11.06.2011 | Czytano: 2062

Show z wsadów i „trójek”(+zdjęcia)

NBA ma swój konkurs rzutów z dystansu i wsadów podczas All Stars Weekend. Gorsza nie mogła Nowotarska NBA. W końcu nazwa zobowiązuje. Liga już gra od blisko 20 lat, z przerwami, ale dopiero teraz mieliśmy namiastkę konkursów rzutów za „trzy” i wsadów rodem z najlepszej koszykarskiej ligi świata.

Konkursy odbyły się między półfinałowymi meczami play off. Zabawa rozpoczęła się od rzutów z dystansu. W eliminacjach zawodnicy dysponowali dziesięcioma piłkami. Aż sześciu z nich trafiło cztery razy i przeszło do finałowej rozgrywki. W niej znalazł się rodzynek rywalizacji, jedyna dziewczyna, kadetka Gorców. – Chyba źle zrobiłam. Boje się, że się skompromituję, bo rzucać będziemy piłką „siódemką”, a my na co dzień trenujemy „szóstką” – zgłaszała głośno wątpliwości Kinga Piędel.

Czyżby była to zasłona dymna? Kinga była bliska wygrania. W finale czas na wykonanie rzutów wynosił 60 sekund, przy czym obowiązkowo trzeba było wykonać tylko rzuty – z narożników boiska i centralnie, reszta z dowolnego miejsca. Ponieważ panowie są dżentelmeni, więc na pierwszy ogień wysłali młodziutką Kingę. Osiem razy przedziurawiła kosz. – Nikt ją nie pokona – zawyrokował Jan Sowiński.

Konkurs rozkręcał się i dostarczył wielkich emocji. Tyle samo co Kinga trafił najlepszy strzelec NNBA, Grzegorz Kenig. Po nich żadnemu się nie udało pobić ich osiągnięcia, aż wreszcie, jako ostatni, za linią 675 cm stanął Maciej Jachymiak. Przystąpił z uśmiechem na ustach. Z trybun można było słyszeć głośną wrzawę. Początek nie był wymarzony, ale gdy centralnie zaczął rzucać do kosza, piłka raz za razem wpadała do „dziury”. Licznik odnotował dziesięć trafień. – To były podobne rzuty, które oddaję od 33 lat grania w basket, w trakcie sezonu, podczas meczów – mówi triumfator. - Nie byłem faworytem, ale to dla mnie żadna nowość. Wolę, żeby to inni gracze znajdowali się w centrum zainteresowania. Ja robię po cichu i atakuję z cienia. Miałem nie wystartować, więc rzucałem bez stresu. Okazuje się, że luzik jest receptą na sukces. Byli ode mnie znacznie lepsi zawodnicy, ale zjadła ich trema. Młoda koszykarka Gorców bardzo zmotywowała mnie, by z nią nie przegrać. Mogłaby stracić motywację do trenowania, a tak ma jeszcze coś przed sobą.

- Maciek nie wygrał techniką, tylko walecznością – skomentował wyczyn kolegi z boiska, Witold Chamuczyński.

- Byłam blisko zwycięstwa, ale zabrakło szczęścia. Panowie byli starsi i mocniejsi, a rzucaliśmy „siódemką” – oceniła występ Kinga Piędel.

Do konkursu za „trzy” nie trzeba było namawiać. Gorzej było ze znalezieniem kandydatów do wsadów. – Podczas meczów i treningów wykonują wsady, a teraz chyba ich trema zjadła. Wstydzą się przed publicznością – mówił organizator Maciej Jachymiak. Proponował nawet obniżenie tablicy o 15 centymetrów, ale i to nie pomogło. Do takiego manewru jednak nie doszło, a w zabawie wzięło udział trzech koszykarzy. Zabrakło oryginalnych pomysłów, abstrakcyjnych dodatków oraz „showmańskiej” otoczki i choć wizualnie wszystko prezentowało się efektownie, czuć było mały niedosyt. Na pewno nie oczekiwaliśmy wsadu Blake’a Griffina nad samochodem z jednoczesną asystą w jego wnętrzu, który przejdzie do historii i będzie pokazywany w telewizji przed 50 lat, ale... Widać, że był to pierwszy konkurs i zawodnicy nie byli przygotowani na różne triki, które zapiszą się w pamięci widzów. Może następnym razem. Zawodnicy mają rok na przygotowanie się. Konkurs wygrał ten, który dopiero po długich namowach zgodził się wystąpić, Hubert Giłka z I LO. – Nie trenuję wsadów. Wyciągnęli mnie koledzy i wygrałem. Trudno było nie wygrać jak praktycznie nikt nie startował – powiedział triumfator.


W półfinałowych meczach play NNBA doszło do sporej sensacji. Wielokrotny mistrz ligi – Obojętni - nie zakwalifikował się do finału. Nastąpiła detronizacja mistrza. W sezonie Obojętni dwukrotnie pokonali Powerade, ale tym razem od początku było im pod górkę. Długo rozgrywali piłkę na obwodzie, szukając Keniga, który kończyłby akcje. Ten jednak był podwajany i miał trudności w pierwszej kwarcie ze zdobywaniem punktów. Z kolei Jachymiakowi nie siedział rzut z dystansu.

- Byliśmy wolniejsi – przyznaje Maciej Jachymiak. - Nasze ataki były schematyczne, rzuty niecelne, słabo broniliśmy. Tradycyjne podania do Keniga nie przynosiły efektu, bo ten był podwajany i potrajany. Powerade biegał 2-3 razy szybciej.

W Obojętnych poprawnie zagrał tylko Kenig, a w Powerade cała drużyna. Brylował na parkiecie Wypchał, ale kiedy spadł za 5 fauli, inni grali bez kompleksów. Obojętni przegrywali już różnicą ponad 20 punktów i dopiero w ostatniej kwarcie trochę poprawili wynik.

- Za porażkę faworytów odpowiedzialni są sędziowie z OZKosz Kraków – śmieje się Maciej Jachymiak. - Potyczki tych zespołów zawsze były nerwowe, pełne łokci i ostrych słów. Tej wojny nerwów nie wytrzymywała młodzież. Dzisiaj na parkiecie był pełen Wersal, żadnych złośliwości, tylko koszykówka. Pocieszeniem dla seniorów, może być tylko to, że pokonali nas wychowankowie Witolda Chamuczyńskiego.

W drugim półfinale również triumfowała młodzież. Widać, że w NNBA nastąpiła zmiana warty. Drużyny tradycyjnie zademonstrowały radosną koszykówkę, opartą na krótkich akcjach i dużych ilościach rzutów. W pewnym momencie podopieczni Wojciecha Tischnera prowadzili z jego drużyną różnicą 22 punktów. „Starsi panowie” zmniejszyli dystans w kolejnych minutach, ale wygrać im się już nie udało. Oba zespoły wystąpiły w osłabionych składach. W teamie Bez Nazwy zabrakło rozgrywającego Fryźlewicza, a w I LO Lesnera i Zucha. Zasłużone zwycięstwo LO.

Półfinały
I LO Nowy Targ - Bez Nazwy Nowy Targ 65:53 (21:13, 27:13, 7:16, 10:11)
I LO: Draus 21, Zamoyski 23, Dewera 5, Giłka 8, Brożek 6, Bogacz, Nowak, Smarduch 2.
Bez Nazwy: Michalak 18, Rapacz 8, Trzciński 7, Nowak 4, Głowiński 7, Tokarski 5, Tischner 4.

Obojętni Nowy Targ - Powerade Nowy Targ 73:86 (14:25, 20:22, 16:26, 23:13)
Obojętni: Kenig 46, Chamuczyński 8, Jachymiak 6, Michalski 5, Biel 2, Niemczyk 6, Sięka.
Powerade: Wypchał 28, Lech 11, Kulpa 13, Nowak 18, I. Półtorak 8, M. Półtorak 8.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama