Poroniec z Grodem Podegrodzie 2-0 natomiast zakopiańczycy nie dokończyli meczu z Dobrzanką Dobra, ponieważ drużyna gości nie wyszła na drugą część spotkania. W pierwszych 45 minutach KS Zakopane prowadziło 1-0. Pod koniec pierwszej połowy meczu doszło do incydentu, w którym bramkarz gospodarzy Jakub Kożuch uderzył w głowę zawodnika Dobrzanki. Oczywiści Kożuch został wyrzucony z boiska ale gra w pierwszej odsłonie spotkania została dokończona. Na drugą część meczu piłkarzom Dobrzanki, którzy chcieli dokończyć mecz kierownictwo drużyny zabroniło wyjścia na boisko. W tej sytuacji sędzia po odczekaniu regulaminowego czasu zakończył spotkanie. Decyzje w tej sprawie jak zwykle podejmować będą Wydziały Gier i Wydział Dyscypliny OZPN w Nowym Sączu.
W świąteczny poniedziałek zakopiańczycy na swoim boisku podejmowali odwiecznego rywala Poroniec Poronin. Drużyna z pod Giewontu wygrała 4-0 wręcz deklasując rywala w pierwszych 45 minutach. I chociaż wynik został ustalony do przerwy to wyższość zakopiańskich piłkarzy w całym meczu nie podlegała dyskusji.
- Co do incydentu w sobotnim meczu to nie będę go szeroko komentował, bo go nie widziałem, ale z całą mocą chcę podkreślić, że potępiam takie zachowanie każdego z moich zawodników. Inna sprawa, że Jakub Kożuch były ostatnim z naszych piłkarzy, których mógłbym podejrzewać o taki „wyczyn”, co oczywiście nie umniejsza jego winy. Jeżeli chodzi o derby to uważam, że zagraliśmy bardzo dobry mecz a wynik był konsekwencją naszej w nim dominacji. To, że w drugiej połowie nawet grając w przewadze jednego piłkarza nie strzeliliśmy więcej goli nie pomniejsza naszej wygranej. Naszym celem w drugiej odsłonie spotkania była gra na zero strat bramkowych i to też się udało, bo rywale tak naprawdę nie stworzyli sobie sytuacji, z których mogliby zdobyć gola. Gdy będziemy grali tak konsekwentnie i z takim zaangażowaniem w kolejnych meczach to będziemy zdobywali punkty - satysfakcji nie krył trener KS Zakopane Bartłomiej Walczak.
Zupełnie w odmiennym nastroju był, co też zrozumiałe trener Porońca Tomasz Rogala.
- Co można powiedzieć o meczu, w którym w pierwszej połowie w naszym zespole wystąpiło dziesięciu poza bramkarzem zupełnie nierozumiejących się piłkarzy. Nie było między nimi współpracy, co gorsze nie było takiego zaangażowania, jakie jest niezbędne w meczach derbowych. W drugiej połowie staraliśmy się uratować chociaż „twarz”. Nie udało się zdobyć honorowej bramki, ale nie było już takiej katastrofy jak w pierwszej części meczu. Gratuluję oczywiście gospodarzom wygranej i mam nadzieję, że swoje najczarniejsze chwile w lidze mamy już za sobą. Gorzej już być nie może powiedział po meczu Tomasz Rogala.

pojedynki zakopiańskiego napastnika Mateusza Kłosowskiego (czerwono-czarna koszulka w pasy) ze stoperem Porońca Ryszardem Czerwcem były ozdoba zakopiansko-poronińskich derbów. Lepszy był Kłosowski zdobywca hat tricka.
W drużynie Porońca zagrało dziewięciu nowo pozyskanych zawodników łącznie z byłym 28 krotnym reprezentantem Polski Ryszardem Czerwcem. Ale to nie oni byli głównymi aktorami derbowego spotkania. Zdecydowanie lepiej prezentowali się zakopiańczycy a wśród nich Andrzej Król współautor dwu goli i Mateusz Kłosowski zdobywca hat tricka.
Dwie wygrane na inaugurację rozgrywek zanotował Jordan Jordanów ubiegłoroczny brązowy medalista nowosądeckiej okręgówki. Wygrana z Glinnikiem 2-1 w inauguracyjnym spotkaniu była zasłużona, ale wywalczona z wielkim trudem. Doświadczony zespół Glinika postawił podopiecznym trenera Jakuba Jeziorskiego twarde warunki i to, że nasz zespół im sprostał wystawia jordanowianom jak najlepsze świadectwo.
- Wygrana z Glinikiem oczywiście ucieszyła nas bardzo, ale byłbym hipokrytą gdybym nie spodziewał się dobrego wyniku na inaugurację u siebie - mówi trener Jakub Jeziorski. - Znacznie trudniejszej przeprawy spodziewaliśmy się w meczu wyjazdowym w Podegrodziu. Tymczasem wygraliśmy tam pewnie 4-1 i był to rezultat całkowicie odzwierciedlający przebieg wydarzeń na boisku. Były obawy, co do postawy naszej drużyny po przedsezonowych sparingach a tymczasem wszyscy zawodnicy i ci, co wychodzą na mecz z wyjściowej jedenastce i ci, co wchodzą do gry z ławki rezerwowej spisują się jak na razie bardzo dobrze. I oby tak dalej. Dwie wygrane na inaugurację oczywiście cieszą, ale nie wpadamy w hurraoptymizm. Przed nami wiele spotkań a naszym głównym celem jest utrzymanie się w lidze, jednak gromadzenie punktów szczególnie na początku rozgrywek jest niezwykle cenne - dodaje trener Jeziorski.
Wygrana Szaflar z Olimpią Pisarzowa 3-1 w inauguracyjnym meczu wydawała się być dobrym prognostykiem przed kolejnymi spotkaniami dla podopiecznych trenera Pawła Podczerwińskiego. Wszak Olimpia była o krok od wejścia do IV ligi w minionym sezonie. Weryfikacja nastąpiła w Gorlicach. Szaflary przegrały z Glinikiem 1-4. Zwycięstwo Szaflar z Olimpią było bezproblemowe, bowiem goście zdobyli bramkę dopiero w końcówce meczu przy stanie 3-0 a wcześniej szaflarzanie nie wykorzystali dwu rzutów karnych. Tym niemniej drużyna jechała do Gorlic pełna nadziei.
- Łatwa wgrana z Olimpią, chyba trochę wpłynęła demobilizująco na naszych piłkarzy, bo zagraliśmy zdecydowanie słabiej bez zwykłej u naszych zawodników determinacji. Inna sprawa, że nie radzimy sobie na dużych szerokich boiskach a takie przecież jest w Gorlicach. Drużyna Glinika, którą przed dwoma laty trenowałem to nie jest wcale młody niedoświadczony zespół. W meczu z nami zagrało sześciu piłkarzy, których trenowałem a pozostali młodzi piłkarze też już zdobywali doświadczenie w IV ligowych bojach. Szkoda, że ze względu na kontuzje nie mogli zagrać Florian Kamiński nasz bez wątpienia lider drużyny i bramkarz Rafał Gawron. Nie usprawiedliwia to oczywiście naszej porażki, bo wielu z naszych piłkarzy chyba trochę „przeszło obok meczu” i niestety z dalekiego wyjazdu musieliśmy wracać w niewesołych nastrojach. Reasumując te dwa mecze pokazały aktualną siłę naszej drużyny i tak jak przewidywałem przed rozgrywkami naszym celem jest zajęcie środkowego miejsca w tabeli i ten cel wydaje się możliwy do zrealizowania - mówi trener Paweł Podczerwiński.
Ryb










