- Wasze trenerskie credo?
Klag: Trening, trening i jeszcze raz trening! Talent poparty ciężką pracą i szczęściem, sprawia, że sięga się po najwyższe cele.
Kowalczyk: Gra fair play. Można być przeciętnym zawodnikiem, ale trzeba umieć z godnością przyjmować porażki. Cenie takich sportowców, uczciwych i zdyscyplinowanych.
- Pracujecie z dziewczętami i chłopakami. Z kim łatwiej?
Kowalczyk: Zdecydowanie z chłopakami. Ich można mocniej docisnąć, nie obrażą się. Najwyżej chwilę pomruczą pod nosem, ale szybko zacisną zęby i wracają do pracy. Kobiety się obraża, spuszczą nos na kwintę, gniewa się na trenerów, prezesa. Mieliśmy takie „przeboje”. Nie będę przytaczał nazwisk, ale były zawodniczki, które kończyły karierę i po dwóch tygodniach wracały. Kobiety mają swoje fochy, ale, mimo iż z nimi praca jest trudniejsza, to łatwiej o duży wynik.
Klag: Jeżeli ciężko trenują i odnoszą sukcesy, to nie ma większego znaczenia, z kim się pracuje. Najważniejsza jest chęć i zaangażowanie z obu stron.
- Trzeba dobrze znać duszę kobiety?
Kowalczyk: Kobiety mają lepsze i gorsze dni. Dusza kobiety jest bardziej wrażliwa i trzeba w nią się mocno wgłębić, by ją zrozumieć. Tym bardziej sportowca, bo to decyduje o sukcesie lub porażce. Kobiety szybko się zakochują i wtedy zaniedbują treningi, albo są rozkojarzone. Nie są sobą na treningach i meczach. Z miłości tracą głowę. Trzeba bacznie obserwować ich zachowanie i reagować. Potrzebują wsparcia innych. Często trzeba z nimi rozmawiać.
Klag: Z kobietami różnie bywa. Są chwile, kiedy chcą ciężko pracować i można planować z nimi cały cykl przygotowań. Ale następnego dnia cały plan może wziąć w łeb, bo „im się odwidziało". Trzeba postępować z nimi bardzo delikatnie, dużo rozmawiać, a nie tylko narzucać.

- Powtarzanie przed meczem, że zawodnicy są najlepsi ma znaczenie?
Klag: Nie praktykuję takiej motywacji. Uważam, że nie ma to większego znaczenia. Ważne jest to, co się zrobiło na treningu. Z drugiej strony chciałbym, żeby moi zawodnicy mieli zawsze duży szacunek do przeciwnika. Do meczu muszą podejść maksymalnie skoncentrowani, ale z rezerwą do rywala, bo ten może okazać się lepszy.
Kowalczyk: Seniorki już na tyle są ukształtowane i osiągnęły taki poziom, że nie trzeba ich motywować. Doskonale wiedzą, że mogą z każdym wygrać i nie przegrywają już z byle, kim. Chłopcy są młodsi, bez takiego bagaż doświadczeń i trzeba nimi od czasu do czasu sterować. Po pierwszej rundzie nikt nie stawiał, że będą liderować. Tymczasem faworytom noga się powinęła, a my kroczyliśmy równym rytmem. Chcę zawsze mieć dobrze przygotowany zespół. Na tym się skupiam.
- Potraficie patrzyć na mecz jak kibice? Czy spojrzenie jest wybitnie zawodowe, w kontekście list rankingowych?
Kowalczyk: Więcej jest do tego sportu miłości, pasji niż zawodowstwa. Nie jestem zawodowym trenerem. Niemniej zmagania w pierwszej czy czwartej ligi oglądam z jednakową pasją i zaangażowaniem. Skupiam się na wychwyceniu błędów, by w przerwie je korygować. Podpowiedzieć, zmienić taktykę. Za to odbijanie celuloidowej piłeczki przez najmłodszych z miłą chęcią oglądam. Na luzie śledzę mecze w…telewizji.
Klag: Uwielbiam oglądać dobry tenis. Człowiek uczy się całe życie, szuka nowych rozwiązań i analizuje różne zagrania. Nigdy nie interesowały mnie listy rankingowe, lecz postawa moich zawodników przy stole na turniejach i treningach.
- Trener musi mieć nerwy ze stali?
Kowalczyk: Oczywiście. Po własnym treningu jestem mniej spocony niż po meczu moich zawodniczek czy zawodników. Nieraz chciałbym stanąć przy stole i sam zagrać. Każdy występ mocno przeżywam.
Klag: Staram się zawsze panować nad emocjami. Pomaga mi w tym wykształcenie pedagogiczne. Praca z dziećmi w szkole oraz praca na sali treningowej świetnie współgrają ze sobą, co daje spokój i opanowanie w nerwowych sytuacjach.
- Kto jest waszym trenerskim mistrzem?
Kowalczyk: W karierze zawodowej miałem szczęście do wybitnych trenerów. Podstaw tenisa, w latach 80-tych, uczył mnie Longin Wróbel, potem był Marek Serokosz, Jan Sowiński, Henryk Knapik i Ryszard Kuczaj. Od każdego można było coś ciekawego się nauczyć, co teraz jest przydatne w pracy szkoleniowej. Jednak wszystko, co wiem o tym sporcie nauczyłem się od Darka Wolskiego i Białorusina Siergieja Asważyńskiego.
Klag: Nie mam trenerskiego mistrza. Każdy szkoleniowiec ma swoje podejście do tenisa, warsztat pracy i cechy, które warto podpatrywać.










