Pierwsza kwarta w wykonaniu gospodyń była - palce lizać!. Tak grające dziewczyny chciałoby się zawsze oglądać. Szybkie, niekonwencjonalne zagrania, rzuty z obwodu, piękne wejścia pod kosz, dogrania na czysty rzut – to mogło imponować. Wypadało bić tylko brawo. Trener po raz pierwszy nie miał żadnych uwag do dziewcząt. Można je było tylko chwalić.
- Było za co, bo grały świetne zawody w ataku – wyjaśnia Mirosław Ćwikiel. – Nie wiem, jaką miały procentową skuteczność, ale rzuty były oddawane z takich pozycji, że ręce same składały się do oklasków. Nie było widać u dziewczyn specjalnego wysiłku. Wykonywały zagrywki i rzuty na pełnym luzie, jakby ćwiczyły je kilkanaście lat. Za każdy razem ktoś wychodził na taką pozycję, że dostawał piłkę na czysty rzut. Troszkę tylko słabiej zagraliśmy w obronie, bo mogliśmy pierwszą ćwiartkę zakończyć wyższym prowadzeniem.

Rzeszowianki wyciągnęły wnioski i w drugiej kwarcie rzuciły się do pościgu. Odrobiły zaledwie dwa „oczka” z 11-punktowej straty, ale na dystansie ta przewagą falowała. Na początku trzeciej odsłony góralki prowadziły już tylko różnicą pięciu punktów. Rzut już tak im nie siedział. Miały kilka strat, a rywal to wykorzystywał. Przyjezdne próbowały też różnych metod zastopowania góralek. Wreszcie ustawiły obronę strefową, z którą miejscowe miały sporo problemów. Niemniej szybko odrobiły straty do ostatniej kwarty przestępowały z 8-punktową zaliczką.
Przyjezdne w ostatnich 10 minutach walczyły jak lwice. Zdominowały deskę nowotarżanek. Bezkarnie zbierały piłkę i dobijały ją. Przewaga malała i w końcówce wynosiła zaledwie pięć „oczek”. Zrobiło się nerwowo. Mirosław Ćwikiel wziął czas i to pomogło odbudować przewagę i świętować zwycięstwo.

- Nie mam w zespole nikogo mocnego na nogach, żeby utrzymał przeciwnika – twierdzi szkoleniowiec Gorców. – Rzeszowianki nie grały rewelacyjnych zawodów, ale z każdą minutą zaczynały wierzyć w zwycięstwo. Ze swoim potencjałem powinny mecz wygrać. Trener gości próbował różnych koncepcji gry, aż wreszcie ustawił obronę strefową, z którą nie mogliśmy sobie poradzić. Próbowaliśmy ją rozbijać, ale moim podopiecznym nie zawsze to wychodziło. Nerwowa końcówka wzięła się z stąd, że przestaliśmy zbierać piłkę z własnej deski i rywalki zdobyły kilka punktów z dobitek, które nie powinny wpaść. Na szczęście zespół nie dał się zwariować w końcowych minutach, chociaż niewiele brakowało. Przeciwnik stanął na całym, ale dowieźliśmy zwycięstwo do końca. Z meczu można wybrać 2,5 kwarty bardzo dobrej w naszym wykonaniu, zarówno w ataku jak i obronie. To cieszy. Szkoda, że tym razem, nie mogłem wpuścić na parkiet wszystkich zawodniczek, ale chcieliśmy wygrać.

Gorce Steskal Nowy Targ – MLKS Rzeszów 69:58 (20:9, 15:17, 17:18, 17:14)
Gorce Steskal: Piędel 16 (2x3), Jacymiak 14, Perhon 9, Słaby 4, Lasak 19 (1x3), Szopińska 2, Nykaza 5 (1x3), Pudzisz, Florek, Lasyk. Trener Mirosław Ćwikiel.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










