24.12.2009 | Czytano: 1152

Suur w Luksemburgu

Estoński defensor Dimitrij Suur po spotkaniu z GKS Tychy nie wrócił do Nowego Targu. Do Tychów udał się własnym samochodem, spakowany i stamtąd obrał kierunek na Luksemburg. To nie jest prima aprilis.

- Tam spędzę święta z rodziną – wyjaśnia. – W tym malutkim kraju pracuje moja żona, do szkoły chodzą dzieci. Nie mam zbyt wiele okazji w ciągu roku, by przebywać z nimi. Dlatego bardzo się cieszę na to spotkanie. To mój największy gwiazdkowy prezent. Dwa dni będę z nimi i ten czas będę chciał jak najlepiej wykorzystać.

Często o sportowcach mówi się, że to obieżyświaty. Taki ich zawód. W Podhalu też grają obcokrajowy, ale z niezbyt odległych od nas krajów. Jak oni spędzają święta? Jakie są u nich w domu tradycje?

- Estońskie świętowanie zaczyna się 22 grudnia, w dzień kiedy stawia się choinkę – wyjawia Suur. - Stoi u nas do 10 stycznia. 24 i 31 grudnia podrzucane są pod nią prezenty. Te dni są najbardziej radosne, szczególnie dla dzieci. Córka prosiła mnie o telefon komórkowy. Będę musiał spełnić jej prośbę. Prezenty są rozpakowywane po uroczystej kolacji, która składa się z ziemniaków, sałatek i mięsa.

Martin Voznik przed kilkoma laty przyjął polskie obywatelstwo. Ożenił się z Polką. Czechem czy Polakiem jest w święta? – Tej zimy Czechem – mówi. – Święta spędzamy na przemian, raz w Polsce, raz w Czechach. Tym razem wypadło na moją rodzinę. Dlatego będzie w nich panowała czeska atmosfera i tradycja. Znacznie różni się od polskiej. Przede wszystkim nie ma 12 dań. Jest zdecydowanie skromniejsza z tradycyjną zupą grochową, karpiem, sałatkami i zimnymi przystawkami. Nie brakuje też wina i śliwowicy. W następne dni jest zmiana, najpierw śliwowica, potem wino (śmiech). Pierwszy dzień świąt jest ulubionym, bo wtedy serwują mój przysmak, kaczkę pieczoną z kapustą i knedle. Popijam piwem i... jest bajkowo. Mam nadzieję, że dostanę wypasiony prezent pod choinkę, bo cały rok byłem grzeczny. Napisałem do Jezuska ( odpowiednik Mikołaja u nas – przyp. SL) o nowy samochód i wczasy w Dominikanie – kończy jak zwykle dowcipny „Wasko”.

Najlepszy snajper „Szarotek”, Milan Baranyk również pochodzi z Czech. Rodzina powita go z... ubogim uzębieniem. Stracił zęba z Naprzodem, a dwa kolejne uszkodził. – Jesteśmy bardzo skromnym narodem dlatego nie rywalizujemy z Polakami w ilości potraw - twierdzi. – Na wieczerzy każdy wybiera to co lubi. Jest rosół, schabowy, ryba... Są różne sałatki oraz choinka, a pod nią prezenty. Na Mikołaja tylko dzieci dostają słodycze, grubsze prezenty już dla wszystkich leżą 24 grudnia pod drzewkiem. Pierwszy dzień świat spędzę u swojej rodziny, a drugi u rodziny żony.

A jak spędzają święta na Słowacji? – 24 grudnia od rana wszyscy przygotowują uroczystą kolację – mówi Milan Jančuška, trener Podhala. – Cała rodzina krząta się w kuchni, bo u nas w tym dniu cała rodzina musi być razem. Nawet ta z najodleglejszych zakątków kraju. Wcześniej ustalamy, u kogo spożywamy wieczerzę. W większości rodzin dominuje na stole kwaśnica z grzybami, a potem podaje się 4 – 5 dań w zależności od tego co kto lubi. Największą jednak atrakcją wieczoru są prezenty pod choinką. Każdy musi je dostać. Później bawimy się do białego rana. W kolejne dni odpoczywamy, dużo spacerujemy i... dobrze jemy.

Tekst Stefan Leśniowski

Komentarze





reklama