- Miesiąc czekałyśmy na ten mecz i dlatego było tak smutno – tłumaczy kapitan Podhala, Karolina Piekarczyk. – Poza tym to tylko brąz, a mierzyłyśmy wyżej. Powinnyśmy grać z gdańszczankami w finale. Zabrakło nam niewiele. Byłyśmy o włos od wygranej z Absolwentem. O naszej porażce zadecydowały detale. Nie chciałyśmy zostać z pustymi rękoma. Cieszy brąz, ale bez rewelacji, bo tylko cztery drużyny mamy w kraju. Mam nadzieje, że polski kobiecy unihokej będzie się rozwijał i w przyszłym sezonie będzie nas więcej. Tym samym częściej będziemy grały, nie trzeba będzie miesiąc czekać na kolejną potyczkę. Czułyśmy znużenie i to było widać na parkiecie. Zbyt dużo było bitki, chaosu.

W pierwszych 20 minutach niepodzielnie na boisku panował chaos. Akcji składnych jak na lekarstwo. 21 sekund przed końcem pierwszej tercji Sarna Pohrebny spod bandy zagrała na przeciwległy słupek, gdzie E. Bryniarska dołożyła kij i piłeczka znalazła się w siatce. Góralki również drugą odsłonę rozpoczęły mocnym akcentem. W 14 sekundzie Siuta trafiła pod poprzeczkę. Ta cześć meczu była zdecydowanie żywsza i obfitowała w gole. Jaczewska w bramce Zielonki popisywała się kapitalnymi interwencjami, ale nie potrafiła zatrzymać rozpędzone gospodynie. Na 3:0 podwyższyła Białoń, po zagraniu E. Bryniarskiej z narożnika boiska. Niemniej 44 sekundy później przyjezdne po raz pierwszy pokonały Guzik. Dziewczyny widać gustują w seriach, bo w odstępie 127 sekund trzy razy piłeczka trzepotała w siatce. Dwa razy wpadła do bramki strzeżonej przez Jaczewską. Gole na 4:1 i 4:2 dzieliły 23 sekundy. Rogala popisała się ładnym trafieniem w przeciwległy winkiel. Z kolei jej koleżanka w bramce nie popisała się w 35 min. Została zaskoczona dalekim strzałem M. Bryniarskiej, która po półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją wróciła na boisko. Każdy przyzna, że miała wejście smoka.

Kiedy w 50 minucie kapitan MMKS, Piekarczyk zdobyła szóstego gola, stało się jasne, że po końcowym gwizdku brązowe medale zwisną na ich szyjach. 13 sekund przed zakończeniem meczu Pazio, na otarcie łez wykorzystała grę czterech na sześciu ( Florczak na ławce kar i wycofany bramkarz).
- Plan minimum został wykonany – mówi trener Podhala, Jacek Michalski. – Cieszy, że dziewczyny po porażce w półfinale potrafiły się podnieść, zmobilizować i powalczyć o brązowe medale. Niemniej miesiąc przerwy zrobił swoje i w pierwszej tercji gra była ospała. Jakby dziewczyny biegały z plecakiem. Nie mogły się odnaleźć. W kolejnych tercjach było znacznie lepiej. Trzeba wyciągnąć wnioski z minionego już sezonu, by w przyszłym powalczyć o najwyższe cele.

MMKS Podhale Nowy Targ – Dzikie Gęsi Zielonka 6:3 (1:0, 4:2, 1:1)
Bramki dla Podhala: E. Bryniarska 2, Siuta, M. Bryniarska, Piekarczyk.
MMKS Podhale: Guzik; Grynia – Bugajska, M. Bryniarska – Lech; Krzystyniak – Piekarczyk – Siuta, Timek – Sarna Pohrebny – E. Bryniarska oraz Białoń. Florczak, Dębska, Grzelec. Trenerzy: Arkadiusz Pysz i Jacek Michalski.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










