Wyprawa kobiet do Jastrzębia nie była tak łatwa, na jaką się zapowiadało, patrząc w tabele. Zespoły dzieli dość spora różnica miejsc i punktów. Jednak swój teren dodatkowo zmobilizował gospodynie, które w składzie miały weteranki celuloidowej piłeczki – Dorotę Paluch i Alinę Zborowską. Nie zawsze są wstawiane do składu, szczególnie ta druga, ale tym razem miały być dżokerami w tali miejscowego szkoleniowca.
Pierwsze gry singlowe przegrały i miejscowi fani czuli się zawiedzeni. Paluch urwała tylko seta Małgorzacie Kalawie, przy stanie 0:2. Zborowskiej, kapitan nowotarskiego teamu, Paulina Kowalczyk nie dała najmniejszych szans. Szybko, sprawnie się z nią rozprawiła w trzech setach. Pozwoliła gospodyni wygrać tylko 14 piłeczek.
Na drugim stole Aleksandra Mozdyniewicz potykała się z Karoliną Miklar, z solidną zawodniczką, z którą niedawno przegrała Maja Krzewicka. To trudny rywal. Jednak nowotarżanka w pierwszej partii wysoko zawiesiła jej poprzeczkę. Więcej, ograła bardziej doświadczoną rywalkę 18:16. To był niesamowity set, który widzom na długo zapisze się w pamięci. Kolejne dwa sety dla Miklar, a w czwartym znowu zacięta gra i szczęśliwa wygrana gospodyni na przewagi.
Z kolei Izabela Godlewska odniosła łatwe zwycięstwo nad Natalią Guzdek i nowotarżanki po pierwszej serii gier pojedynczych objęły prowadzenie 3:1. Gry deblowe zakończyły się remisem i do pierwszego stołu podeszły Paluch i Kowalczyk, na drugim walczyły Miklar i Godlewska. „Paula” przegrała pierwszego seta i kibice wietrzyli niespodziankę. Kapitan nowotarskiego zespołu szybko pokazała rywalce miejsce w szeregu. W kolejnych trzech setach ani przez moment jej zwycięstwo nie było zagrożone.
Za to sporego kalibru niespodziankę sprawiła Miklar. W pięciu zaciętych setach pokonała Godlewską, bo nie był to jej dzień. Trzy sety kończyły się na przewagi. Wygrywały na przemian, dwa pierwsze do 13. Decydująca piąta partia również rozstrzygnięta została na przewagi.
Gdy Mozdyniewicz uległa Guzdek, zwycięstwo Gorcom zaczęło się wymykać. Wszystko było w rękach Kalawy, która w ostatnim pojedynku zmierzyła się ze Zborowską. Jastrzębianka wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności. Miała też sporo szczęścia, bo zdobyła kilka punktów po zagraniach, po których w myśl regulaminu, trzeba przepraszać. Gosia chyba poczuła się pewnie, po wygraniu dwóch setów. Tymczasem licho nie śpi i nagle po kilku wygranych piłeczkach gospodyni złapała wiatr w żagle, i doprowadziła do wyrównania. O wszystkim decydował piąty set. W nim nowotarżanka pokazała klasę. Zagrała skutecznie, z polotem i tylko sześć piłeczek pozwoliła ugrać rywalce.
JKTS Jastrzębie – Gorce Nowy Targ 4:6
I stół:
Dorota Paluch – Małgorzata Kalawa 1:3 (2:11, 8:11, 11:6, 6:11), Alina Zborowska – Paulina Kowalczyk 0:3 (4:11, 8:11, 4:11), Paluch, Zborowska – Kalawa, Kowalczyk 0:3 (7:11, 5:11, 6:11), Paluch – Kowalczyk 1:3 (11:9, 9:11, 7:11, 7:11), Zborowska – Kalawa 2:3 (6:11, 7:11, 11:4, 11:9, 6:11);
II stół:
Karolina Miklar – Aleksandra Mozdyniewicz 3:1 (16:18, 11:5, 11:6, 12:10), Natalia Guzdek – Izabela Godlewska 0:3 (7:11, 6:11, 6:11), Miklar, Guzdek – Mozdyniewicz, Godlewska 3:1 (11:7, 11:6, 7:11, 11:5), Miklar – Godlewska3:2 (15:13, 13:15, 9:11, 11:4, 12:1), Guzdek – Mozdyniewicz 3:1 (11:6, 5:11, 11:4, 11:4).
II liga mężczyzn
Lider drugiej ligi tenisa stołowego – Gorce Nowy Targ – nie miał problemów z odniesieniem kolejnego zwycięstwa. Chociaż bardzo nerwowo rozpoczął zmagania.
Klocek nieoczekiwanie gładko przegrał z Wałczyńskim. Praktycznie oddał mecz bez walki. Jedynie kilkoma aktorskimi zachowaniami zwrócił na siebie uwagę. Czysto tenisowe umiejętności zatracił. Głowa mu się zbyt często gotowała, napalał się, a gdy mu nic nie wychodziło, to jeszcze bardziej był sfrustrowany, dążąc do jak najszybszego zakończenia pojedynku.

Mozdyniewicz na pierwszym stole, z największym asem gości Jurkiewiczem, który zakosztował już pierwszoligowego chleba, przegrał pierwszego seta i w drugim przegrywał już 4:7. – Zrobiło się ciepło – powiedział trener gospodarzy, Tomasz Kowalczyk. - Lider zespołu wziął jednak sprawy w swoje ręce. Zaczął grać swój tenis i nie tylko obrobił straty, ale wygrał partię. W kolejnych już nie dał szans rywalowi.
Czyszczoń miał fanklub w postaci trzech urodziwych dziewcząt i nie mógł sobie pozwolić na blamaż. Na pewno nie przy takim dopingu. Nic, więc dziwnego, że bardzo dobrze przygotował się do pojedynku z Brodą. Wyciągnął wnioski z przegranej w pierwszej rundzie. Świetnie go rozpracował. Stłamsił go atakiem i świetnymi zagraniami.
Prowadzenie 2:1 pozwoliło gospodarzom na opanowanie nerwów. Kierski co prawda przegrał gładziutko pierwszego seta z Sarnikiem, ale szybko okazało się, że była to rozgrzewka. W kolejnych trzech partiach pozwolił mu ugrać tylko 13 piłeczek. W ostatnim secie wprost zdeklasował przeciwnika.
- Przed deblami było założenie, chociaż jeden wygrać. Plan został wykonany z nawiązką. Wygraliśmy obie gry podwójne i przed drugą serią gier singlowych prowadziliśmy 5:1 – mówi Tomasz Kowalczyk.

Góralom wystarczyło wygrać tylko jeden pojedynek singlowy, by cieszyć się ze zwycięstwa w całym meczu. Uczynił to Mozdyniewicz, w przekonywującym stylu. Sarnik, zepchnięty do defensywy, był bezradny jak dziecko we mgle. Zgubił go też brak cierpliwości. Chciał szybko kończyć akcje i jego odbicia trafiały z wielką siła w siatkę, bądź lądowały poza stołem.
Niestety w toczonym równolegle pojedynku ponownie zawiódł Klocek. Był najsłabszym ogniwem nowotarskiego teamu. Wściekał się, rozkładał ręce w geście bezradności, ale wiele jego zagrań było bez głowy. Grał bezmyślnie. W piątej partii wywiesił białą flagę, chcąc jak najszybciej zakończyć swoje męczarnie. Bił z całej siły i piłeczka lądowała w siatce, lub poza stołem. Chociaż cztery razy po takich „dziwnych” zagraniach znalazła się w stole.
- Musimy pracować nad Klockiem – twierdzi trener – bo w pozostałych pojedynkach było OK. Klocek musi się wziąć za solidną pracę. Pierwszą cześć sezonu lepiej przepracował i były tego efekty. Nie zaskoczyło mnie zwycięstwo Kierskiego nad Jurkiewiczem, bo reprezentant Łańcuta umie grać tylko z zawodnikami grającymi mało kombinacyjnie. Tymczasem trafił na Marka i Mikołaja, którzy mają czopy i w takiej grze trzeba wykazać się cierpliwością oraz dużo myśleć.
Gorce Nowy Targ – KS Łańcut 8:2
I stół:
Marek Mozdyniewicz – Tomasz Jurkiewicz 3:1 (5:11, 11:8, 11:1, 11:6), Mikołaj Kierski – Grzegorz Sarnik 3:1 (5:11, 11:4, 11:7, 11:2), Mozdyniewicz, Klocek – Jurkiewicz, Wałczyński 3:1 (9:11, 12:10, 11:8, 11:5), Mozdyniewicz – Sarnik 3:0 (11:6, 11:9, 11:4), Kierski – Jurkiewicz 3:1 (12:10, 9:11, 11:8, 14:12);
II stół:
Tomasz Klocek – Marcin Wałczyński 0:3 (6:11, 7:11, 11:13), Jakub Czyszczoń – Jacek Broda 0:3 (11:8, 11:7, 11:8), Czyszczoń, Kierski – Broda, Sarnik 3:1 (12:10, 11:6, 4:11, 11:7), Klocek – Broda 2:3 (8:11, 11:3, 8:11, 11:9, 4:11), Czyszczoń – Wałczyński 3:2 (9:11, 11:4, 11:8, 2:11, 11:5).
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










