Katarzyna Pabis w pierwszym meczu okazała się katem zespołu z Nowego Targu. Meczu niezwykle zaciętego, trzymającego w napięciu do ostatnich sekund dogrywki. Ona także nie wyłoniła zwycięzcy, dopiero karne.
Już w pierwszej serii Pabis zdobyła gola, a potem w kolejnych czterech nikt nie pokonał bramkarki. Pabis była też utrapieniem góralek w regulaminowym czasie gry. To ona w 189 sekundzie dała prowadzenie przyjezdnym. To ona też wyrównała w 43 minucie i 2 minuty później stanęła przed szansą wyprowadzeniaswojego zespołu na prowadzenie. Tym razem jednak nie zdołała pokonać M. Zapały egzekwując rzut karny.
Szybko stracona bramka przez mistrzynie Polski wprowadziła sporo nerkowości w ich poczynania. Piłeczka nie chciała je słuchać, a już kompletnie wpadać do bramki, mimo iż sporo miały sytuacji. Inna rzecz, że przyjezdne po zdobyciu gola cofnęły się do obrony, zagęściły swoje przedpole i trudno było się gospodyniom przebić przez szczelny mur. Dopiero w drugiej tercji udało się im go skruszyć i na drugą przerwę schodziły z jednobramkową zaliczką. Potem sprawy w swoje ręce wzięła Pabis.

- Nie mogę mieć pretensji do dziewczyn za zaangażowanie – mówi trener Szarotki, Lesław Ossowski. – Mam za to pretensje o niewykorzystane sytuacje. Rywalki zagrały skomasowaną obroną. Pięć zawodniczek zacieśniło ćwiartkę boiska przed swoją bramką i trudno było rozbić mur. Tym bardziej, iż mamy problemy ze zdobywaniem bramek. Przeciwniczki szybko objęły prowadzenie, po dość łatwym strzale z daleka. Graliśmy nerwowo, ale mimo to udało nam się przecisnąć wynik, objąć prowadzenie 2:1. Wydało się, że mamy mecz pod kontrolą, gdy tymczasem znowu straciliśmy łatwego gola z dystansu, niemal z tego samego miejsca, co pierwszego. W ostatnich 5 minutach trzeciej tercji posiadaliśmy ogromną przewagę. Graliśmy tylko w tercji przeciwniczek, ale brakowało szczęścia. Dwa razy piłeczka trafiła w poprzeczkę. Dogrywka była już spokojniejsza. Zespoły nie miały okazji. Nasze problemy strzeleckie uwidoczniły się w rzutach karnych, żadnego z pięciu nie zamieniliśmy na bramkę.

Ten problem miały góralki również w drugim spotkania. Anna Burdyn i jej imienniczka Kubowicz nie wykorzystały rzutów karny. Na szczęście tym razem poprawiły skuteczność podczas gry. Wzięły srogi rewanż na rywalkach. Zaaplikowały im dziewięć goli, a mogło skończyć się o wiele wyższym rezultatem. Przyjezdne wyczerpane pierwszym pojedynkiem nie miały już sił przeciwstawić się ogromnej sile, z jaką nacierały na nie gospodynie. Nie pomagał szczelny mur, bo zawodniczki z Trzebini poruszały się jak muchy w smole.
- Z przeciwnikiem, który broni się na swojej połówce kluczem do sukcesu są szybko strzelone bramki – mówi Lesław Ossowski. – Nam się to udało i w kolejnych tercjach było już łatwiej. Tym razem oddawaliśmy mnóstwo strzałów i wpadało, a nie przeprowadzaliśmy zawiłych kombinacji, które dzień wcześniej nie przynosiły wymiernego efektu.

Worwa Szarotka Nowy Targ – PUKS 3 Trzebinia 2:3 (0:1, 2:0,0:1; 0:0) karne: 0:1 i 9:0 (5:0, 2:0, 2:0)
Bramki dla Szarotki: Bujak, E. Burdyn (I meczu); Anna Burdyn 3, Kubowicz 3, Chowaniec, Bujak, samobójcza (II mecz).
Worwa Szarotka: M. Zapała – R. Zapała, Leśniak, Kubowicz, E. Burdyn, Chowaniec – Chlebda, Węgrzyn, Anna Burdyn, Bujak, Kaczmarczyk – Aleksandra Burdyn, Ulman, Gruszczak oraz w drugim meczu Dziubińska, Szarek, Rokicka. Trener Lesław Ossowski.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










