14.01.2012 | Czytano: 1460

Po dziesięciu latach (+zdjęcia)

- Postawą na treningach zasłużyliśmy na takie spotkanie. Jedna zawodniczka pracowała trzy lata, inna siedem i doczekała się takiego meczu. Ja trenuję dziesięć lat i zmuszony byłem przeżyć taki dzień – powiedział trener Gorców, Mirosław Ćwikiel po przegranym spotkaniu w Uniwersytetem Śląskim w pierwszej lidze koszykarek.

Trener gospodyń wyjątkowo spokojnie odbierał spotkanie, ale też szybko zauważył, że żadne rozrysowywanie akcji nie przynosi efektów, jeśli gra się nieodpowiedzialnie. Jeśli w pierwszych trzech minutach traci się siedem razy piłkę przy wyprowadzaniu kontrataku dwa na jeden. W tej lidze to nie do pomyślenia. Do tego fatalna gra w obronie, pozwalająca rywalkom na zbyt wiele. Często, więc bezkarnie ”wjeżdżały” pod kosz, albo niekryte oddawały rzuty z dystansu czy półdystansu. Wynik 19:28 w pierwszej kwarcie wyjaśnia wszystko. Radosną twórczość w defensywie. Trener Gorców dwukrotnie brał czas i zwracał uwagę na zmianę ustawienia w obronie. Jak grochem o ścianę.

Akademiczki przyjechały do Nowego Targu bez dwóch podstawowych zawodniczek, ale wcale tego na parkiecie nie było widać. Te, które do gry desygnował trener nie miały „wybujałych” warunków fizycznych, ale były niezwykle ruchliwe. Takie żywe sreberka, których wszędzie było pełno. Odczuły to góralki w obronie, mając trudności z wypracowaniem czystych pozycji rzutowych. Zmuszane były do rzutów z nieprzygotowanych pozycji, a takowe nie przynosiły zdobyczy punktowych. Jeśli do tego dodamy pudła spod kosza, bo kilka razy udało im się oszukać defensywę, szczególnie po szybkim ataku, to mamy obraz gospodyń w akcjach ofensywnych. Jedynym sposobem były rzuty za „trzy”. W tym elemencie zaimponowała Piędel, która w pierwszej kwarcie na trzy rzuty, trzy razy przedziurawiła kosz. Potem jednak zbyt rzadko przebywała na parkiecie. Trener oszczędzał ją przed niedzielnym meczem w kadetkach ze Skawiną.

Przyjezdne przewyższały miejscowe w każdym elemencie koszykarskiej sztuki. Kibice mogli podziwiać ich nieszablonowe ataki, a największą uciechę miała męska część widowni. Było, na czym oko oprzeć. Przypominały raczej modelki niż sportsmenki. Wysoko prowadzać ćwiczyły pewne warianty gry. Widać było, że nie chcą dobijać gospodyń. Niemniej kilka ich kontrataków w pierwszej fazie meczu było przedniej urody. Wypadało bić brawo na stojąco.

- Przeciwnik był mocny i ograny – mówi Mirosław Ćwikiel. – My pozwoliliśmy na wszystko. Jeśli w pierwszych trzech minutach traci się siedem razy piłkę, w niefrasobliwy sposób, to ustawia mecz. Przeciwnika to napędziło, a my graliśmy coraz gorzej. W każdym elemencie im ustępowaliśmy. Graliśmy fatalnie zarówno w ataku jak i obronie. Pozwoliliśmy przeciwnikowi rzucić prawie sto punktów. Gdyby nie próbował grać taktycznych zagrywek, a realizował kontrataki, to prawdopodobnie przegralibyśmy w wyższych rozmiarach. Żadna z moich dziewcząt nie zasługuje na wyróżnienie. Był moment, że jedna zawodniczka próbowała poderwać zespół, ale praktycznie było już po meczu.

Gorce Steskal Nowy Targ – AZS Uniwersytet Śląski Katowice 54:87 (19:28, 11:19, 13:22, 11:18)
Gorce Steskal: Piędel 9 (3x3), Jachymiak 4, Perhon 7, Slaby 4, Lasak 9 (1x3), Florek, Lasyk 4, Szopińska 2, Nykaza 8, Rokiciak 7 (1x3). Trener Mirosław Ćwikieł.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama