Górale: P. Brzana – Subik, Daniel Krugiołka, Damian Krugiołka, Tynus, Plewa – Dzioboń, Turwoń, Bryniarski, Fryźlewicz, Widurski – Wojsławski. W drugim meczu zagrali: Wronka i Michalski. Trener Piotr Kostela.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama