- To był twój najlepszy sezon w Wierchach?
- Można powiedzieć, że był dla mnie bardzo udany. Starałem się trzymać dobrą, równą formę, by pomagać drużynie. Ciężko trenowałem i wkładałem w to całe serce. Nie ukrywam, że do tego przyczyniła się dobra praca z trenerami, którzy mnie motywowali i ciężko ze mną pracowali. To są ojcowie sukcesu. Jestem skromnym człowiekiem, ale dzisiaj, po lidze, mogę powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwy. Praca nie poszła na marne i moja dyspozycja w jakiś sposób pomagała drużynie.
- Jak trafiłeś do Wierchów? Kto cię ściągnął?
- Moja przygoda z Wierchami zaczęła się w marcu 2011 roku. Prezes Jan Świder z Janem Kowalczykiem przyjechali do znajomego na mecz do Olszówki. Wtedy stałem w bramce drużyny Ostra Olszówka Raba Niżna. Po meczu prezes wstępnie zapytał co powiedziałbym na spróbowanie swoich sił w Rabce Zdroju. Wtedy miałem 21 lat. Pomyślałam wyższa liga, a więc otwiera się przede mną szansa na podniesienie umiejętności. Na rozwój. Umówiliśmy się na szczegółową rozmowę po sezonie. Tak też się stało. Klub z Olszówki z wielkimi oporami, ale zgodził się na moje przejście do klubu z uzdrowiska.
- Gdzie uczyłeś się i pod czyim okiem piłkarskiego abecadła?
- Przygoda z futbolem zaczęła się w Turbaczu Mszana Dolna. Rodzice mnie zapisali, bo po sianokosach czy żniwach zamiast odpoczywać brałem piłkę i ruszałem w pola z dwoma patykami, które służyły za słupki bramki. Z bratem i kolegą urządzaliśmy sobie towarzyskie gierki. Rodzice zapewne pomyśleli: „niech rozwija się w klubie”. W Turbaczu trafiłem pod skrzydła wspaniałego trenera Piotra Kurka. Nie znam lepszego fachowca od bramkarzy w moim terenie. Człowiek, który sprawił, że stałem się pewniejszy w tym fachu. Można powiedzieć, że poukładał mnie od A do Z. Jestem mu niezmiernie wdzięczny. Po każdym meczu staram się pisać do trenera. Cały czas śledzi moje poczynania i zawsze mi mówi: „ nie ważne, w której klasie rozgrywkowej grasz, to jestem z ciebie dumny”. Słowa bezcenne i ważne dla mnie. Nie może też zabraknąć osoby bardzo ważnej w moim życiu, której nie ma już z nami. Jan Sroka. Wspaniały człowiek, trener, przyjaciel i drugi tata. Widział we mnie dobrego bramkarza, mówił „to jest twoja pozycja”. Jestem wrażliwym facetem. Załamywałem się dość szybko po błędach, zawalonych bramkach, niepewnych wyjściach, a trener Sroka miał niesamowite podejście do zawodników. Bez względu w jakim klubie pracował zabierał mnie na sparingi i ufał mi wystawiając mnie w pierwszym składzie. A przecież miał bramkarzy w zespole. Gdy chciałem zrezygnować z gry przyjechał do mnie i powiedział: ”Pakuj się Tomek, zostałem trenerem Ostrej. Będziesz moim bramkarzem”. Dzięki niemu umiem co umiem i jestem gdzie jestem. Nie ukrywam, że odczuwam jego brak, ale wiem, że zawsze ze mną jest na treningu i meczu.
- Z którym szkoleniowcem najlepiej ci się współpracowało?
- Z Ryszardem Darlewskim i Piotrem Banią. Darlewski to charyzmatyczny, stanowczy i poukładany trener, o dużej wiedzy i podzielnej uwadze. Trafił do drużyny kiedy ja wylądowałem na wypożyczeniu w Toporze Tenczyn, gdzie miałem kryzys formy. Szukałem odbudowania się. Dostałem szansę od trenera Darlewskiego i myślę, że ją wykorzystałem. Poświęcał mi mnóstwo czasu na doszkalanie technik bramkarskich. Po jego treningach prawie schodziło się na kolanach. Za jego „panowania” w trzynastu spotkaniach tylko sześć razy skapitulowałem. To nie dowód na to, że jestem świetnym bramkarzem, ale świadczy o dobrej drużynie. Piotr Bania wpuścił taki luz do szatni, że chłopaki zaczęli trenować, walczyć na boisku jeden za drugiego. Dzięki niemu stałem się pewniejszy, odważniejszy i taki żywy na boisku. Coś co spowodowało, że pomagałem drużynie, a nie szkodziłem. Doświadczeniem nadał charakter drużynie, która otarła się o awans do piątej ligi. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że długo pracowałem z najlepszymi fachowcami.

- Uważasz, że jesteś idealnym bramkarzem?
- Nie, nie jestem. Tomek Potaczek kocha to co robi. Zwinność, szybkość, dobry refleks, intuicja, skoczność, moc w nogach - to zalety, o których mówią mi trenerzy. Muszę pracować nad poprawą gry na przedpolu oraz grą nogami. Żaden trener dotychczas nie zdołał mi tego wpoić. Na szczęście szybkością, zwinnością, refleksem i dobrym czytaniem gry nadrabiam mankamenty. Ciężko pracuję, by chociaż w niewielkim stopniu je wyrugować. Mój konik to rzuty karne oraz sytuacje jeden na jeden i chyba szczęście do wyciągania, jak to się mówi, sytuacji nie z tej ziemi (śmiech).
- Twój bramkarski idol?
- Jest kilku golkiperów, na których się wzorowałem. Numer jeden to Jerzy Dudek. Facet, który pokazał charakter w Stambule w 2005 roku. Tytan pracy, świetny refleks. „Dwójka” to Buffon, legenda wśród bramkarzy. Nie ma wad. Ma wszystko co powinien mieć dobry, pewny bramkarz. Na tych dwóch próbowałem się wzorować. Zaczęło się od zbierania koszulek z ich nazwiskiem, a potem oglądało się mecze. Podglądałem jak się zachowują w trakcie treningów, spotkań. Starałem się kopiować ich zachowania.
- Który piłkarz zalazł ci za skórę?
- Pewnie jest taki, ale nie potrafię sobie tak na szybko przypomnieć.

- W którym momencie zaprzepaściliście szansę na pierwsze miejsce?
- Nie ukrywam, że czujemy niedosyt. Drugi raz mamy pecha i zajmujemy drugie miejsce. Pewnie będąc na miejscu kibiców sam byłbym rozczarowany. Apeluję jednak do kibiców „ z drużyną trzeba być na dobre i złe”.
- Co trzeba udoskonalić, by Wierchy spełniły marzenia kibiców?
- Z meczu na mecz grać coraz lepiej (śmiech).
- Zostajesz w Wierchach na kolejny sezon?
- Mam oferty, dużo ofert z innych klubów. Nie sadziłem, że sprawa nabierze tempa. Nie podjąłem jeszcze decyzji. Czas pokaże. Pewne sprawy muszę na spokojnie przemyśleć, ale mogę zdradzić, że marzy mi się z Wierchami awans do piątej ligi. Zobaczymy.
- Podhalańska klasa A z roku na rok jest….
- Jeśli chodzi o poziom, myślę, że jest dobry. Wyrównane są zespoły. Każdy z każdym może wygrać. Na pewno sytuacje, gdy drużyny schodzą z boiska lub nie przyjeżdżają na mecz wpływają na obniżenie poziomu i wizerunek ligi. Nie chcę nikogo obrażać, ale denerwuje mnie fakt, że jedziemy na mecz, a drużyna nie wychodzi na boisko. To bardziej wycieczka niż ligowe boje o punkty. Może kiedyś to się zmieni.
- Po meczu woda mineralna czy piwko?
- Przy grillu piwko, jedno góra dwa jest wskazane.

Tomasz Potaczek
Urodzony 14 lipca 1989 w Limanowej.
Wzrost/waga: 187 cm/84 kg
Miejsce zamieszkania: Mszana Dolna.
Stan cywilny: Kawaler.
Kluby: Turbacz Mszana Dolna (2001-06), Orkan Niedźwiedź (06/07), Ostra Olszówka Raba Niżna (07-11), Topór Tenczyn (13 styczeń – 14 wypożyczenie), Wierchy Rabka (11-17)
Hobby: piłka nożna, sport, muzyka, filmy, dobra literatura.
Stefan Leśniowski










