To jednak sosnowiczanie pierwsi zaprzepaścili doskonałą okazję na objecie prowadzenia. Już w 63 sekundzie. Kątny jechał sam na sam, ale świetnie zachował się Niesłuchowski skracając kąt i zmuszając przeciwnika do uderzenia krążka wprost w niego. Chwilę później Kapica zza bramką „zakręcił” rywalami i dograł przed bramkę do K. Sulki, którego uderzenie z pierwszego nie było do zatrzymania przez Mrozowskiego. Zagłębiacy szybko rzucili się do odrabiania strat, ale ich akcje ofensywne nie miały ognia, jedynie robiły troszkę dymu. Za to Marek „szczurem” z niebieskiej linii po raz drugi zmusił golkipera Zagłębia do wyjęcia krążka z siatki. Po raz trzeci Mrozowski skapitulował po strzale Iskrzyckiego. W końcówce tercji, gdy miejscowi grali w osłabieniu, sosnowiczanie trafili w słupek pustej nowotarskiej bramki.
W drugiej tercji obraz gry się nie zmienił. Sosnowiczanie próbowali atakować, ale robili to nieskładnie i na małej szybkości. Takie akcje były czytelne i łatwe do rozbijania. Za to górale prześcigali się w „pudłowaniu” w najbardziej wyśmienitych sytuacjach. Dopiero, gdy grali w przewadze Kos dobił „gumę” odbitą od bramkarza po strzale Cecuły. W 32 min. Piekarz minął dwóch rywali i do „pustaka” wyłożył czarny kauczukowy krążek K. Sulce. Ten oczywiście takiego daru nie zmarnował. 3 minuty później Kisiel – jak się później okazało –zdobył honorowa bramkę, strzałem spod bandy. Niesłuchowski za późno złączył parkany i „guma” wylądowała za jego plecami.
W trzeciej odsłonie Podhalanie prześcigali się w indywidualnych popisach. Zabrakło kolektywnej gry, zabrakło bramek. Goście nie mieli jednak środków, by wykorzystać strzeleckie „słabości” gospodarzy.
- Od początku zagraliśmy doskonale taktycznie, osiągając znaczną przewagę w polu i w strzałach – komentuje trener MMKS Podhale, Jacek Szopiński. – Byliśmy szybsi, sprytniejsi od rywala i płynniej rozgrywaliśmy krążek. Zagadką była tylko kwestia ile goli strzelimy. Gdy poczuliśmy przewagę, wkradła się nonszalancja w nasze poczynania. Akcje nadal były składne, szybkie, świetnie rozgrywaliśmy krążek, ale… nie padały bramki. Nawet w sytuacjach stuprocentowych. Drużyna zmienia się. W Wojasa wrócił Iskrzycki, zagrał po kontuzji Piekarz. W drugą stronę wywędrowali: Kmiecik i K. Bryniczka. Mam nadzieję, że pokażą się z dobrej strony.
MMKS Podhale Nowy Targ – Zagłębie II Sosnowiec 5:1 (3:0, 2:1, 0:0)
1:0 – K. Sulka – Kapica – Woźniak (1:27),
2:0 – Marek (9:47),
3:0 – Iskrzycki – Leśniowski – Kapica (14:06),
4:0 – Kos – Cecuła – Leśniowski (29:50 w przewadze),
5:0 – K. Sulka – Piekarz (31:39),
5:1 – Kisiel (34:20).
Sędziowali: T. Radzik – P. Radzik (Krynica), Ryniak (Sanok).
Kary: 10 – 14 min.
MMKS Podhale: Niesłuchowski; Szumal – Piekarz, Wróbel – W. Bryniczka (2), Marek – Cecuła; Iskrzycki – Leśniowski (2) – Hajnos, K. Sulka (4) – Wożniak – Kapica (2), Steliga – Puławski – Kos, R. Mrugała. Trener Jacek Szopiński.
Zagłębie II: Mrozowski (2); T. Majewski – Król, P. Majewski (2) – Ł. Podsiadło, M. Kret; Kątny – Rarok (2) – Kisiel (2), Bernat (2) – Leśniak (4) – Rudziński, Krzyżycki – Wira – Baca, Krupiński. Trener Krzysztof Podsiadło.
Żarty w wykonaniu miejscowych skończyły się po przerwie. Wreszcie powiał halny, z dużą mocą. Sygnał do zmiany scenariusza dał Leśniowski, potem Steliga nie dał szans ostatniej instancji przyjezdnej i Wróbel strzałem z nadgarstka. W 35 min., gdy górale grali w osłabieniu, K. Sulka przechwycił niecelne podanie jednego z zagłębiaków i ulokował „gumę” w krótkim rogu bramki strzeżonej przez Horzelskiego. Ostatnie słowo w tej odsłonie należało do gości, którzy zdobyli gola po samobójczym strzale W. Bryniczki. Ponieważ w hokeju nie ma bramek samobójczych, przypisana została Kisielowi, który w sytuacji sam na sam trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Odbity krążek niefortunnie trafił w kij nowotarskiego obrońcy i przekroczył linię bramkową.
W trzeciej tercji gospodarze, już po raz kolejny, zapomnieli, iż nawet słabeusza nie należy lekceważyć. Nie należy też faulować, bo to nie popłaca. Spotkała ich za to kara. Goście zdobyli dwa gole „ z niczego”. Nie wypracowali żadnej akcji. Dwa farfocle wpadły do bramki i zrobiło się nerwowo.
- Musimy wyciągnąć z tego wnioski – mówi trener MMKS, Jacek Szopiński. – Mecz trwa 60 minut i przez ten czas trzeba być maksymalnie skoncentrowanym i wykonywać założenia taktyczne. Dwie tercje graliśmy poprawnie. Przeciwnik nie miał nic do powiedzenia. Zdobył tylko jedną bramkę, ale na więcej mu nie pozwoliliśmy. W trzeciej tercji moim podopiecznym wydawało się, że jest po meczu. Uznali, że krążki same będą wpadać do sosnowieckiej bramki, a z tyłu, skoro przyjezdni nie mają armat, to nie musimy grać. Dwa razy krążki się wturlały do naszej bramki, co było pochodną naszej nonszalancji w defensywnych poczynaniach.
MMKS Podhale Nowy Targ – Zagłębie II Sosnowiec 5:4 (1:1, 4:1, 0:2)
1:0 – K. Sulka – Kapica – Woźniak (7:07),
1:1 – Kisiel – T. Majewski (11:39),
2:1 – Leśniowski – Hajnos (20:25),
3:1 – Steliga – Marek – Cecuła (22:58),
4:1 – Wróbel – Kapica – Woźniak (32:49),
5:1 – K. Sulka (34:35 w osłabieniu),
5:2 – Kisiel – Kątny (38:03 czterech na czterech),
5:3 – Krupiński – Podsiadło (45:24 w przewadze),
5:4 – Rudziński – Wira – Bernat (53:41).
Sędziowali: Zarodkiewicz (Katowice) – Kobielusz i Cudek (Oświęcim).
Kary: 20 – 18 min.
MMKS Podhale: Furca; Szumal – Piekarz, Wróbel (2) – W. Bryniczka (4), Marek (2) – Cecuła (2); Iskrzycki – Leśniowski – Hajnos, K. Sulka (4) – Woźniak – Kapica, Steliga (2) – M. Michalski – Kos, Puławski, R. Mrugała. Trener Jacek Szopiński.
Zagłębie II: Horzelski; T. Majewski – Król, Leśniak (2) – P. Majewski (8), Kret – Podsiadło (2); Kątny – Rarok (2) – Kisiel, Bernat – Wira (6) – Rudziński, Baca – Krupiński – Krzyżycki. Trener Krzysztof Podsiadło.
W pozostałych spotkaniach:
KTH Krynica – GKS Katowice 4:2 i 8:2,
Orlik Opole – Stoczniowiec II Gdańsk 8:4 i 7:3,
Cracovia – Legia Warszawa 3:4 po karnych i 5:8,
SMS Sosnowiec – Unia Oświęcim – przełożone.
Stefan Leśniowski










