Obaj trenerzy słyną z tego, że bardzo impulsywnie reagują na to, co dzieje się na boisku. Zarówno Polak jak i Bychawski szaleli przy linii boiska. Można było podziwiać pokaz gestykulacji, dziwnych min i głośnych pokrzykiwań. To przykucali, to wstawali z rozłożonymi szeroko rękoma, machali nimi w różne strony, a nawet kilka razy wtargnęli na parkiet. Dostało się arbitrom, którzy zapomnieli okularów, bo puścili niezliczoną ilość kroków i kozłów. To najbardziej denerwowało szkoleniowców, ale także zagrania podopiecznych.
Bychawski miał tylko pierwsze minuty nerwowe, kiedy to wynik oscylował wokół remisu. Trwało to 5 minut. Skuteczność obu teamów była zastraszająca, w sumie rzuciły 12 punktów (6:6). Potem jego zespół odjechał i trener mniej był impulsywny, co nie znaczy spokojny jak baranek. W przeciwieństwie do jego kolegi po fachu na drugiej ławce.

Nowotarżanie najlepiej zaprezentowali się w drugiej i trzeciej kwarcie. Wtedy nawiązali wyrównaną walkę z przybyszami spod Wawelu. Trzecią część meczu wygrali nawet jednym „oczkiem”. To było wszystko, na co pozwolili podopieczni Bychawskiego. Przewyższali gospodarzy warunkami fizycznymi, a więc deskę zdominowali. Świetnie radzili sobie zarówno w ataku pozycyjnym jak w szybkiej kontrze. Nowotarżanie razili nieskutecznością, a w obronie fatalnie kryli. Nie siedział im rzut z dystansu i półdystansu, nie wykorzystali żadnego osobistego.
- Graliśmy z przeciwnikiem w wyższej półki – mówi trener Piątki, Wojciech Polak. – Fizyka była po jego stronie. Trudno było nam się przebić pod kosz, a rzuty z dystansu i półdystansu nie wpadały do dziury. Nie wychodził nam szybki atak. Jeśli szukać pozytywów w mojej drużynie, to waleczność i kilka udanych akcji w ataku pozycyjnym.

UKS Piątka Nowy Targ – Korona Kraków 48:74 (9:17, 12:18, 19:18, 10:21)
Piątka: Bryniarski, Trzciński 7, Kalata 2, Jaskierski 2, Senio 6, P. Leja 4, Burdyn 6, Pierwoła 8, M. Leja 6, Szymański, Żmuda 7, Janik. Trener Wojciech Polak.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










