04.12.2011 | Czytano: 2039

Ćwikiel niczym Hitchcock(+zdjęcia)

Koszykarki nowotarskich Gorców (kadetki) rozegrały w weekend dwa ligowe spotkania. Potwierdziły w nich, że kobieta zmienną jest. Na szczęście obie konfrontacje zakończyły zwycięsko.

Starachowicach rozgromiły tamtejszego Gracza. Grały jak z nut, praktycznie wszystko, co leciało w stronę „dziury” do niej wpadało. Spod kosza, z dystansu i zza linii 6,75 m. Po raz pierwszy w ligowym spotkaniu trójkę rzuciła Długopolska. Świetną partię rozgrywała Pudzisz, która odnotowała strzelecki rekord w karierze. Niezrównana była w obronie, niesamowicie aktywna w ataku. Swoje dołożyła Szopińska, która trafiała częściej niż zwykle. Szczególnie punkty z osobistych cieszą, bo ten element u niej szwankował. Na jedynce fantastycznie czuła się Jachymiak. – Takiej skuteczności dawno nie widziałem. Zdarza się raz w sezonie – przyznał Witold Chamuczyński.

- Rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie pod względem taktycznym – twierdzi trener Mirosław Ćwikiel. - Nawet nie potrzebna była szybka gra, ale dokładna z precyzyjnymi rzutami, by rozbić gospodynie. Zagraliśmy na bardzo dużym procencie rzutów w gry. Tylko w pierwszej kwarcie dziewczyny łapały rytm gry. Kolejne ćwiartki to już nasza dominacja. Wszystkie dziewczyny zagrały perfekcyjnie. Mieliśmy mało strat i bardzo dużo przechwytów. Odzyskiwaliśmy piłkę nie dlatego, że jedna zawodniczka zaatakowała, ale dlatego, bo podwajaliśmy.

Nie każdy dzień jest taki sam. Nazajutrz jego podopieczne nie miały już takiej skuteczności. Śmiało można się pokusić o stwierdzenie, że jej w ogóle nie było, skoro rzuciły 45 punktów. Na szczęście rywalki też nie miały pewnej ręki. Trener gospodyń Mirosław Ćwikiel już po pierwszych minutach wpadł w złość i posadził pierwszą piątkę, która nie wykonywała jego poleceń. Więcej, usiadł sobie na parkiecie i kompletnie nie instruował drugiej piątki jak ma grać. Gdy trener przyjezdnych brał czas, jego dziewczęta same ustalały warianty gry. Trzeba przyznać, że nieźle im szło. Na 2 minuty i 20 sekund przed końcem pierwszej połowy prowadziły 21:15. W tym momencie trener wpuścił cztery zawodniczki z pierwszej piątki. Na ławce pozostała tylko Piędel. W tym czasie straciły pięć „oczek”, nie pomnażając swojego dorobku.

Po przerwie zagrały niespełna dwie minuty i znowu poszły grzać lawę. Trener uparcie grał drugą piątka, a ta nie zdobyła w trzeciej kwarcie punktu. Wydawało się, że Ćwikiel zmięknie i wpuści na parkiet swoje asy, tym bardziej, iż jego zespół przegrywał 27:35. Pozostał nieugięty. Dopiero 6 minut przed końcem wrócił do podstawowej piątki, ale znowu bez Piędel. Zastępowała ją Pudzisz.

Okazuje się, że manewr szkoleniowca był majstersztykiem. Zawodniczki na ławce przemyślały i rzuciły się na rywalki jak wygłodniałe lwice. Grały agresywnie, biły się o każdą piłkę, nieraz w parterze. Dość długo rzut im nie siedział, ale świetnie broniły i rywalki nie były w stanie odskoczyć. Ciężar zdobywania punktów wzięły na siebie Jachymiak i Rokiciak. No cóż, Ćwikiel niczym Hitchcock wyreżyserował spektakl z dreszczykiem i happy endem.

- Trzy kwarty staliśmy, w ostatniej troszkę pobiegaliśmy i to wystarczyło, aby wygrać z zespołem, który bardziej chciał zwyciężyć – mówi Mirosław Ćwikiel. – Wczoraj wszytko nam wpadało, a dzisiaj nic. Przeciwnik stanął strefą i...zgłupieliśmy. Strefa była ciasna, a nam brakowało polotu i pomysłu, by ją rozbić. Nikt nie podejmował ryzyka, a jeśli już, to oddawane rzuty lądowały na konstrukcji, na której jest kosz zamontowany.

Gracz Starachowice – Gorce Steskal Nowy Targ 28:116 (15:23, 2:24, 7:40, 4:29)
Gorce: D. Cyrwus 6, Piędel 31, Długopolska 9, Przybyło 2, Szopińska 22, Rokiciak 16, Wolska 5, Jachymiak 8, Pudzisz 17, Lasak. Trener Mirosław Ćwikiel.

Gorce Steskal Nowy Targ – Żak Nowy Sącz 45:42 (8:7, 13:13, 6:15, 18:7)
Gorce: D. Cyrwus, Piędel 4, Długopolska 7, Przybyło 2, Szopińska, Rokiciak 10, Wolska 6, Jachymiak 10, Pudzisz 6, Lasak, Florek. Trener Mirosław Ćwikiel.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama