Szarotka w pierwszym dniu dała lekcję unihokeja beniaminkowi z Hrubieszowa. Tylko w pierwszej tercji miała problemy ze sforsowaniem szczelnych zasieków ustawionych przez gości. Inna rzecz, że za bardzo górale chcieli wjechać z piłeczką do bramki. Ta albo była blokowana przez rywala, albo fruwała nad bramką. Przełamania gardy wicemistrz dokonał dopiero w 17 minucie, za sprawą Wojtaka, który strzałem z dystansu ulokował ażurową piłeczkę pod poprzeczką. Potem poszło już jak z płatka. Goście mogą tylko podziękować góralom, że ci nie chcieli ustanawiać rekordów strzelecki, tylko momentami bawili się jak kocur z przestraszoną myszką.
- To był mecz z gatunku łatwych – mówi kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. – Przeciwnik nie był zbyt wymagający. Początek chaotyczny, bo i chaotycznie bronili się goście, co utrudniało nam atak. Nie można beniaminkowi odmówić waleczności. Po przerwie nasza gra się ustabilizowała. Niemniej uważam, że za mało strzelaliśmy. Dobrze, twardo zagraliśmy w obronie i przeciwnik nie miał zbyt wielu szans na zdobycie gola. Dopiero w ostatniej tercji, gdy ciut się rozluźniliśmy zdobyli dwie bramki.

Nazajutrz Szarotka się nie popisała. Zagrała katastrofalnie w defensywie, bramkarze też nie mieli swojego dnia, bo zmieniali się, co jakiś czas. – Pozwoliliśmy na zbyt wiele beniaminkowi – mówi Lesław Ossowski. – Wstyd, że straciliśmy tyle bramek. Łatwo strzelaliśmy gole, ale też zbyt łatwo traciliśmy. Nie było w naszej grze agresji przy pressingu i rywal dość łatwo wyprowadzał kontrataki. Wynik nie przystoi nam, nie jesteśmy z siebie zadowoleni.
Nie układała się gra również mistrzom kraju w sobotniej potyczce. Co prawda przez cały mecz posiadali przewagę, ale długo nie potrafili jej udokumentować golami.
- Tyszanie dobrze bronili – mówi Piotr Kostela. – Dopiero dwa wolne, wykonane przez nas w identyczny sposób przyniosły dwie zdobycze bramkowe. Słabiej rozgrywaliśmy przewagi, ale pewnie prowadziliśmy i kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na parkiecie. Zabrakło nam skuteczności. Widać, że to dopiero początek sezonu i nie jesteśmy jeszcze w pełnej dyspozycji.
W rewanżu czempioni nie mieli już litości dla przybyszów z miasta piwnego. Z bagażem 15 bramek musieli wracać do domu. – Nasza przewaga była większa niż wczoraj. Poprawiła się też skuteczność. Sprawdził się w bramce młody Brzana – powiedział Piotr Kostela.

Worwa Szarotka Nowy Targ – Grześ Hrubieszów 11:2 (2:0, 7:0, 4:2) i 12:7 (5:4, 4:3, 3:0)
Bramki dla Szarotki: Chlebda 5, Kulesza 2, Ryś 2, Wojtak, Augustyn (I mecz); Ossowski 3, Lipkowski 2, Bocheński 2, Chlebda, Augustyn, Kasperek, Kulesza, Tomalak (II mecz).
Worwa Szarotka: Batkiewicz (30 Tylecki); Lech – Wojtak, Kasperek – P. Ligas, Ryś; Ossowski – Chlebda – Lipkowski, Kulesza – Augustyn – Bocheński, Leśniak –Wątorek – Półtorak. W drugim meczu nie zagrali: P. Ligas i Leśniak. Grali: Tomalak, Frysztak, Korwel, T. Ligas. W bramce na zmianę stali: Batkiewicz i Tylecki.
Madex Górale Nowy Targ – Pionier Tychy 6:2 (2:0, 3:1, 1:1) i 15:1 (5:0, 6:1, 4:0)
Bramki dla Górali: Siaśkiewicz, Kostela, Cholewa, Barszczewski, Firek, Bisaga (I mecz); Kostela 4, Bisaga 2, M. Mirek 2, Podraza, Subik, Bełtowski, Siaśkiewicz, Sąder, Polaczek, Cholewa (II mecz).
Madex Górale: Pawlik; Barszczewski – Subik, Gotkiewicz – Cholewa; Kostela – Bełtowski – Bisaga, Siaśkiewicz – Sąder – Firek oraz Podraza i Polaczek. W drugim meczu bronił P. Brzana. Za Firka grał M. Mirek.
Stefan Leśniowski










