- Chyba więcej obiecywaliście sobie po rundzie jesiennej. Początek sezonu nie wypalił. Przeprowadziliście analizę?
- Nie ulega wątpliwości, że wyniki były gorsze od oczekiwań. Paradoksalnie przyzwoity początek trochę zaburzył czujność. Wydawało się, że jesteśmy bardzo blisko realizacji celu, czyli stworzenia drużyny o poziomie sportowym zbliżonym do czołówki ligowej. Było jednak wiele symptomów budzących niepokój. Gra postawiała sporo do życzenia. Kolejne mecze pokazały, że mamy spore problemy w sferze mentalnej. Trudno doświadczonych zawodników podejrzewać o brak umiejętności. Zawodziło zgranie, co można było przewidzieć, bo tak duża absorbcja świeżej krwi w drużynie musiała się odbić na jakości grania. Kolejne niepowodzenia pogłębiały napięcia psychiczne, które nie pozwalały pokazać wszystkich walorów. Dobór stylu gry, czy proponowana taktyka, też pozostawiały w dalekiej rozbieżności od możliwości drużyny. Każdy zawodnik ma pewne preferencje i jeżeli one nie są uwzględniane w kalkulacjach taktycznych, to wcześniej czy później doprowadzają do niepowodzeń.
- Trener Tomasz Kulawik miał być na lata, a był … na lato. Odnosiło się wrażenie, że nie było chemii między nim a piłkarzami.
- Tak powinniśmy podsumować krótką fazę współpracy. Nie odbieram żadnemu trenerowi kwalifikacji. Uważam, że jak ktoś wspina się na ten szczebel, na którym pozostawał trener Kulawik i ma doświadczenia z klubów o wyższej pozycji sportowej, to jego warsztat nadaje się na skuteczne prowadzenie zespołu. Być może, funkcjonując w kręgu lepszych drużyn i siłą rzeczy lepszych zawodników, mógł realizować bardziej ambitne plany taktyczne. W naszym przypadku się to nie sprawdziło. Oceniając występy w tej fazie rozgrywek, widać było, że graliśmy w sposób widowiskowy, ale bardzo mało skuteczny i do tego niebezpieczny. Zawodnicy nie radzili sobie z funkcjami, głównie defensywnymi, z przechodzeniem z załamanego ataku do obrony. Traciliśmy seryjnie „frajerskie” bramki, w bardzo podobnych okolicznościach i to z przeciętnymi przeciwnikami. To budziło nasz niepokój. Brak chemii też wpłynął na decyzję personalną, która zapadła. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że coś w tym koglu moglu nie wyszło. Któryś składnik był nie na miejscu. Wiemy, że łatwiej dokonać zmiany na jednym stanowisku niż na dwudziestu, toteż trener ogłosił zakończenie swojej misji. Jestem rozczarowany podwójnie, bo wiązałem spore nadzieję z osobą trenera. Oczekiwałem wprowadzenia widowiskowego stylu gry, na którym nam bardzo zależy. Nie chcemy był kunktatorami, którzy wyłącznie patrzą na wynik jako miarę postępu drużyny. Drużyna musi zyskiwać sympatie, uznanie kibiców, otoczenia, a nie zyska się jej wygrywając 1:0 w beznadziejnym stylu. Trzeba to osiągnąć nawet za cenę podjęcia większego ryzyka, bezkompromisową grę, którą uprawialiśmy za trenera Marka Żołędzia, gdzie huśtaliśmy się pomiędzy porażką i zwycięstwem, mając jeden remis w trakcie sezonu i to z Porońcem, który wycofał się z rozgrywek, a wynik został anulowany. Taki styl bardziej popłaca, bo przynosi większe efekty punktowe, ale też jest atrakcyjniejszy dla kibiców. Będziemy dążyli do tego, aby poprawiając elementy gry w obronie, dyscyplinę taktyczną, nie rezygnować z waloru atrakcyjności gry do przodu. To musi być nasza cecha rozpoznawcza.
- Spotkanie ze Spartakusem chyba się jeszcze wielu śni po nocach.
- To był początek złej fazy. Problemy w drużynie pojawiały się wcześniej, co pokazał już mecz zremisowany z Unią na własnym terenie. Mecz, w którym udało nam się wyrównać i mieliśmy jeszcze sporo grania, ale już bez bramkowego efektu. W Jarosławiu w ostatnich minutach mieliśmy dwie piłki meczowe i powinniście wygrać, a remisujemy. To była zapowiedź tego, że coś nie gra. Na tle przeciwnika, który - obiektywnie oceniając - miał mniej walorów piłkarskich, okazało się, że nie potrafiliśmy go pokonać. Spartakus miał być meczem na przełamanie. Wszystko układało się świetnie do 86 minuty. Prowadząc 3:0 za bardzo wszyscy się uspokoili. Tymczasem jedno zdarzenie, jedna stracona bramka wprowadziła taką nerwowość, taki chaos, takie spięcie, że kolejne stracone bramki były kwestią czasu. Gdyby ten mecz trwał dłużej to niewątpliwie byłby przegrany. Stopień zagotowania zawodników był niewyobrażalny. Wydawało się jednak, że jak doświadczona zawodowa drużyna wejdzie pod prysznic, zmyje pot, brud i negatywne emocje, to w następnym meczu zaprezentuje wszystkie swoje walory. Okazało się, że nie da się wyprać psychiki i ona w kolejnych meczach była czynnikiem decydującym o naszych porażkach. To nie element umiejętności, bo w piłkę albo umie się grać, albo nie. Nie można umieć grać w co drugim meczu. Dyspozycja dnia zależy w dużej mierze od nastawienia psychicznego. Tego brakowało. W tej drużynie nie zafunkcjonowali liderzy, gdzieś się wszyscy wycofali. Każdy próbował jakoś funkcjonować, ale nie dawał więcej niż musiał. To się odbijało na kolejnych wynikach. To nie były wyniki adekwatne do pozycji sportowej drużyn, które z sobą się potykały. W końcowych meczach sezonu drużyna mentalnie urosła. Zawodnicy przekonali się, że stanowią znaczącą siłę w lidze. Pokazali inne, to dobre oblicze. Dla mnie budującym momentem był mecz z Resovią. Graliśmy z wiceliderem na jego terenie i nie daliśmy mu szansy na zaistnienie. To nie był mecz, który wygraliśmy skromnie i przypadkowo. Przeciwnik po prostu był bezradny. Uczestniczył w meczu, w którym nie miał szans na korzystny wynik. Zespół pokazał, że nawet w warunkach podwyższonego napięcia potrafi kontrolować wynik i wydarzenia na murawie do ostatniej minuty. No i przywieźć komplet punktów z gorącego terenu.
- Nowy trener, nowe wobec niego wyzwania i oczekiwania. Czy cele pozostały takie same?
- Z każdym trenerem, zawodnikiem czy pracownikiem przyjętym do klubu wiążemy zawsze duże nadzieje. Nikt nie jest bez ambicji. Każdy trener przychodzi z określonym zadaniem. W naszym przypadku zadanie się nie zmienia. Chcemy grać lepiej w piłkę. To jest nasz główny cel. O awansach będziemy mówić wtedy, gdy zespół swoją postawą na boisku pokaże, że jest przygotowany do gry na wyższym poziomie. Sparingi na tle lepszego sportowo przeciwnika mają nam dać obraz, w którym miejscu jesteśmy. Czy się zbliżamy, opóźniamy, czy ten proces jest właściwy. Wszystko jest podporządkowane temu, aby drużyna grała jak najlepiej. Była dla miejscowych młodych zawodników bodźcem do pracy nad sobą, doskonaleniem się w stopniu pozwalającym kiedyś zastąpić starszych kolegów na boisku. Dopiero na samym końcu tej litanii oczekiwań jest wynik sportowy. Mamy świadomość, że wynik jest pochodną wielu różnych sytuacji, niuansów, na które nie raz nie ma się wpływu, a one decydują o tym, czy się jest piątym czy dziesiątym w tabeli. To są subtelności, na które nie należy zwracać większej uwagi. Wynik jest ważny tylko w kontekście budowania atmosfery w zespole. Łatwiej i wydajnie się pracuje, z większymi efektami, jeśli jest sukces sportowy. Poprawia on relacje klubu z otoczeniem. Dobry wynik przyciąga, gorszy odpycha. To jest stara zasada, ważna dla sprawnego funkcjonowania klubu. Chcemy utrzymać status trzecioligowy, chcemy być w tej lidze siłą liczącą się. Jeśli nie w całym sezonie, to przynajmniej płatając figla pretendentom do awansu. Ostatnie wyniki pokazują, że nas na to stać. Rywale będą musieli traktować nas poważnie, a towarzyszyć temu musi poprawa organizacji gry i poziom indywidualnych umiejętności zawodników. Gra musi ewoluować, by w chwili pojawienia się możliwości awansu nie trzeba było wymieniać składu w 80%.
- Cięcia zapowiedział trener i tego już dokonał. Skład był za szeroki, co zawsze powoduje złe relacje między zawodnikami.
- Zgadzam się. To był jeden z czynników budowy atmosfery. Zdecydowaliśmy się przed sezonem na poszerzenie składu mając na uwadze cele, czyli grę o czołowe pozycje. Wiedzieliśmy, że musimy sięgnąć po zawodników bardziej ogranych, mających teoretycznie większe umiejętności. Mieliśmy świadomość, że „nowi” potrzebują okresu aklimatyzacji. Zawodnik przez pół roku ma u mnie dużą tolerancję, bo wiem jak trudno się zaadaptować w nowych warunkach. Oczekiwanie cudów byłoby przesadą, dlatego postawiliśmy na szeroką kadrę, umożliwiającą trenerowi wybór zawodników, spośród nowo zatrudnionych i tych, którzy już w tej drużynie byli. Tak szeroka kadra nie wpływa na budowanie dobrych relacji w zespole. Ktoś patrząc z boku i trener dokonując subiektywnej oceny zawodników może się mylić, albo brać pod uwagę inne kryteria niż zawodnik. On w swoim mniemaniu, a czasem w mniemaniu otoczenia, reprezentuje wyższą wartość niż ktoś grający na jego pozycji. To jest ta subiektywna ocena, której nie da się uniknąć, a która rodzi napięcia, stresy, a w konsekwencji konflikty. Żeby nie robić szaleństwa w stylu: zwalniam jednego a zatrudniam „kota w worku”, grupę zawodników poddaliśmy obróbce sportowej. Z góry było powiedziane, że przyjdzie czas weryfikacji, bo kadrę trzeba zredukować. Ci co odchodzą teraz nie są złymi zawodnikami, którzy nic nie osiągną w futbolu. Na razie przegrywają rywalizacją na swoich pozycjach, przy pomyśle i koncepcji trenera na granie. W ciągu roku mieliśmy okazję pracować z trzema szkoleniowcami. Każdy z nich miał inny pomysł na granie, inne preferencje boiskowe, inne oczekiwania od piłkarzy. Jeżeli zawodnik u jednego trenera był dobry, a u drugiego nie spełniał podstawowych funkcji, to nie znaczy, że brak mu umiejętności, tylko brak przystosowania do proponowanych warunków grania. Przyjście trenera Niedźwiedzia spowodowało, że kilku zawodników stało się beneficjentami tej zmiany, a dla kilku zrodziło problem w przekonaniu do własnych umiejętności. Chcemy zawodnikom otworzyć możliwość znalezienia otoczenia, w których ich talent i możliwości będą się rozwijały bardziej harmonijnie, bo nie chcę oglądać zawodnika przyszłościowego na ławce rezerwowych lub w 5- minutowych epizodach na boisku. W ten sposób ani on nie zbuduje kariery, ani my nie zyskamy poważnej konkurencji w zespole. Zima będzie okresem uporządkowania szatni, ograniczenia ilości zawodników. To jest potrzebne w kontekście postawionych celów sportowych.
- Dużo będzie nowych nazwisk?
- Dopuszczamy możliwość wzmocnienia składu, ale nie będą to ludzie z łapanki. Będą przymiarki do 2-3 pozycji, na których odczuwamy niedobór konkurencji. Będą poszukiwania zawodnika, który zmieści się w naszym pomyśle na granie.
- Na jakich pozycjach przewidujecie wzmocnienia?
- Nie chcę mówić o pozycjach, by nie wywierać presji na zawodnikach, ani skazywać ich na odrzucenie. Każdy zawodnik i każda pozycja może być przedmiotem analizy. Jest kilka pomysłów na granie i każdy z nich rodzi inne potrzeby kadrowe. Mamy świadomość, że zima nie jest najlepszym okresem do pozyskiwania piłkarzy. Wprawdzie przerwa jest długa, czasu na adaptacje sporo, dużo więcej niż latem, niemniej konstrukcja kontraktów, zobowiązania wobec klubów, powodują, że teraz mniej jest zawodników wolnych, zwłaszcza tych, którzy prezentują poziom naszych oczekiwań. Ktoś kto odpadnie z rywalizacji na poziomie I i II ligi może być dla nas bardzo atrakcyjnym wzmocnieniem. Jego poziom sportowy na pewno wystarczy na nasze potrzeby. Trudno jednak oczekiwać w gronie zespołów sąsiadujących z nami, czy grających na podobnym poziomie rozgrywkowym, że zwolnią zawodnika na miarę naszych potrzeb. Jest to prawie nierealne. Tylko względy losowe, życiowe mogę stać u źródeł takich decyzji. Na pewno nie będziemy zarzucali daleko sieci. Nasza oferta będzie adresowana do bardzo wyselekcjonowane grupy zawodników, których mieliśmy okazje sprawdzić jak funkcjonują w dotychczasowym środowisku. Duże potrzeby rodzi grupa „młodzieżowców”, bowiem regulamin rozgrywek wymusza grę dwóch zawodników młodzieżowych. Forma „młodego” faluje i trudno oczekiwać, że dobra dyspozycja będzie powielana z meczu na mecz. Wymusza to na nas sięgnięcie po szerszą grupę zawodników, którzy muszą ze sobą konkurować na różnych pozycjach. W tej grupie należy upatrywać najwięcej ruchów kadrowych. Dołączamy najzdolniejszych wychowanków do kadry pierwszej drużyny, w celu przygotowywania ich do gry w przyszłości. Oni muszą opanować warsztat taktyczny, niezbędny do funkcjonowania w drużynie seniorów na III-ligowym poziomie. Ponadto młodzi zawodnicy mają w swoich grupach wiekowych określone cele sportowe, mające zapewnić awans do wyższej ligi, zapewniającej możliwość konkurencji z lepszymi przeciwnikami, a tym samym lepiej przygotować się do zawodu piłkarza.
Stefan Leśniowski










