Trenerzy Porońca i Szaflar byli bardzo zadowoleni z wyników swoich drużyn.
Tomasz Rogala (Poroniec): - Jestem oczywiście bardzo zadowolony z wygranej, którą można by nawet określić, jako szczęśliwą, bowiem rozstrzygającego gola zdobyliśmy w przedłużonym czasie gry. Z drugiej strony był to gol zdobyty ze stałego fragmentu gry ćwiczonego na treningach i trener po takich sytuacjach może mieć satysfakcję, że jego praca przynosi efekty. Oczywiście nie uniknęliśmy błędów w defensywie, ale tę formację mogę zestawić z tych zawodników, jakimi dysponuję. Wszyscy gracze, jacy byli na naszej ławce to napastnicy i tylko wśród tych zawodników mogłem dokonywać roszad. Ja wiem, że wielu miejscowych piłkarzy powinno grać w wyjściowej jedenastce, ale V liga wymaga obecności na treningach, tu się nie da już grać bez przygotowania. Nie jest jednak tak, że mam do tych chłopaków żal, czy pretensje o to, że nie trenują w takim wymiarze jaki jest potrzebny. Każdy układa sobie życie według własnego pomysłu, wedle swoich preferencji. Ja tylko mam nadzieję, że kiedyś tu w Porońcu będę miał możliwość ćwiczenia w jednym czasie z wszystkimi zawodnikami. Reasumując to ważna wygrana szczególnie po dotkliwej porażce w Zakopanem i mam nadzieję, że doda nam wiary w swoje możliwości zaowocuje dobrymi wynikami w kolejnych spotkaniach. Taka wygrana powinna pozytywnie wpłynąć na morale zawodników, psychicznie się im odbudować.
W Porońcu tak rzeczywiście teraz jest, że trzon drużyny stanowią zawodnicy przyjezdni, ale czy wszyscy miejscowi piłkarze robią wszystko, aby solidnie przygotować się do rozgrywek? Na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie sami nim skrytykują decyzje trenera i działaczy.

Mateusz Nuciak (w żółtym stroju) łączy uprawianie piłki nożnej z pracą testera w teamie Justyny Kowalczyk.
Paweł Podczerwiński (Szaflary): - Było ciężko. Gród zawiesił nam wysoko poprzeczkę. Moi piłkarze podeszli do meczu zbyt swawolnie, mając w głowie, że rywal jest po dwóch porażkach. Po stracie gola szybko zwarliśmy szeregi i doprowadziliśmy do wygranej 3:1. Mecz był ostry, typowa walka o punkty, bez polotu i finezji, za to ze spora ilością fauli. Modła i Marduła zakończyli go w szpitalu. Pierwszy wrócił w gipsie. Postacią meczu był Łukasz Magulski. Przejął opaskę kapitańska po kontuzjowanym Florianie Kamińskim i godnie go zastąpił. Zdobył przecudną bramkę z 30 metrów. Trafił w okienko
Kompletowanie punktów z lokalnymi podhalańskimi rywalami kontynuują podopieczni trenera Bartłomieja Walczaka z KS Zakopane. Po efektownej wygranej u siebie z Porońcem 4-0 zakopiańczycy pokonali na wyjeździe Jordan Jordanów 1-0.
- Osiągnęliśmy cel głownie dzięki dyscyplinie taktycznej nie będąc w tym meczu wcale drużyną lepszą - mówi trener Bartłomiej Walczak. - Moim zdaniem to nawet gospodarze mieli odrobinę więcej lepszych sytuacji bramkowych. Nie były to jakieś okazje stuprocentowe, ale przy większym szczęściu mogły z nich paść gole. My poza strzeleniem bramki też mogliśmy pokusić się o podwyższenie rezultatu. Nie będę jednak narzekał na wygraną z mocną przecież drużyną, z którą na wiosnę przegraliśmy 3-2. Mecz miał zupełnie inny charakter jak ten z Porońcem gdzie dominowaliśmy niepodzielnie. Tu w Jordanowie dążyliśmy do zdobycia gola na początku spotkania i kontrolowania jego przebiegu w dalszej części. Udało się nam strzelić bramkę w 35 minucie i nie ukrywam, że w dalszej części spotkania skoncentrowaliśmy się na bezpiecznej grze z tyłu. I to też zawodnicy zrealizowali stopniu, co najmniej zadawalającym.
Z wyniku, co jest wszak zrozumiałe nie był zadowolony trener, Jordana Jakub Jeziorski: - Byliśmy przygotowani na twardy bój z bardzo dla nas niewygodnym rywalem i w zasadzie do postawy swoich zawodników nie mogę mieć pretensji. Przy lepszej skuteczności mogliśmy ten mecz, co najmniej zremisować i chyba taki rezultat byłby najwierniejszym odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Wiedzieliśmy jak niebezpiecznym napastnikiem jest Kłosowski i był on kryty w tej sytuacji, z której zdobył gola. Jak widać nie nazbyt skutecznie, bo do zagranej z rogu piłki skoczył wyżej od naszych piłkarzy i zdobył jak się okazało jedyną w tym meczu bramkę. Uważam jednak, że jak na V ligę było to dobre spotkanie, chociaż przykre, że przegrane. Może jednak w innym meczu szczęście uśmiechnie się do nas.
Ryb










