08.05.2019 | Czytano: 4338

Babskim okiem. Polski hokej na lodzie – dosłownie i w przenośni

Tegoroczna majówka przebiegła w strugach deszczu. Wiele dni wolnego, a pogoda wcale nas nie rozpieszczała. Kto wpadł na pomysł spędzenia czasu wolnego z hokejem i obserwował Mistrzostwa Świata, ten spędził opłakaną majówkę. Biało-czerwoni nie awansowali do wyższej dywizji.

Spektakularny mecz z Rumunami zapewne przejdzie do historii – 38 strzałów, a zdobyte jedynie 2 gole. Szkoda Mistrzostw Świata… Szkoda braku awansu do Dywizji IA… Szkoda meczu z Rumunami… Szkoda tylu błędnych decyzji… Szkoda polskiego hokeja… Tylko szkoda, że za wszystkie szkody płacą ludzie związani sercem z hokejem i wierni kibice.

PZHL zadłużony na ponad 16 mln zł, a wychodzenie z kryzysu może potrwać nawet 10 lat. Trwa liczenie pieniędzy, więc padł pomysł na ligę open z dowolną ilością obcokrajowców. Szkolenie młodzieży mocno kuleje. Każdy widzi opłakany stan polskiego hokeja, ale prawdę mówiąc, tak po cichu, wszyscy liczyli na coś więcej na MŚ, a tu Polska w przyszłym roku będzie rywalizować w trzeciej lidze. Pożegnanie z  sezonem  w iście spektakularnym stylu.

Krajowy związek stracił płynność finansową, a reprezentacja płynność w grze. Czasy, gdy Polacy należeli do ścisłej czołówki, wydają się bezpowrotne. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Wielomilionowe długi, sporo nerwów, seria porażek, tak właśnie pcha się tę dyscyplinę w przepaść. Szkoda tak naprawdę tego wszystkiego. Również szkoda, że nikt tych szkód nie chce naprawić.

Aneta Opyd
 

Reklama

Komentarze





reklama