17.08.2011 | Czytano: 1848

Rzuceni na głęboką wodę (+zdjęcia)

Młodzieżowe Stowarzyszenie Uniqueteam Nowy Targ po raz pierwszy w historii zaprezentowało się na międzynarodowej arenie i od razu zostało wrzucone na głęboką wodę. Wystąpiło w największym europejskim turnieju unihokeja, Czech Open w Pradze.

MSS Uniqueteam to snowboardowy klub, do którego w tym roku dołączyła sekcja unihokeja. MSS Unikatowa drużyna, tak się o niej mówi, bo nie gra regularnie, lecz turniejowo. Team złożony jest z amatorów i profesjonalnych graczy.

W Czech Open wzięli udział gracze mistrza kraju Madex Górale Nowy Targ oraz ci nowotarżanie, którzy na co dzień reprezentują ligowy Multi’ 75 Killers Kraków. Zespół tworzyli: Dominik Śiaśkiewicz, Jakub Pawlik, Wiesław Firek, Jakub Bisaga, Rafał Król, Grzegorz Denenfeld oraz Łukasz Wojciechowski, Bartłomiej Sioma, Dawid Pazdro, Adam Mrozowski, Tomasz Klimek, Sebastian Broda i Rafał Birówka.

- Większość naszych graczy ma ligowe obycie, ale gra w Czech Open, to zdecydowanie wyższa półka - przekonuje Rafał Król. – Na końcowy rezultat kolosalne znaczenie miał wynik losowania grup. Ślepy los nie był dla nas łaskawy. Wylosowaliśmy bardzo mocną grupę. Już w pierwszym meczu eliminacyjnym musieliśmy się zmierzyć z zespołem z ligi szwajcarskiej Lausanne UC Unihockey, a kolejnym rywalem był zespół czeskiej ekstraklasy Panthers Otrokovice. Zespoły dysponowały trzema mocnymi piątkami, prowadzonymi profesjonalnie przez dwóch trenerów. O tym w Polsce można tylko pomarzyć. Mimo, iż wszystko przemawiało na korzyć naszych rywali, to można było z nimi nawiązać wyrównaną walkę. Z Lausanne UC Unihockey długo prowadziliśmy 2:1 i byliśmy bliscy sprawienia ogromnej niespodzianki. Trzy minuty przed końcem, przy wyniku 2:3, graliśmy z przewagą dwóch graczy. Mieliśmy też rzut karny, lecz nie udało się nawet zremisować.

- Z czeską drużyną zagraliśmy wariant defensywny, sprawiając rywalowi wiele problemów. Długo nie mogli sforsować naszych szeregów. Dopiero kara w końcówce pierwszej tercji zmusiła nas do kapitulacji. „Pantery” przyciągały rzesze kibiców na trybuny, bo uznawano je za głównego faworyta turnieju. Pomimo zajęcia w grupie ostatniego miejsca, uważam, że super było zmierzyć się z tak wymagającymi przeciwnikami. Lepiej spaść z wysokiego konia, niż cieszyć się sukcesami z amatorami.

- W fazie pucharowej potwierdziło się, że nasza grupa była wymagająca. Pewnie przeszliśmy pierwszą przeszkodę, eliminując czeską drużynę RH Piving (6:1). W 1/64 finału, po raz kolejny, szczęście od nas się odwróciło. Trafiliśmy na profesjonalny klub norweski IK Akerselva. Postawiliśmy na atak i to nas zgubiło. Fantastyczne zagrania freestylowe, szybka gra i dwumetrowe chłopiska, to atuty Skandynawów. Był to mój trzeci udział w turnieju i nigdy nie grałem z tak mocnymi zespołami. Przy odrobinie szczęścia można było wylosować łatwiej i zajść znacznie dalej, ale nie wiem czy byłoby to korzystne z punktu widzenia szkoleniowego.

- Na koniec chciałem podziękować burmistrzowi Markowi Fryźlewiczowi oraz klubowi MSS Uniqueteam za dofinansowanie naszego wyjazdu. Bez nich nie dalibyśmy rady pojechać i zbierać kolejne doświadczenia.

Tekst Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama