- W planach miałam Puchar Polski w Boguszowie Gorcach. Słyszałam same pozytywy o trasie i miałam ochotę tam pojechać, jednak zatrzymały mnie w domu pewne sprawy. Alternatywą był rozgrywany niedaleko Puchar Słowacji. Wprawdzie pogoda nie zachęcała do ścigania – zdecydowanie wolałabym iść na grzyby. Dobrze, że XCO nie jest tak długie jak maraton, więc nie miałam czasu zmarznąć na trasie. Na Słowacji zawsze czekają na nas stare dobre trasy XCO, które bardzo lubię. Największym jednak plusem było to, że powrót do domu zajął mi tylko półtorej godziny! Organizm wszedł na najwyższe obroty, pościągałam się i domu – powiedziała Katarzyna Solus Miśkowicz.
Materiał prasowy










