W pierwszym pojedynku dwie zawodniczki Szarotki – Leśniak i Chlebda - najbardziej ucierpiały. Po ostrych wejściach musiały skorzystać z pomocy medycznej. Skończyło się szczęśliwie. Poszkodowane wróciły na boisko, ale początkowo nie wyglądało to dobrze. Zanosiło się na groźne kontuzje. Góralki są twarde i szybko nie pękają.
Wyrównane były dwie tercje i bardzo dobre w wykonaniu obu zespołów. W pierwszej tercji imponowały juniorki Szarotki, grając bez respektu dla bardziej utytułowanego rywala. Brązowe medalistki poprzednich mistrzostw Polski miały lekką przewagę były częściej w posiadaniu ażurowej piłeczki, ale ta tylko raz znalazła drogę do siatki. M. Bryniarska strzałem z dystansu zaskoczyła bramkarkę Szarotki. Przeciwniczki jednak szybko wyrównały, wykorzystując prezent w defensywie. E. Burdyn otrzymała piłeczkę od rywalki jak na patelni i grzech byłoby nie skorzystać z takiej uprzejmości. Odnotować w tej odsłonie należy jeszcze poprzeczkę Chlebdy.

Po przerwie liczono na kolejną nieustępliwą walkę o każdą piłeczkę. Tymczasem od początku Podhale narzuciło swój styl gry. Zepchnęło rywalki do defensywy. Te grały na stojąco, nie biegały za piłeczką, każda ich reakcja była spóźniona. Nie blokowały, zostawiały sporo miejsca Podhalankom na oddanie strzału. Brakowało krycia, asekuracji. Z czterech goli straconych w tej fazie meczu, dwa padły po uderzeniach z dystansu. Grynia trafiła w okienko z połowy boiska. Mamak z nabiegnięcia w przeciwległy górny róg bramki, a Fuła wykończyła akcję Piekarczyk.
- Przestaliśmy tą tercję – mówi trener Szarotki, Lesław Ossowski. – To była typowa stójka w naszym wykonaniu. Zwracałem uwagę dziewczętom, że to nie juniorskie granie, że w seniorkach trzeba walczyć z determinacją, zostawić serce na boisku. Bez tego z tak doświadczoną drużyną jak Podhale nie wygramy. Oddaliśmy tą cześć meczu bez walki. Katastrofalne błędy w defensywie, w kryciu w środkowej strefie. Bramkarka też nie miała najlepszych interwencji. Przeciwnik oddał trzy strzały w okienko, ale nie były nie do obrony. Bądź z ostrego kata, bądź z daleka. Nie tylko bramkarka ponosi winę za utratę goli, ale cała drużyna, która dopuściła do takich sytuacji.

W trzeciej tercji ambitnie grające dziewczęta z Szarotki, ostro traktowane przez przeciwniczki, potrafiły dotrzymywać im kroku. Miały swoje szansę na zdobycie gola, ale wykorzystały tylko jedną. Chowaniec zmniejszyła rozmiary porażki. Mimo, iż obrończyni siedziała jej na plecach, zdołała oddać strzał, który wylądował pod poprzeczką. Podhale również miało okazje, ale dwukrotnie nie potrafiło ulokować piłeczki w pustej bramce, zamykając akcję.
- W tej i w pierwszej tercji pokazaliśmy, że potrafimy grać – mówi Lesław Ossowski. – Kilka akcji w naszym wykonaniu było świetnych, szkoda, że tylko padła jedna bramka. Musimy się jeszcze nauczyć konsekwentnej gry przez 60 minut.
- Zwycięstwo nie przyszło nam łatwo – twierdzi szkoleniowiec MMKS Podhale, Arkadiusz Pysz. – Derby zawsze są trudne. Drużynie przeciwnej nie można odmówić waleczności. Też miała swoje sytuacje. Myśmy mieli ich o 10-20% więcej i potrafiliśmy je wykorzystać.

Rewanżowy pojedynek był podobny do pierwszego. Podhale tym razem już w pierwszej tercji narzuciło swój styl gry. Przede wszystkim potrafiło wykorzystać swoje boiskowe doświadczenie. Młode rywali dużo biegały, miały też okazje do zdobycia goli, ale były karcone za przestoje, które im się przytrafiały. Do tego brakowało im zimnej krwi pod bramką. Trener Szarotki, Lesław Ossowski miał niespokojną noc, bo nie wiedział, czy będzie mógł liczyć na Leśniak i Chlebdę, które w pierwszej potyczce zostały zbyt ostro potraktowane przez rywali. Co prawda po medycznej interwencji wróciły na parkiet, ale niewiadoma zawsze była. Bóg wie, co mogło się wydarzyć nocą, gdy mięśnie ostygły. Twarde dziewczęta nie zostały w domu i wybiegły na parkiet.
Brązowe medalistki z poprzedniego czempionatu w 7 minucie objęły prowadzenie. Po kolejnych 7 minutach prowadziły już 2:0. Obie bramki Szarotka straciła po indywidualnych błędach w kryciu. Za to trzecia, zdobyta przez Ewelinę Bryniarską ( wróciła do składu po kontuzji), w 40 sekundzie drugiej odsłony, było po pięknej dwójkowej kontrze. Razem z Fuła rozklepały defensywę przeciwniczek i nie dały szans obrony M. Zapale. W 23 minucie Bujak zdobyła pierwszego gola, ale odpowiedź Podhalanek była piorunująca. Wysokie prowadzenie jakby uspokoiło brązowe medalistki. Nie grały już z taką zaciętością. Szanowały wynik.

- Mecz podobny do pierwszego – mówi trener Szarotki, Lesław Ossowski. – Mieliśmy dużo przestojów w grze. Brakowało nam wykończenia, a rywalki, co miały to wykorzystały. Zabrało w grze moich dziewcząt determinacji, bo ten mecz o niczym nie decydował. Był o przysłowiową pietruszkę. W seniorkach nie da się tak grać, trzeba włożyć serce. Nam tego zabrakło. Za wolno rozgrywaliśmy akcje, nie wykorzystywaliśmy dogodnych sytuacji.
- Oba zespoły fajnie się zaprezentowały – mówi trener MMKS Podhale, Jacek Michalski. – W obu zespołach jest mnóstwo młodych zawodniczek, co napawa optymizmem. Jest szansa, że niedługo coś drgnie w naszym kobiecym unihokeju. Wygraliśmy większym doświadczeniem, umiejętnością wykorzystywania sytuacji strzeleckich. Świetną partię rozegrała Agnieszka Timek, która zdobyła dwie bramki.

Worwa Szarotka Nowy Targ – MMKS Podhale Nowy Targ 2:5 (1:1, 0:4, 1:0) i 2:4 (0:2, 1:2, 1:0)
I mecz: 0:1 M. Bryniarska (Dębska) 4:04, 1:1 E. Burdyn 7:26, 1:2 Grynia (Podlipni) 22:58, 1:3 Mamak (M. Bryniarska) 22:58, 1:4 Fuła (38:25), 1:5 M. Bryniarska (Podlipni) 39:15, 2:5 Chowaniec 57:36; II mecz: 0:1 Fuła (E. Bryniarska) 6:24, 0:2 Timek 13:42, 0:3 E. Bryniarska (Fuła) 20:40, 1:3 Bujak 22:13, 1:4 Timek 23:42.
Worwa Szarotka: M. Zapała – R. Zapała, E. Burdyn, Chowaniec, Kubowicz, Aleksandra Burdyn – Chlebda, Leśniak, Kaczmarczyk, Bujak, Anna Burdyn. Trener Lesław Ossowski.
MMKS Podhale: Guzik – Lech, Grynia, Mamak, Piekarczyk, Fuła – M. Bryniarska, Dębska, Podlipni, Florczak, Timek – E. Bryniarska. Trenerzy: Arkadiusz Pysz i Jacek Michalski. W rewanżu nie zagrała Piekarczyk.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










