Kobiety mają pierwszeństwo i od nich zaczniemy. Przed spotkaniem panowała sielankowa atmosfera. Ktoś przebąkiwał o gładkiej wygranej do zera, ktoś inny o tym, że się spieszy i mecz powinien się zakończyć po 75 minutach, a dziennikarz Maciej Zubek został podczas prezentacji skojarzony, jako trener nowotarskiego zespołu. Szybko jednak odnaleźli się właściwi szkoleniowcy i Maciek mógł spokojnie wrócić do swoich zajęć.
Szybko się okazało, że marzenia o wygranej na sucho trzeba zapomnieć. Co prawda po pierwszych grach singlowych gospodynie prowadzily 2:0. Izabela Godlewska szybko odprawiła w kwitkiem Natalię Zygadło, pozwalając jej wygrać tylko jedenaście piłek w trzech partiach. Małgorzata Kalawa po gładkim wygraniu pierwszego seta, w drugim chyba się zdekoncentrowała, bo przegrała do 7. Przegrana ją zmobilizowała i w kolejnych dwóch setach oddała rywalce tylko sześć piłeczek.
Schody zaczęły się w kolejnych dwóch grach pojedynczych. Niespodzianką była porażka Pauliny Kowalczyk z Dorotą Paluch 2:3. Przyjezdna prowadziła już 2:0 i zryw „Pauli” doprowadził do piątego seta. Przegrała też Aleksandra Mozdyniewicz, mimo iż w dwóch setach prowadziła po 5:1, a w trzecim 10:4, ale ten akurat wygrała na przewagi.
- Każdego przeciwnika traktujemy z powagą i podchodzimy do meczu skoncentrowani. Paluch to doświadczona zawodniczka, ułożona i przede wszystkim regularna – mówi trener Gorców, Tomasz Kowalczyk. – Paulina nigdy z nią nie wygrała. Zawsze toczyły pojedynki na styku, tak jak i tym razem, ale „Paula” nie potrafiła jej przełamać. Paulina mogła przegrać, to do Oli mam trochę pretensji do Oli, bo nie powinna odejść od stołu pokonana z Guzdek. Można ją usprawiedliwić, że jest młoda, że zjadła ją trema, pierwszy rok odbija celuloidowe piłeczki w pierwszej lidze, więc nie jest jeszcze zawodniczką pełną gębą.

Obie zawodniczki w kolejnej serii singli zrehabilitowały się, odniosły zwycięstwa. Kowalczyk tylko w pierwszym secie męczyła się z Miklar, ale wygrała go na przewagi, a w kolejnych partiach poszło jak z płatka. Z kolei Mozdyniewicz świetnie zaczęła, prowadziła 2:0 w setach i...zaczęła grać nerwowo. Spokój wrócił jej dopiero w piątym secie. – Ma niesamowite uderzenie. Nawet chłopcy takiego nie mają –zachwycał się jej uderzeniami nestor nowotarskiego tenisa, Jan Sowiński.- Tylko zbyt dużo psuje prostych piłek.
Kalawa po pierwszym wygranym secie na przewagi, drugiego, tradycyjnie przegrała, a w czwartej partii Paluch była już bezradna. Wygrała tylko trzy piłeczki…

Z kolei Godlewska rozbiła w puch Guzdek. Przeciwniczka była bezradna, motała się przy stole jak ryba w sieci. A Iza punktowała ją niemiłosiernie. - Iza nie miała przeciwniczki, żeby mogła z nią nawiązać walkę. To było dobijanie przeciwnika – skomentował trener.
Wcześniej jednak były deble i w pierwszym secie niespodzianka. Najlepsza para w rankingu ligowym przegrała seta. Szybko okazało się, że był to wypadek przy pracy, w kolejnych zostały rywalki zdeklasowane.
- Po przegranym secie, ciepło było na ławce rezerwowej – twierdzi Tomasz Kowalczyk. – Różnie mogły się potoczyć nie tylko deble, ale także pozostałe pojedynki. Mogło się skończyć nawet remisem, ale później wszystko wróciło na właściwe tory. Był to jednostronny pojedynek, chociaż były w nim partie wyrównane. Można było popatrzyć na kawałek dobrego ping-ponga.

Gorce Nowy Targ – JKTS Jastrzębie 8:1
I stół: Małgorzata Kalawa – Karolina Miklar 3:1 (11:3, 7:11, 11:4, 11:2), Paulina Kowalczyk – Dorota Paluch 2:3 (8:11, 9:11, 11:3, 11:9, 6:11), Kalawa, Kowalczyk – Paluch, Miklar 3:1 (6:11, 11:9, 11:1, 11:6), Kalawa – Paluch 3:1 (13:11, 8:11, 11:8, 11:3), Kowalczyk – Miklar 3:0 (13:11, 11:7, 11:8);
II stół: Izabela Godlewska – Natalia Zygadło 3:0 (11:4, 11:2, 11:5), Aleksandra Mozdyniewicz – Natalia Guzdek 1:3 (5:11, 12:14, 12:10, 8:11), Godlewska, Mozdyniewicz - Guzdek, Zygadło 3:0 (11:6, 11:3, 11:7), Godlewska – Guzdek 3:0 (11:2, 11:4, 11:6), Mozdyniewicz – Zygadło 3:2 (11:7, 11:9, 4:11, 7:11, 11:8).
II liga mężczyzn
Mecz na szczycie w drugiej lidze męskiej stał momentami na dobrym poziomie. Było w tym pojedynku wszystko, co kibic ping- ponga uwielbia. Oprócz dramaturgii, długie wymiany, kąśliwe serwisy i smecze. Do tego prawdziwa huśtawka nastrojów. Nikt z niej nie wyszedł zwycięsko. Drużyny podzieliły się punktami.
Na „dzień dobry” kapitan górali, Marek Mozdyniewicz przegrywał 0:7 z Tomaszem Janikiem i mozolnie odrabiał straty, przegrywając partie do 9.
- To był decydujący moment pojedynku – mówi trener Gorców, Tomasz Klag. – Marek wyszedł z ogromnej opresji. Gdyby wyrównał na 10:10, to mecz mógłby potoczyć się inaczej. To były długie sety, po 40 uderzeń. Źle dla Marka, jeśli są szybkie, przy długich ma więcej szans na zwycięstwo, ale Janik miał swój dzień, a wtedy trudno go pokonać.

Nim ci skończyli walkę, to na drugim stole toczył się już drugi pojedynek. W pierwszym Tomek Klocek do dwóch wygrał pierwszą partię, a w drugiej poległ. Niesamowity był trzeci set. Nowotarżanin cały czas gonił, rywal zdobył cztery punkty po „świniach”. Miał niesamowitego farta. Nic dziwnego, że Klocek ze złości kopnął drabinki. Przegrywał już 7:10 i wydawało się, że rywal, mający trzy piłki setowe, odniesie zwycięstwo. Wściekły Tomek szalał przy stole, doszedł rywala i wygrał seta na przewagi do 13.
Po pierwszej rundzie gier pojedynczych był remis, bo wygrał Jakub Czyszczoń, a przegrał Mikołaj Kierski. Obaj przegrali kolejne single. Bardziej liczono na wygraną Kuby z Pawłem Madzulą, ale góral spalił się psychicznie. Piłeczki fruwały wszędzie, tylko nie chciały wpadać w stół.
– Mikołaj to jest solidna firma i liczę, że się jeszcze odrodzi. Rozpoczął studia na Politechnice Krakowskiej, na trudnym kierunku Budownictwo angielskie. Mniej trenuje i od razu to widać przy stole. Brak mu pewności i wyszedł na zero. Trudno mu pogodzić studia z treningami. Kuba z kolei nie wytrzymał presji. Ma nieustabilizowaną formę. Nie radził sobie z odbiorem serwisu przeciwnika. Przegrał szybko dwa sety, powalczył w trzecim, ale to było wszystko, na co go stać było tego dnia – powiedział Tomasz Klag.

Czyszczoń z Kierskim zaczęli fantastycznie grę podwójną. Prowadzili 2:0 i nestor nowotarskiego tenisa był wprost zachwycony. – Jak ten Kuba gra. Gdzie nauczył się tak grać? Po kolejnych dwóch setach musiał zmienić zdanie.
- Jak szybko rywale nauczyli się grać – zauważył Jan Sowiński. – Nasi podają im rękę. Jeśli nie chcą wygrać w trzech setach, to przegrają w pięciu – zawyrokował. Miał rację. Popełniali koszmarne błędy, na siłę chcieli skończyć wymianę, a – jak mówi przysłowie, – „co nagle, to po diable”.
Na drugim stole również gospodarze prowadzili 2:0 i również dali się doścignąć. Tym razem jednak przepowiednia Jana Sowińskiego się nie sprawdziła.
- Przed deblami liczyłem, że wynik zmieni się na naszą korzyść – mówi Tomasz Klag. - Była szansa na dwie wygrane. Szczególnie zawiedzony jestem wynikiem na drugim stole. W trzecim i czwartym secie się usztywnili, oddając inicjatywę przeciwnikowi. Wyszło większe doświadczenie ligowe rywali. Za to bardzo ładnie zagrał debel na pierwszym stole. Mozdyniewicz i Klocek dopiero od niedawna grają ze sobą, ale wywalczyli cenne zwycięstwo. Jeśli myśleliśmy o wygraniu meczu, to drugi stół powinien zrobić komplet punktów.

Gorce Nowy Targ – Spektrum Słopnice 5:5
I stół: Marek Mozdyniewicz – Tomasz Janik 0:3 (9:11, 8:11, 6:11), Mikołaj Kierski – Sławomir Osika 0:3 (5:11, 2:11, 4:11), Mozdyniewicz, Klocek – Janik S. Osika 3:2 (12:10, 11:7, 12:14, 6:11, 11:8), Mozdyniewicz – S. Osika 3:2 (11:5, 7:11, 11:3, 11:13, 11:7), Kierski – Janik 1:3 (3:11, 11:7, 3:11, 6:11);
II stół: Tomasz Klocek – Paweł Madzula 3:1 (11:2, 6:11, 15:13, 11:6), Jakub Czyszczoń – Janusz Osika 3:1 (7:11, 11:8, 11:2, 11:5), Czyszczoń, Kierski – Madzula, J. Osika 2:3 (11:5, 11:3, 8:11, 7:11, 7:11), Klocek – J. Osika 3:0 (11:7, 11:7, 11:8), Czyszczoń – Madzula 1:3 (8:11, 4:11, 11:4, 3:11).
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










