23.03.2018 | Czytano: 1599

Nigdy nie byłem szczególnie przywiązany do domu

- Przyszedłem do Podhala po to, żeby wygrywać. Była opcja pozostania w Łomży, ale pojawił się problem z trenerem bramkarzy. Trener, który mnie wyszkolił odszedł do Kołobrzegu i to przeważyło, że wylądowałem w Nowym Targu – wyjawia nowy nabytek w nowotarskiej bramce, Eryk Niemira.

Na świat przyszedł w 1997 roku. Piłkarską przygodę rozpoczynał w podwarszawskim Karczewie. W juniorach reprezentował Józefovię Józefów, a później Gwarek Zabrze (od 2013/14 do 2015/16). W sezonie 2016/17 przeniósł się do IV-ligowej Gedanii Gdańsk, a na jesień obecnego sezonu reprezentował barwy III-ligowego ŁKS 1926 Łomża.

- Masz dopiero 20 lat, a za sobą już dość sporo podróży po Polsce: od Zabrza po Gdańsk. Z czego to wynikało?

- Generalnie pojawiły się oferty gry z różnych części Polski, a sam nie byłem szczególnie przywiązany do domu, by tam mieszkać i grać, dlatego takie wyjazdy nie sprawiały mi żadnego problemu. Nie były to długie pobyty, ale na pewno owocne.

- W piłce juniorskiej grałeś w podwarszawskim Józefowie. To był Twój pierwszy klub? Tam zaczynałeś przygodę z piłką?

- Nie, zaczynałem w niedaleko położonym od Józefowa Mazurze Karczew (przyp. red. drużyna seniorska tego klubu gra aktualnie w IV lidze). Tam u trenera Broniszewskiego zaczynałem przygodę z piłką - najpierw jeszcze jako zawodnik z pola, bo wiadomo, że w tak młodym wieku gdzieś ciągnie do tego, by zdobywać piękne gole, a nie stać bramce. Stamtąd zaś przeszedłem właśnie do Józefowa i kolejno potem do Gwarka Zabrza.

- Jakie w takim razie sukcesy zapamiętałeś z piłki juniorskiej?

- Jedynym takim sukcesem, jaki zapadł mi w pamięci był awans do Centralnej Ligi Juniorów, gdy byłem bodajże w II klasie liceum i grałem w Gwarku Zabrze. Wygraliśmy wtedy ligę na Śląsku i mimo że poziom tam nie był jakoś bardzo wysoki, to nasza gra imponowała, co potwierdziliśmy potem wysoką wygraną w barażach. Awansowaliśmy więc pewnie. Później w CLJ można było się zmierzyć z zespołami, których pierwsze drużyny grają w Ekstraklasie. Mówię tu o takich klubach jak Arka Gdynia, Lech Poznań, czy Pogoń Szczecin. Dlatego też gra w juniotach była dla mnie wielkim przeżyciem.

- A jak to się w ogóle stało, że trafiłeś do juniorów Gwarka Zabrze?

- Po ukończeniu przeze mnie gimnazjum, z rodzicami szukaliśmy dla mnie szkółki piłkarskiej. Wiele sprawdzaliśmy, ale ostatecznie do dwóch pojechaliśmy: do SMS-u i do Gwarka. Do obu się dostałem i zaczęliśmy się zastanawiać z rodzicami, którą wybrać. Ostatecznie padło na Gwarek Zabrze. Stwierdziliśmy, że to będzie najlepszy wybór.

- Jak wspominasz cały ten okres, spędzony na Śląsku?

- Na pewno pozytywnie. Wiadomo, że jako osoba spod Warszawy na początku miałem ciężko na Śląsku (śmiech), ale do dziś mam stamtąd wielu przyjaciół i ta różnica pochodzenia w niczym nam nie przeszkadza. Także z czasem te bariery regionalne zostały przełamane. Na pewno dużo się w tym czasie nauczyłem - zarówno pod względem sportowym, jak i czysto życiowym, więc okres ten był dla mnie bardzo pozytywny.

- Później wybrałeś Gdańsk i grę w tamtejszej IV-ligowej Gedanii. Wspominałeś jednak, że było więcej ofert...

- Były dwie propozycje. Jedna blisko domu, a druga właśnie z Gdańska. Wybrałem tę z Gdańska, ponieważ nie chciałem jeszcze wracać w rodzinne strony.

- Czym było to spowodowane?

- Życie w internacie, poza domem, wiele uczy i ja cały czas chciałem tę naukę kontynuować, zamiast wracać i mieszkać z rodzicami.

- Przygodę z III ligą zacząłeś w tym sezonie. Najpierw Łomża, a na wiosnę Podhale. Skąd decyzja o przenosinach?

- Na początku nie sądziłem, że tak to się wszystko potoczy. Dostałem oczywiście propozycję, bym tu przyjechał. Przyjechałem więc, pokazałem się, sztab szkoleniowy wyraził zainteresowanie. Natomiast wciąż była jeszcze opcja, bym został w Łomży. Pojawił się tam jednak problem z trenerem bramkarzy, ponieważ trener Iwanowski, który mnie tam wyszkolił i dobrze przepracował ze mną te pół roku, odszedł do Kołobrzegu. To chyba przeważyło, ponieważ przy takim obrocie spraw nie widziałem sensu, bym tam został. Wiedziałem, że tu, w Nowym Targu mam większe szanse powalczyć o granie i tak zrobiłem. Nie żałuję tej decyzji.

- I jak się czujesz po pierwszych miesiącach na Podhalu?

- Bardzo dobrze. Bardzo fajne miasto, fajna okolica. Trochę zimno i do tego musiałem się przyzwyczaić (śmiech), ale nie było z tam tak źle. Atmosfera w zespole jest naprawdę bardzo dobra, zespół ma dużo jakości i myślę, że z pewnością będzie jeszcze lepiej.

- A jak oceniasz dwa dotychczasowe spotkania tej rundy: z Lublinem i Krosnem - zarówno pod kątem gry całej drużyny, jak i Twojego występu indywidualnie?

- Z pewnością po Lublinie czuliśmy gorycz porażki i żałowaliśmy, że nie udało się tam wygrać, bo zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Nie zdobyliśmy trzech punktów, ale oczywiście nie załamujemy się tym. W drugim meczu zremisowaliśmy 0:0, ale na pewno nie można tu mówić o żadnym kryzysie. Dalej będziemy grać konsekwentnie swoją piłkę. Zdarzył się nam taki mecz, który zremisowaliśmy, ale nie oznacza to, że graliśmy w tym spotkaniu źle, ponieważ stworzyliśmy sobie w nim naprawdę bardzo dużo sytuacji. Jeśli chodzi o moje występy, to uważam, że w Lublinie zagrałem całkiem przyzwoicie, choć oczywiście nie chciałem puszczać tych dwóch bramek. Natomiast ten ostatni mecz z Karpatami, mimo że był na zero z tyłu, pokazał mi, że mam jeszcze dużo do poprawy. Oczywiście z czystego konta jestem zadowolony, natomiast chciałbym wyeliminować pewne błędy, jakie w meczu z Krosnem się pojawiały.

- Jak myślisz: co będzie najważniejsze w najbliższych spotkaniach, by zespół zaczął strzelać bramki i był po prostu skuteczny?

- Na pewno nie można dopuszczać żadnych myśli, ani głosów z zewnątrz, że tkwimy w jakimś kryzysie, czy marazmie, ponieważ jest to nieprawda. Gramy swoją piłkę i jeśli dalej będziemy tak pracować, to bramki, a z nimi wyniki w końcu przyjdą. Mamy dużo jakości w zespole i trzeba to pokazać. Nie ma jednak żadnej "załamki". To że w dwóch pierwszych meczach nie zdobywamy trzech punktów, tylko jeden, nie oznacza, że coś jest nie tak z naszym przygotowaniem. My idziemy swoją drogą, wierzymy, że dobrze pracujemy i jesteśmy pewni, że te wyniki przyjdą.

- Zdradzisz nam i kibiciom Twoje indywidualne cele i plany na tę rundę?

- Na pewno chciałbym cały czas się rozwijać i „łapać” dużo minut gry, a z drużyną chciałbym wygrać jak najwięcej meczów, bo... nie ukrywam, że lubię wygrywać (śmiech). Przyszedłem tu po to, żeby wygrywać.

Jakub Udziela
 

Komentarze







reklama