09.09.2020 | Czytano: 3124

PHL. Rusza, ale czy dokończy?

Sezon rozpoczyna się w piątek. To tyle, jeśli chodzi o pewne informacje. Jak przebiegnie i czy zakończy się w terminie, tego nie da się przewidzieć.



 
Nastała nowa normalność, która wymagała mnóstwo zmian. Efektem będzie liga o nowym obliczu. Kilka klubów przed startem dostało lekcję pokory, instrukcję jak nie postępować dalej. Odwoływano sparingi, zespoły były w izolacji. W trudnej sytuacji znalazły się „Szarotki”. Tylko dwa sparingi i pierwsze kolejki ligowe trzeba będzie traktować jako przetarcie, zgranie zespołu, bo centrala nie poparła wniosku klubu, by przysunąć ligową inaugurację o dwa tygodnie.  Trzeba działać tu i teraz, by głównym rozdającym karty nie był COVID 19. Nie szukać usprawiedliwień, nie pokazywać palcem winnych, nie odwracać kota ogonem, a pilnować porządku na swoim podwórku, by nie powtórzyła się sytuacja ze zgrupowania kadry.  Organizacja widowisk sportowych w czasach pandemii to wyzwanie, z jaką jeszcze związek się nie mierzył.
 
Nadchodzi czas boiskowej weryfikacji
 
Przed startem każda drużyna ma jeden cel: wygrać jak najwięcej i zdobyć mistrzostwo Polski. Boisko jednak  weryfikuje wszystko. Każdy z zawodników ma swoje ambicje, które muszą być podporządkowane dobru drużyny. Wewnętrzna rywalizacja buduje atmosferę i pozwala podnosić umiejętności. Większość graczy marzy o występach w koszulce z orłem, inni o przedłużeniu umowy i podpisaniu jak największego kontraktu. Dobór personalny zawodników to najczęściej odzwierciedlenie możliwości budżetowych. W dobie wirusa większość klubów, zabezpieczając pieniądze na kolejny sezon, napotkało bardzo dużo problemów.
 
W okresie transferowym ważniejszy od funduszy okazał się pomysł na budowanie drużyny oraz znajomość dynamicznie zmieniającego się rynku. Nadchodzi okres weryfikacji. Nie tylko ambicji kibiców czy prezesów. Liga to idealny czas do tego, żeby każdy zawodnik zamknął usta krytykom, pokazując, że jest genialnym graczem, a nie sportowcem z zawodu podbijającym codziennie kartę pracy, gdy wychodzi na trening.
 
Nie każdego stać na Polaka ocierającego się o reprezentację kraju. Z Podhala tacy uciekają już od kilku lat. A jeśli wracają, to na bardzo krótko, by znowu zmienić otoczenie. Budowa zaczyna się od nowa. Szczególnie, gdy w poprzednim sezonie aż 18 obcokrajowców zatrudniano, a podziękowano wychowankom. Nie przełożyło się to na wynik.  Teraz trzeba to odkręcić, dobrze zbilansować, by kolejnego sezonu nie zaliczyć po stronie strat i nieudanych występów. 
 
Lata zaniedbań
 
Nie każdy zespół może sobie pozwolić na polską szatnię. Kiedyś tak było w Podhalu, ale to już przeszłość. Lata zaniedbań, złych decyzji -  zrobiły swoje.  „Stawiam na juniorów i zobaczę co z tego wyjdzie” jest na pewno ryzykowany, ale każdą porażkę „swoimi” można z łatwością przełknąć, bo to inwestycja w przyszłość. Młodzi mogli w ubiegłym sezonie tylko zakrzyczeć „pozwólcie nam grać”. Ten okrzyk nie docierał do Phillipa Barskiego.
 
Oczywiście, że nikt nie powinien się zamykać na cudzoziemców, ale z rozsądkiem. Takich ściągać, by młodzi mogli się od nich uczyć nie tylko gry w hokeja, ale profesjonalnego podejścia do zawodu. To znaczy, że nie przyjadą tu tylko po to, by zaliczyć kolejny klub, a pozostawią po sobie stały ślad w historii. 
 
Doświadczenia z ostatnich dwóch lat pokazują, że nie warto płacić kilkaset euro miernemu obcokrajowcowi. To psuje koniunkturę i drenuje budżet klubu, nawet gdy są niedrodzy. Bo też znane jest powiedzenie: „co tanie, to drogie”.   Cierpliwość znajduje się na samym końcu naszych cech narodowych. Prezesi chcieliby szybko odnieść sukces. Kibice też chcieliby widzieć swoich pupili na samym szczycie.  Oczekują go tu i teraz. Ambicja jest bardzo ważna, jednak dostosowanie oczekiwań sportowych do możliwości finansowych powinno być najważniejszą cechą prezesa każdego klubu.
 
Nadzieja w „Gustliku”
 
Każdy klub inaczej przygotowywał się do sezonu i kompletował skład. Jak mówi Gabriel Samolej zatrudnienie Andrieja Gusowa było strzałem w dziesiątkę. Wielkie oczekiwania są wobec trenera, który   jako zawodnik trafił na polską ziemię właśnie do Podhala. Na lodzie pokazał, iż jest nietuzinkowym graczem. Ma także  wyrobioną renomę jako trener. Mistrzostwa Polski z Tychami, pierwsza wygrana tej drużyny w Lidze Mistrzów, a i na Białorusi zostawił znaczący ślad w postaci mistrzostwa. 
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama