Nowotarżanki grały jakby każdą akcję musiały zakończyć nie w 24 sekundach, ale w pięciu. Przebiegały z piłką całe boisko w szaleńczym tempie i z nieprzygotowanych pozycji wykonywały rzut. Nie było gry na obwodzie, rozegrania akcji za zasłony. Chyba jednej się doliczyłem w pierwszej kwarcie, ale ona nie przyniosła punktów. Największe szaleństwo było w ostatnich 49 sekundach meczu. W tym czasie góralki przeprowadziły osiem akcji! Ktoś powie niemożliwe. Ale prawdziwe.

W pierwszej kwarcie aż do ostatniej sekundy prowadziły faworyzowane bochnianki. Był moment, że nawet ośmioma punktami. Gospodynie grały nerwowo, nie potrafiły wyprowadzić piłki spod własnego kosza, zaliczyły sporo strat. Rzut też im nie siedział, ani przy samotnym wjeździe na kosz, ani z osobistych.
– Kurcze z takim graniem. Jak mogą wam wchodzić pod kosz tak bezkarnie. Gramy kompletnie bez obrony – wrzeszczał trener Witold Chamuczyńki. Wziął czas i w końcówce odsłony poprawiła się gra w obronie i przyniosła jednopunktowe prowadzenie. Punkty zostały zdobyte przez Łaś w ostatniej sekundzie kwarty.
Druga piątka nie potrafiła utrzymać przewagi, chociaż w pewnym momencie wzrosła do sześciu „oczek”. Niektóre nowotarżanki były zagubione na parkiecie, nie wiedziały, którą rywalkę kryją. Trener rozkładał bezradnie ręce, bo do dziewcząt, w ferworze walki, kompletnie nie dochodziły uwagi. Do tego doszły błędy kroków. Wykorzystały to rywalki, które doprowadziły do wyrównania.

Panika w akacjach ofensywnych góralek była również po przerwie. Niemniej w obronie gra była lepsza i ten element pozwolił im osiągnąć 7 - punktową przewagę, która w pewnym momencie wynosiła już 13 „oczek”. Przyjezdne również „straciły” głowy. W ich szeregach również niepodzielnie panoszył się chaos, który nie pozwolił im wykorzystać błędy rywalek.
- To był szaleńczy mecz, w którym obydwa zespoły nie zważały na taktykę, tylko grały ile sił w nogach do przodu – mówi szkoleniowiec Gorców, Witold Chamuczyński. - Myśmy po przerwie ciężej popracowali w obronie i dzięki temu wygraliśmy. Wydaje mi się, że byliśmy bardziej zdeterminowani, by wygrać mecz. Skuteczność naszych akcji w ataku była średnia. Nigdy Kubowicz nie chwalę, ale dzisiaj odegrała czołową rolę. Rozgrywała piłkę, obsługiwała koleżanki, wjeżdżała na kosz, zbierała i zdobywała punkty. Pozostałe dziewczęta również zasłużyły na pochwałę. To było najciężej wywalczone zwycięstwo w lidze. Od wielu tygodni pracujemy nad taktyką ataku zespołowego i ten element nadal szwankuje. Cały czas górę bierze pierwiastek szaleństw. Czasami, jak w tym meczu, wyszedł nam na korzyść. Niemniej przyjdą mecze, gdzie trzeba będzie porządnie zagrać zagrywkę. Zespół zostanie do tego zmuszony. Dzisiaj poza jedną ustawioną akcją w pierwszej połowie, takich zagrań nie było. Nieźle graliśmy z kontry. Przyniosły nam to sporo punktów. Zatrzymaliśmy Maczyk, a z pozostałymi rywalkami potrafiliśmy sobie poradzić pod koszem. Zwycięstwo cieszy, bo w pierwszej rundzie przegraliśmy różnicą 50 punktów. Widać progres.

Gorce Steskal Nowy Targ – MOSiR Bochnia 80:72 (23:22, 17:18, 25:18, 15:14)
Gorce Steskal: Kubowicz 32, Łaś 11, Jędrol, Florek 11, Homoncik 7, Z. Zubek 6, Różańska, Olcoń 2, Marcianiak 11, Rudolphi, Plewa, Sołtys. Trener Witold Chamuczyński.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










