– To moja rola, by strzec swojej bramki. Byłem tam gdzie trzeba we właściwym czasie i miejscu. Dlaczego przegraliśmy? Bo wyszliśmy nieco rozluźnieni. Na szczęście ten mecz o niczym nie decydował – powiedział Maciej Sulka.
Podhale nie miało tak dobrych sytuacji w pierwszej tercji, próbowało zaskoczyć Witka strzałami z dystansu. Ten jednak z wielkim spokojem wszystko likwidował. Za to po przerwie nowotarżanie kilka razy „zakręcili” przyjezdnymi. Ci też nie byli dłużni, niemniej zapomnieli, że z góralami nie opłaca się grać faul. Wykluczenia z gry okazały się dla nich brzemienne w skutkach. „Szarotki” wykorzystały dwie liczebne przewagi i po 40 minutach były bliższe zwycięstwa.
- Nie pasujemy. Przyjechaliśmy tu wygrać, by do play off przystąpić wzmocnieni psychicznie – mówi w przerwie kierownik drużyny tyskiej, Józef Zagórski.
Nie pomylił się. Jego zespół w trzeciej tercji za wszelką cenę dążył do przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę. Tyuszanie bez przerwy niepokoili Rajskiego, a górale odgryzali się kontrami. Skuteczniejsi byli goście, oni też popełnili mniej błędów w obronie, ale takie, które nie kosztowały ich utraty gola. Podhalanie wprost przeciwnie, rozdawali w swojej tercji prezenty. Z dwóch skwapliwie skorzystali hokeiści z „piwnego miasta”.
- Wylano na nas kubeł zimnej wody i dobrze, bo już niektórzy myśleli, że jesteśmy niepokonani – mówi kapitan „Szarotek”, Jarosław Różański. – Mamy materiał do przemyśleń. Na szczęście ten mecz o niczym nie decydował. Za trzy tygodnie rozpoczyna się nowy sezon. Musimy się do niego przygotować mentalnie, by nie lekceważyć rywala, bo w przeciwnym razie możemy mieć duże problemy.
– To nie rywal wypracował sobie sytuacje strzeleckie, to myśmy popełnili błędy we własnej tercji. Podarowaliśmy im bramki. Zabrakło w moim zespole maksymalnej koncentracji. Słaba była pierwsza tercja w naszym wykonaniu. Mało strzelaliśmy, wolno jeździliśmy i zbyt prostymi środkami chcieliśmy się przedostać pod bramkę przeciwnika. W drugiej odsłonie zagraliśmy lepiej, ale w trzeciej powtórzyły się błędy z pierwszej – mówi Milan Jančuška.
- Zagraliśmy odpowiedzialnie we wszystkich formacjach – twierdzi trener gości, Miroslav Ihnačak. – Chłopcy wypełnili założenia taktyczne. Rozegrali dobry mecz, będąc w pełni skoncentrowani. Wygrana w siedzibie mistrza sezonu zasadniczego cieszy, ale nie należy z niej wyciągać daleko idących wniosków. Play off rządzi się innymi prawami.
Wojas Podhale Nowy Targ – GKS Tychy 2:3 (0:1, 2:0, 0:2)
0:1 – Paciga – Bacul – Parzyszek (4:02),
1:1 – Kačiř – Różański – Zapała (23:22 w przewadze),
2:1 – Zapała – Kačiř (36:25 w przewadze),
2:2 – Sarnik – Proszkiewicz (44:52),
2:3 – Bagiński Wołkowicz - Maćkowiak (49:40).
Sędziowali: Porzycki (Oświęcim) – Pyrskała (Katowice), Breske (Jastrzębie).
Widzów 1200.
Kary: Podhale – 8 min, Tychy – 12 min.
Podhale: Rajski; Sroka (4) – Sulka, Ivičič – Dutka, Piekarz – Petrina, Gaj - Galant; Różański – Zapała (2) – Kačiř, Baranyk – Voznik – Kubenko, Malasiński (2) – Dziubiński – Gruszka, Kmiecik – K. Bryniczka – Kret. Trener Milan Jančuška.
GKS Tychy: Witek; Jakeš (4) – Gonera (2), Majkowski – Mejka, Kotlorz – Prochazka (2); Paciga – Parzyszek – Bacul, Sarnik – Garbocz – Proszkiewicz, Maćkowiak – Bagiński – Wołkowicz (2), Banachewicz - Jakubik – Krzak (2). Trener Miroslav Ihnačak.
Stefan Leśniowski










