22.10.2011 | Czytano: 2132

Z karetką w tle(+zdjęcia)

Obserwując koszykarską rywalizacja Gorców z JAS FBG Sosnowiec w pierwszej lidze kobiet, odniosłem wrażenie, że koszykówka powinna być rozdzielona - na ligę wysokich i niskich. Wtedy szanse były jednakowe. A tak „niskopienne” góralki, w dodatku młodsze ( grają kadetkami), już na starcie skazane były na pożarcie. Celem było uniknięcie straty stu punktów. To się udało.

Najniższa zawodniczka w sosnowieckim zespole była ciut wyższa od koszykarki po przeciwnej stronie. Nic dziwnego, że przyjezdne zdominowały obie deski. Zbierały piłki z własnej tablicy i organizowały szybki atak, zaś dobijały piłki po zbiórkach z atakującej deski. Często grały trzema podaniami na obwodzie, dogrywały do najwyższej zawodniczki w polu trzech sekund, które z łatwością wykańczały akcje. Nie miały też problemów z rzutami z czwartego metra czy też za linii 6,75 m. Jak można było je zatrzymać? Faulując! Innej metody nie było. A to z kolei przekładało się na punkty z osobistych, bo ręka sosnowiczankom nie drżała.

Drżała natomiast gospodyniom, które po kilku nietrafionych rzutach z półdystansu, bały się wziąć odpowiedzialność rzutową na swoje barki. Góralki nie miały najmniejszych szans przedrzeć się pod kosz, pozostawały im tylko rzuty z dystansu. Zbyt długo rozgrywały piłkę na obwodzie, przygotowując rzutową akcję, dlatego albo nie mieściły się w limicie czasowym i trzeba było rzucać na aferę, albo traciły piłkę. Strat było mnóstwo, nie tylko w ataku, ale także przy wyprowadzaniu piłki spod własnego kosza. Często były to straty niewymuszone.

W połowie drugiej kwarty, przy wysokim prowadzeniu, trener sosnowiczanek wpuścił na parkiet dziewczynę, która warunkami fizycznymi i wiekiem (1995) przypominała gospodynie. W 4 minucie czwartej kwarty doszło do zderzenia Kingi Piędel z jedną z atakujących przeciwniczek, po którym nowotarżanka nie podniosła się z parkietu. Miała trudności z oddychaniem. Stłuczone żebro przeszkadzało jej w prawidłowym oddechu? Blisko pół godziny leżała na parkiecie, czekając na karetkę, która zabrała ją do szpitala.

- Walczyliśmy z zespołem, który ma ambicje awansu do wyższej ligi – mówi trener Gorców, Mirosław Ćwikiel. – Zdecydowanie był to najmocniejszy nasz przeciwnik. W końcówce meczu okazało się, że walczymy, by nie stracić stu punktów. Niewiele zabrakło, a sosnowiczanki osiągnęły cel. Trener przeciwniczek, w kilku momentach, wpuścił na boisko słabsze zawodniczki, i udało się, według mnie, osiągnąć w miarę przyzwoity rezultat. Popełniliśmy mnóstwo prostych błędów i nie myśleliśmy na boisku. Na palcach jednej ręki można było policzyć akcje, które były dobrze zorganizowane i wykończone technicznie. Akcji 2-punktoweych powinno być więcej, ale niepotrzebnie staraliśmy się rozgrywać je na wysokie rywalki pod kosz. Były pozycje rzutowe z 4-5 metra do kosza. Przeciwnik grał rozważnie, a jak podejmował decyzję gry pod kosz, to był na tyle dynamiczny, że nie byliśmy go w stanie zatrzymać. Kłopot zrobił się z Piędel. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia. Tego jej życzymy.

Na szczeście nic groźnego się nie stało. Po badaniach w szpitalu, po dwoch godzinach, kinga wrócila na halę Gorców o wlasnych siłach i sledzila tremning kadry Małopolski, ktorej jest reprezentantką.

Gorce Steskal Nowy Targ – JAS FBG Sosnowiec 35:98 (5:33, 9:22, 14:24, 7:19)
Gorce; Mozdyniewicz, Piędel 7, Lasak 10, Krzysztofiak 3, Lasyk, Rokiciak 3, Słaby, Nykaza 3, Florek, Jachymiak 2, Szopińska 2, Perhon 3. Trener Mirosław Ćwikiel.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama