Mistrzowie Polski – Górale – nie mieli litości dla lokalnego rywala. Już po 20 minutach gry sobotniej potyczki prowadzili 5:0, dominując w każdym elemencie gry. Górale rozpoczęli mocnym akcentem, bo już w 59 sekundzie wypracowali rzut karny, niewykorzystany jednak przez Wronkę. Ale potem już poszło. Gole w pierwszej tercji sypały się jak z rogu obfitości. Piłeczka wpadała tylko do bramki gości. Unihokeistów Szarotki ponosiły nerwy, bo w końcu wstyd dostawać sromotne lanie od kolegów z osiedla. Toteż Tylicki i Tomasik dostali 10+2 minuty kary za niesportowe zachowanie. Akcje mistrzów były podręcznikowe i co najważniejsze, po nich ażurowa piłeczka znajdowała drogę do bramki. Górale prowadzili już 7:0 i...spoczęli na laurach. Wydawało im sie, że rywal jest już na kolanach, z których się nie podniesie. Tymczasem minimum swobody i przeciwnik w mig zdołał ich trzy razy uszczypnąć. W 47 minucie było już tylko 7:5. Górale stracili pięć goli z rzędu i zrobiło się nerwowo. Teraz to oni, poirytowani, odwiedzali ławkę kar. Minutę później tylko na chwilę „utulił” mistrza w bólu Turwoń, bo Tomalak i Luberda sprawili, iż 3 minuty przed końcem trzeciej tercji Górale prowadzili już tylko jedną bramką. Zrobił się ekscytujący spektakl.

- Dobrze, że mamy w zespole starszych graczy, ogranych w ekstraklasie, bo zdołali wytrzymać presje i dowieźć zwycięstwo do ostatniej syreny – mówi trener Górali, Piotr Kostela. – Początek meczu dla nas, wykorzystaliśmy fakt, iż przeciwnik zamiast grać dyskutował z arbitrami i łapał kary. Gole zdobywaliśmy podczas przewag. Z biegiem czasu Szarotka przestała faulować, a my zaczęliśmy. Kosztowało nas to stratę trzech goli w końcówce drugiej tercji. W trzeciej odsłonie zaczęło nam brakować sił, bo graliśmy na trzy piątki, a do tego mało trenowaliśmy.
Początek rewanżowego spotkania wypisz, wymaluj podobny do sobotniego. Górale rozpoczęli z wielkim animuszem i wygrali pierwszą tercję 3:0. Potem zaczęła się ostra gra. Ciągle ktoś wędrował na ławkę kar. Arbiter podyktował trzy rzuty karne. Żaden nie został wykorzystany. Przestrzelili: Ryś (19 min.), Stypuła (27 min.) i Polaczek (44 min). Mistrzowie tym razem nie dopuścili do nerwowej końcówki. Umiejętnie bronili dostępu do własnej bramki i czyhali na kontry. Szarotka grała zbyt nerwowo i co za tym idzie piłeczka nie zawsze była jej posłuszna. Dopiero w 57 min. zdobyli – jak się później okazało – honorowe trafienie. Niemniej Wronka po 29 sekundach odpowiedział.

- Gol, po wspaniałej akcji, był okrasą meczu. Krugiołka dograł mu do pustej bramki – mówi Piotr Kostela. – Kluczem do zwycięstwa była doskonała obrona, determinacja w grze. Blokowaliśmy strzały Szarotki, która nie potrafiła sobie wypracować klarownych sytuacji. Świetnie strzegł naszej bramki Patryk Brzana. Ważne są punkty, bo pierwsze miejsce gwarantuje nam bezpośredni udział w turnieju finałowym o mistrzostwo Polski.

Madex Górale Nowy Targ – Worwa Szarotka Nowy Targ 8:7 (5:0, 2:3, 1:4) i 5:1 (3:0, 0:0, 2:1).
Bramki: Garb 2, Polaczek, Subik, Dzioboń, Michalski, Krugiołka – Stypuła 2, Luberda 2, Wątorek, Tomasik, Tomalak (I mecz); Turwoń, Wronka 2, Fryźlewicz – Leśniak (II mecz).
Madex Górale: P. Brzana - Subik, Polaczek, Michalski, Wronka, Garb, Krugiołka, Fryźlewicz, Nykaza, Turwoń, Dzioboń, Plewa, Widurski. Trenerzy: Dominik Siaśkiewicz, Piotr Kostela, Piotr Bełtowski.
Worwa Szarotka: Tylecki – T. Ligas, Luberda, Siaśkiewicz, Leśniak, Ryś, Wątorek, Tomasik, Frysztak, Kowalczuk, Korwel, Stypuła, Tomalak. Trener Jarosław Lech
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










