20.07.2011 | Czytano: 1762

Klasa A:Hity i kity piłkarskiego sezonu(+foto)

Zakończył się bardzo ciekawy sezon dla kibiców podhalańskiej klasy A. Emocji było co niemiara, a na ostateczne rozstrzygnięcia trzeba było czekać aż do ostatniego gwizdka sędziego. Jedni się cieszyli, jak Poroniec Poronin, który awansował do piątej ligi, inni smucili, jak Sokolica Krościenko i ZOR Frydman, bo spadli do niższej klasy rozgrywkowej.

Ich miejsce zajęły ekipy Podhala Nowy Targ, Granitu Czarna Góra i Błyskawicy Kacwin. Ucichły fanfary, pora więc na krótką analizę sezonu. Podhalański podokręg dokonał oceny, wyróżnił najlepszych dyplomami i pucharami.

Plusy ligi

- Skuteczność – twierdzi nasz ekspert, najlepszy trener na Podhalu w Plebiscycie PPPN, członek Wydziału Dyscypliny, Daniel Siwor. – Bramki przyciągają kibiców. Między innymi świetnej skuteczności awans zawdzięcza Poroniec, który zdobył 76 goli. Poroninianie przez cały sezon prezentowali równą formę Po rundzie jesiennej byli wiceliderami. To była doskonała pozycja do ataku, który powiódł się, gdyż początek rundy rewanżowej nie wyszedł mistrzowi jesieni Jarmucie Szczawnica. Mistrz jesieni stracił punkty z zespołami niżej notowanymi. Szczawniczanie poczynili duże postępy i w nowym sezonie trzeba w nich upatrywać głównego kandydata do wygrania ligi. Wysoką skutecznością popisywali się również piłkarze z Czarnego Dunajca, Orawy i Lubania.

Piłkarze Lubania zawalili jesień. Zmiana trenera (zespół objął Sebastian Krupa, grający trener) sprawiła, iż wiosną tylmanowianie szli jak burza. Wygrali osiem spotkań z rzędu i zaczęli zagrażać wielkiej dwójce w walce o awans. W końcówce zabrakło pary. – Rzadko się zdarza, by zespół przez całą rundę utrzymał równą dyspozycję – twierdzi Daniel Siwor.

Rozczarowania sezonu
- Przed sezonem w gronie faworytów do awansu wymieniałem Wierchy, Orkan i Orawę – przypomina Daniel Siwor. - Dwa pierwsze zespoły miały tragiczną pierwszą rundę, w rewanżowej było znacznie lepiej, ale finisz okazał się spóźniony. Wierchy i Orawa są w przebudowie. Najwyższa pora, by odmłodzić drużyny. Piłkarze z Jabłonki wiosną zdobyli zaledwie 12 „oczek”. To powinno wystarczyć za cały komentarz. Zawiodła Babia Góra, która miała najsłabszy bilans w rundzie rewanżowej. Fatalnie wiosną grał Wiatr, który ma najlepszą bazę na Podhalu, z dwoma boiskami piłkarskimi. To rzadkość na tym szczeblu rozgrywek. Z pewnością rozczarowani są kibice w Krościenku i Frydmanie. ZOR od początku sezonu prezentował się mizernie. Nawet niesamowity finisz ( zdobywał punkty z zespołami z czołówki) nie uratował ligowego bytu. Jest w zespole kilka ciekawych nazwisk, jak choćby bracia Błachutowie, ale nie sadzę, by chciały grać w niższej klasie. To może przeszkodzić w szybkim powrocie do najwyższej ligi na Podhalu. Szkoda mi piłkarzy z Krościenka. Świetną robotę robi Ryszard Darlewski. Odmłodził skład, który prezentował się dobrze na boisku. Przegrywał nieznacznie, mimo iż dominował na boisku. Brakowało boiskowego cwaniactwa. Życzę Sokolicy szybkiego powrotu.

Wykolegowani
Bardzo dużo dyskutowało się nad wykorzystywaniem zawodników czwartoligowego Lubania Maniowy przez Zaporę Kluszkowce. Nie wszystkim to się podobało, ale... – Regulaminu nie zmienię - mówi Daniel Siwor. - Tak dzieje się na całym świecie. Na pewno nie sprzyja to rozwojowi piłki. Uważam, że zespoły na tym szczeblu powinny się wzmacniać swoimi wychowankami lub podczas zmian barw klubowych. Zapora dzięki takim zabiegom utrzymała się w lidze, kosztem Sokolicy. Piłkarze z Krościenka mogą czuć się wykolegowani.

Taktyka
- Z ilości zdobytych goli wynika, że trenerzy preferowali ofensywny styl gry – tłumaczy Daniel Siwor. – Z drugiej jednak strony źle działo się w formacjach defensywnych. Dużo było chaosu i paniki. Jedynym celem było odebranie piłki i jak najszybsze się jej pozbycie. Niewiele było zespołów, które w przemyślany sposób konstruowały akcje ofensywne na swojej połowie. Nie było rozegrania futbolówki do tyłu, wciągnięcia przeciwnika na własną połowę i zagranie kombinacyjnej akcji. Często z pominięciem środka napastnik otrzymywał piłkę na aferę i... dalej niech się martwi co z nią zrobić.

Objawienia sezonu
Sporo na boiskach podhalańskiej klasy A pojawiło się nowych twarzy. Jedni zapadli w pamięci kibiców, inni przetoczyli się przez murawę mało zauważalni. Kto był objawieniem sezonu?

– Na pierwszy plan wysuwa się 17- letni Mirosław Podgórski z Lubania Tylmanowej – twierdzi nasz ekspert Daniel Siwor. – Wiosną był rewelacją. Wchodził na boisko dopiero w drugiej połowie, ale to wystarczyło, by przechylić szale zwycięstwa na stronę swojej drużyny. 14 razy pokonywał golkiperów przeciwników. Mam nadzieję, że ten snajperski talent nadal będzie się rozwijał, a w przyszłości wypłynie na głębokie wody. Być może dostrzeżony zostanie przez kluby z wyższych lig. Nie należy zapomnieć o jego rówieśniku z Jarmuty Szczawnica - Wojciechu Wierciochu, który ma zadatki na dobrego piłkarza. Ciekawymi postaciami byli piłkarze Porońca Poronin – Krzysztof Łukaszczyk i Maciej Grela. Razem z Maciejem Ustupskim zdobyli 54 gole, a pierwszy z wymienionych z dorobkiem 19 bramek został królem strzelców. W bramce zaimponował mi Tomasz Bużek. Mistrz z Poronina oparty był na graczach 19 i 20 – letnich. Jeśli chodzi o bramkarski fach, to w Czarnych Czarny Dunajec w kilku meczach z niezłej strony pokazał się Paweł Jakubczak. Również Grzegorz Byrnas z Wiatru Ludźmierz, to ciekawa postać, obdarzona sporym refleksem i kocią zwinnością. Podobał się Patryk Filipek z Orkana, który zdobył 15 goli, a także równie skuteczny (16 goli) Kamil Kurnyta z Lubania oraz Senegalczyk Diop z Jarmuty. Ten ostatni nie tylko kolorytem skóry się wyróżniał, ale przede wszystkim skutecznymi interwencjami w obronie i sporymi umiejętnościami.

Jak wino
Gra wielu zespołów opierała się jednak na starszych graczach, którzy z niejednego pieca chleb jedli. O takich graczach można powiedzieć, że są jak wino... Czym byliby Czarni bez Marcina Pająka, Darka Cholewy czy Stanisława Bandyka, a Orkan bez Roberta Możdżenia? To oni rozdają główne karty w zespole. Są reżyserami i zarazem egzekutorami. Z kolei zdecydowanie najlepszym i najbardziej zapracowanym graczem Huraganu był golkiper Marcin Rejczak. Gdyby nie on, to kto wie czy zespół utrzymałby się w lidze. Siła Wierchów skupiała się w drugiej linii, gdzie rządzili i dzielili zawodnicy zaprawieni w czwartoligowych bojach - Wojciech Zachara, Krzysztof Pędzimąż i Tomasz Śmieszek. Gdy któregoś brakowało na placu gry, to od razu były kłopoty. Grzegorz Borucki z kolei był „ratownikiem” w Jarmucie. Ileż razy jego gole ze stałych fragmentów gry dawały zwycięstwo zespołowi. To najlepiej wykonujący rzuty wolne gracz na Podhalu. Jego gole z wolnych były okrasą sezonu.

Kibice i sędziowie
Gwizdanie na podhalańskich boiskach nie należy do przyjemności. Dla każdej wioski mecz piłkarski to wielkie święto. Każda miejscowość chce być lepsza ( na boisku) od drugiej. Tu wchodzi w grę ambicjonalny czynnik. Kibice przemieszczają się za swoją drużyną, są jej częścią składową. Doping jest specyficzny, bo też kibicowska brać jest specyficzna. Składa się z kumpli piłkarzy i rodzin. Każda zaczepka wywołuje agresję. Na szczęście rzadko w minionym sezonie dochodziło na stadionach do burd. Wyjątkiem były derby Pienin, gdzie musiała interweniować policja.

- Są działacze, którzy nie potrafią zapanować nad tymi, dla których widowisko piłkarskie jest okazją do wypicia piwa i wulgarnych zachowań – mówi Daniel Siwor. – Spodobała mi się reakcja spikera w Rabce, który potrafił utemperować złe zachowanie części widowni. Momentalnie ich uciszył. Oby tak było na wszystkich boiskach. Działaczom powinno zależeć, by kibice przychodzili, bo to dla nich się gra. To oni są wizytówka klubu. Mecze nie powinny być dla krzykaczy, tylko dla całych rodzin.

Największym wrogiem jest arbiter. Gwizdnięcie przeciwko „swoim” wywołuje burzę. Padają niecenzuralne epitety pod adresem sędziego, nieraz dochodzi do przepychanek. Zdarzył się przypadek, że arbiter salwował się ucieczką w pola przed goniącym go tłumem. Sędziowie muszą mieć watę w uszach albo być odpornym na wulgarne docinki pod ich adresem.

- Czasem rzeczywiście jest to saperska robota – mówi Kazimierz Antolak, który był rozjemcą 1539 spotkań. - Jak jest dobrze, czyli „po ich” myśli, to poklepują cię po plecach. Jak jest źle, to oczywiście sędzia winien. Kibic orientuje się w przepisach. Ogląda analizy w telewizji i potrafi wybrać kawałki z meczu i je ocenić. Są jednak oszołomy, dla których sędzia zawsze będzie „be”. To są „schorowane” jednostki i takimi pozostaną, bo takich przypadków nie da się leczyć. Spotykam jednak działaczy, trenerów, piłkarzy i kibiców, którzy przegrali, a potrafią obiektywnie ocenić pracę sędziego. Nie szukali winnych w pracy arbitra, tylko w postawie swoich piłkarzy.

- Ogólnie nie było zbyt dużo skarg na arbitrów – przekonuje członek Wydziału Dyscypliny, Daniel Siwor. – Było jedynie kilka drobnych uwag. Najczęściej powtarzał się zarzut braku konsekwencji w sytuacjach symulowania faulu w polu karnym lub tuż przed linią szesnastu metrów. Jedni karali żółtymi kartkami, a inni przymykali na to oko, a nawet się nabierali na artystyczne pady piłkarzy. Drugi zarzut to brak odwagi w przypadku, gdy zawodnik ma już na koncie żółtą kartę. Bardzo niechętnie wyciąga się z kieszonki drugą, co doprowadza do zaostrzenia się sytuacji na boisku i trybunach.

- Sędziowanie to jest jedna wielka pomyłka – twierdzi Kazimierz Antolak. – Zawodnik pudłuje z „jedenastki” i wszystko jest w porządku. Arbiter źle wskaże wyrzut z autu już jest raban. Tak było, jest i będzie. Jeśli sędzia wraca do domu i uważa, że wszystkie jego decyzje były trafne, to niech da sobie spokój z sędziowaniem. „Myślenice” powinien mieć cały czas. Analizować swój występ, sytuacje kontrowersyjne, by następnym razem podjął właściwe decyzje.

Grać w soboty czy niedziele?
To odwieczny dylemat na Podhalu. Trenerzy klas A i B żalą się, że w niedzielę nie mogą zebrać jedenastki, bo niektórzy mają ciężkie głowy po sobotnich rozrywkach wypadach.

– Powinniśmy grać w sobotę przed dyskotekami, bo wtedy miałbym zespół w komplecie. W niedzielę do ostatniej chwili nie wiem z kogo skorzystam. Więcej, nie wiem czy sklecę jedenastkę. Taki ból głowy mam niemal w każdą kolejkę, bo jak nie dyskoteka, to wesela i inne rodzinne uroczystości. Ci zaś co przychodzą są zmęczeni, niewyspani i żaden z nich pożytek. Gorzej, drżę, by „ leczącemu się” nic na boisku się nie stało. Przecież w takiej dyspozycji nie trudno nie tylko o piłkarską kontuzję. Tłumaczę młodym chłopakom, że nie tędy droga. Proszę ich, by szanowali zdrowie. Lepiej w takich okolicznościach zostać w domu. Z drugiej jednak strony mecz trzeba byłoby odwołać. Grając w tygodniu pucharowe spotkania, to mam nadmiar graczy. Od razu są tego efekty w postaci dobrego rezultatu – mówi jeden z trenerów, który chciał pozostać anonimowy.

- Przygotowanie do meczu w dyskotece, to problem działaczy i trenerów – twierdzi członek Wydziału Dyscypliny PPPN, Daniel Siwor. – Mimo, iż zawodnicy amatorko grają, to ich opiekunowie powinni wymagać od nich dyscypliny. Przekonać ich, by przez cztery miesiące odpuścili rozrywkowy tryb życia. Chyba, że to co robią nie traktują poważnie. Piłka jest dla nich kaprysem, zaszpanowaniem przed dziewczynami. Wybór należy do zawodnika, a do trenera egzekwowanie regulaminu sportowca. Dla mnie temat nie istnieje. Rozgrywki seniorskie toczyć się będą w niedzielę, bo kolidują z juniorskimi. Wielu zawodników uczestniczy w jednych i drugich. Przenieś zmagania juniorów na piątek? Nierealne, bo wielu się uczy. Jeszcze latem można grać po godzinie 18, ale nie wiosną i jesienią, gdy dzień jest krótki, a spotkań najwięcej. W zespołach grają też studenci, którzy na niedzielę przyjeżdżają do rodzinnej miejscowości. Ponadto na wioskach w sobotę się pracuje. Nie tylko piłkarze, ale także ich wierni sympatycy. Niedziela to święto futbolu na Podhalu i tak pozostanie.

Boiska coraz piękniejsze
Tymczasem działacze wypruwają żyły, by ich ulubieńcy mieli coraz lepsze warunki do grania i trenowania. Boiska pięknieją. Ogólnie jest mało narzekań na stan murawy. A- klasowe kluby dysponują dobrymi boiskami i zapleczem. Są jednak wyjątki. Beniaminek z Chabówki może mieć problemy z uzyskaniem licencji, za brak szatni. Będą problemy z nowym „graczem” ligi, Błyskawicą Kacwin.

- Mam nadzieję, że do rozpoczęcia nowego sezonu ( 7 sierpnia – przyp. SL) wymienione kluby uporają się z kłopotami – wierzy Daniel Siwor. – Problemem z wyeliminowaniem usterek mogą być kłopoty finansowe. Kluby opierają się na dotacjach z gminy. Mamy jednak stadiony o wysokim standardzie. Świadczy o tym fakt, iż coraz więcej zespołów ekstraklasowych i pierwszoligowych przyjeżdża do nas na obozy. Tutaj trenuje i rozgrywa sparingi.

Zdjęcia z przedsezonowego zebrania klubów

Tekst Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama