Przejęcie drużyny przez Surmę – legendę ekstraklasowych boisk z pewnością wiązało ogromne nadzieję i samo w sobie było wielkim sukcesem klubu, choć nie brakowało sceptycznych opinii związanych z debiutem w roli szkoleniowca. Wielu znakomitych zawodników zwyczajnie nie sprawdzało się na tym stanowisku, jednak świadomość, że Surma będzie wspomagał zespół również na murawie zdecydowanie stała się czynnikiem stojącym za krokiem jakim było dołączenie wychowanka Wisły do ekipy z Białki Tatrzańskiej. Na zmiany nie trzeba było długo czekać. Już podczas okresu przygotowawczego Watra sprawiała wrażenie drużyny odmienionej, która swoje słabości potrafiła zamienić w atut. Poprzedni trener białczan niejednokrotnie powtarzał, że pomimo wielkiego potencjału, szkopuł zawodników tkwi w mentalności. To właśnie przygotowanie pod tym względem pozwoliło ekipie Surmy wspinać się po szczeblach ligowej tabeli.
- Od początku pracy w Watrze dużo rozmawialiśmy z zespołem. Najważniejszą kwestią było przygotować się na te trudne momenty, których w piłce nie da się uniknąć. Futbol jest grą błędów, a sztuką jest nie rozpamiętywanie ich, nie wracanie do tego kto zawinił ale jak możemy uczyć się i wyciągać wnioski. - podkreśla Łukasz Surma
Białczanie zyskali nie tylko trenera ale również nauczyciela, którego wiedza o piłce, doświadczenie boiskowe i możliwość pracy z najlepszymi wywarły efekty na zawodnikach.
- Grupa ludzi nie wystarczy, żeby osiągnąć zamierzone cele. Do tego potrzebny jest zespół – potrafiący się wspierać w każdym momencie. Muszę podkreślić, że dobra gra to zasługa chłopaków, a świadomość, że poprzednia runda nie była udana dodatkowo mobilizowała do stworzenia prawdziwej drużyny. To właśnie była baza do osiągnięcia sukcesów.
Wkład trenera w grę zespołu był nieodzowną kwestią. Czasami wydawało się, że nie sposób odebrać mu piłkę zgodnie z przepisami. Jego obecność scalała formacje na boisku, a środek pola przypominał monolit. Pomimo półrocznej rozłąki z grą w piłkę, Surma był wyróżniającym się zawodnikiem na murawie w każdym spotkaniu.
- Cieszę się z docenienia mojej pracy na boisku i zauważenia tego z czego zawsze byłem znany. Myślę, że w środku pola gra trójkątami z Michałem Czubinem, Tomkiem Kołbonem czy Rafałem Kostrzewą wyglądała naprawdę dobrze. Watro podkreślić jak umiejętnie zawodnicy potrafili korzystać z mojego doświadczenia. Udało się parę razy asystować przy bramkach, a nawet po dwudziestu latach doczekałem się bramki z rzutu wolnego – dodaje, wyjawiając, że dużo czasu poświęca na ich trenowanie.
Na zupełnie obcej sobie płaszczyźnie odnalazł się wyjątkowo dobrze, chociaż podkreśla, że łączenie funkcji trenera i zawodnika nie zawsze jest łatwe.
- Najtrudniejsze jest ostatnie dwadzieścia minut, kiedy zazwyczaj przeprowadza się zmiany. Zwłaszcza w tym czasie na boisku potrzebna jest koncentracja i skupienie się na grze, tymczasem w głowie należy układać plan na roszady. Rady jakie udzielam zawodnikom w większym stopniu zależą od sytuacji, ma na to wpływ wiele zmiennych.
Mimo ogromnej skromności, nie sposób zapomnieć o bogatej karierze i rozpoznawalności, o czym przekonał się na czwartoligowych boiskach.
- Podczas wyjazdowego meczu w Żabnie, prowadzący całe wydarzenie głośno obwieszczał moją obecność i pojawienie się za moment na murawie. To miłe, jednak nie do końca lubię takie powitania, tłumaczyłem chłopakom nieco zmieszany, żeby nie słuchali tego pana i skoncentrowali się na spotkaniu – dodaje z uśmiechem. - Uważam, że na boisku każdy jest równy, a z dniem dzisiejszym jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz. Nie jestem osobą, której zależy na byciu w centrum uwagi – wolę robić swoje.
Oceniając stricte sportowo poziom ligi, oraz prowadzoną drużynę nie ukrywa zaskoczenia tym z czym przyszło mu się zmierzyć.
- Spotkałem dużo zawodników, którzy świetnie grają w piłkę. Imponujących pod względem kondycyjnym jak i umiejętnościami. Patrząc na nasze spotkanie z drugą drużyną Sandecji, nie było widać różnicy, że w ich drużynie występowało kilku zawodników z ekstraklasy. Mogliśmy w pierwszej połowie rozstrzygnąć losy tego spotkania. Takie pojedynki są szczególnie ważne dla zawodników, grając jak równy z równym z piłkarzami z najwyższej półki, buduje się ich wiarę we własne umiejętności. Skauci klubów z ekstraklasy powinni zwracać uwagę właśnie na takich zawodników. Chłopcy występujący w czwartej lidze, posiadają nieraz znacznie większe umiejętności niż obcokrajowcy występujący w wyżej notowanych zespołach, z którymi miałem okazję grać w swojej karierze.
Do końca tygodnia mają rozstrzygnąć się losy przyszłości Łukasza Surmy w Watrze. Pewne jest jedno – runda wiosenna była świetna w wykonaniu zespołu, patrząc przez pryzmat wyników ale przede wszystkim stylu w jakim grali białczanie.
Krzysztof Kościelniak










