Mózg drużyny na boisku i na trenerskiej ławce został wybrany w plebiscycie Sportowego Podhala najlepszym trenerem minionego sezonu. Dodajmy zasłużenie. Prowadzona przez niego drużyna osiągnęła najlepszy w historii wynik.
- Ochłonął już pan po pucharowych emocjach?
- Jakoś dziwnie byłem spokojny o końcowy wynik, nawet w trakcie rzutów karnych. Troszkę byłem zły, bo na własne życzenie narobiliśmy sobie problemów w końcówce. Tłumaczę to wąską kadrą, brakiem zmienników.
- Co pan zrobił, że Watra osiągnęła najlepszy rezultat w historii?
- Pewnie byłby jeszcze lepszy, gdybyśmy wygrali ostatni mecz. Niestety Kuba Maciasz wyjechał z kraju, a Sebastian Gąsiorek doznał urazu na początku meczu. Graliśmy bez dwóch podstawowych stoperów, którzy mieli ogromny wkład w nasze sukcesy. Doskonale grali w defensywie i byli skuteczni w ofensywie ze stałych fragmentów gry. Ten zespół miał swój styl. Wiosną twierdza w Białce padła tylko raz z Barciczanką.
- Łatwo nie było, bo nie miał pan w sezonie żadnego pola manewru. Nie mógł pan żonglować składem.
- Nie było łatwo, ale z drugiej strony wolę mieć 12-13 zadowolonych piłkarzy niż olbrzymi skład, a w nim wielu malkontentów niezadowolonych, że nie zawsze grają. To był też klucz do sukcesu, bo ta grupa piłkarzy sama się wyklarowała w trakcie rozgrywek. Niektórzy zawodnicy nie radzili sobie z presją czy z rywalizacją w zespole i nas opuścili w trakcie sezonu. Pozostali z innych względów zrezygnowali. Dopisywało nam szczęście, bo omijały nas kontuzje i kartki. Ten zespół tworzył monolit i wyniki są tylko tego odzwierciedleniem.
- Co panu najbardziej przeszkadzało w pracy?
- Na nic nie mogę się skarżyć. Każdemu trenerowi życzyłbym, żeby trafił do pracy w Białce. Klub ma jednego działacza, który potrafi wszystko ogarnąć, z którym bardzo szybko idzie się dogadać. To samo z grupą ludzie, która gra. Każdy trener nie miałby problemu, żeby mieć z nimi dobry kontakt.
- Twierdzi pan, że współpraca z prezesem Andrzejem Rabiańskim jest idealna?
- To jest bardzo niedoceniany działacz na Podhalu. Niektóre kluby dysponują lub dysponowały większym budżetem, a dzisiaj ich nie ma na piłkarskiej mapie. Prezes prowadzi bardzo rozsądną politykę. Stawia na jakość szkolenia, nie zatrudnia trenerów bez licencji i bez doświadczenia. Przede mną pracował tutaj szkoleniowiec z Wielkopolski Janusz Niedźwiedź. Ja też mam za sobą przeszłość trenerską i piłkarską. Najważniejszy w tym wszystkim jest rozsądny dobór materiału, który występuje na boisku.
- Zostaje pan w Białce?
- Aktualnie nie mam żadnych propozycji. Zostaję. Jestem zżyty z tym środowiskiem. Białkę traktuję już jak swój drugi dom. Ostatnio kolega trener Piasta Tuczempy, czwarto ligowca z Podkarpacia, przebywał w Białce i był zaskoczony, że wszyscy mnie tu znają. „Jesteś tak popularny jak ksiądz” – odrzekł. Z każdym się znam, z każdym porozmawiam. Czuję się w Białce naprawdę dobrze.
- Sukces zapewne uczciliście góralską tradycją?
- Oczywiście. Było co uczcić i świętować. Zbiegły się dwa dobre wyniki, w lidze i zwycięstwo w finale Pucharu Podhala, po emocjonującym meczu. Ludzie niezwiązani z regionem wypowiadali się, że gdyby do przerwy było 4:0, to opuściliby stadion, a tak do końca były emocje, głównie dzięki naszej nieskuteczności i doskonałej postawie młodego bramkarza Styrczuli z Zakopanego.
- Prezes Andrzej Rabiański twierdzi, że małymi kroczkami klub będzie się piął w górę. Jak wysoko Watra zajdzie za rok?
- Trudno przewidzieć. Potrzebna jest nam lepsza baza treningowa. Na razie wiedziemy cygański żywot. Zimą trenujemy w hali w Gronkowie i korzystamy ze sztucznej nawierzchni w Nowym Targu. Mam nadzieję, że niebawem to się zmieni. Powstaje piękna hala, przy naszym stadionie będzie orlik i pełnowymiarowe boisko treningowe. Powstanie baza, to będą podstawy do tego, żeby szkolić więcej swojej młodzieży. Będzie również magnesem dla zawodników, ewentualnych kandydatów do gry w Białce.
- Trzecia liga to jeszcze za wysokie progi?
- Na obecną chwilę nie bylibyśmy w stanie rywalizować z zespołami trzecioligowymi, aczkolwiek na poziomie czwartej ligi jesteśmy w stanie ograć każdego. Ogrywamy u siebie piłkarzy NKP. Gdybyśmy teraz rozegrali dziesięć spotkań w trzeciej lidze, to pewnie dwa wygralibyśmy, trafiając na słabszy dzień rywala.
- Jak pan oceni umiejętności piłkarskie górali i ich charakter? Czy przypadkiem nie nadużywa się stwierdzenia „góralski charakter”?
- Góralski charakter tłumaczę sobie agresją w grze. Wynika z mniejszych umiejętności technicznych. Piłkarze nadrabiają braki ambicją, wolą walki, czasami brutalnymi zagraniami. Wystarczy iskierka, żeby na boisku zaiskrzyło między zawodnikami i doszło na boisku do przepychanek. Z Zakopanem nie był mecz brutalny, mimo iż wszyscy wyrokowali, że te dwa zespoły nie pałają do siebie miłością. Nie było brutalnych wejść w trakcie meczu. Dopiero w końcówce wyzwoliły się jakieś niepotrzebnie złe emocje. Uważam, że każdy zespół, poza umiejętnościami techniczno – taktycznymi, powinien mieć charakter, jeśli chce zaistnieć.
- Zapewne w szatni i na boisku pana piłkarze rzucą jakieś wyrazy gwarą. Rozumie pan coś z tego co mówią?
- Najwięcej góralskiej gwary nadużywa Rafał Kuchta i Rafał Kostrzewa. Częściej z gwarą stykam się w grupie młodzika, którą prowadzę dodatkowo w Watrze. Tam dzieciaki pozwalają sobie na góralskie rozmowy. Czasami mam problem z rozszyfrowaniem niektórych słów, ale domyślam się o co chodzi. W sumie to fajne. Podoba mi się, że nawet młodzi chłopcy nie wstydzą się swojej mowy i w jakimś stopniu kultywują tradycje.
- Jak przyjęto pana w górach?
- Nie mogą narzekać. Trafiłem na życzliwych i przesympatycznych ludzi. Nie jestem konfliktowym człowiekiem i mam mnóstwo znajomych na Podhalu. Myślę, że swoją pracą w jakimś sensie odwdzięczam się temu środowisku.
- Plan przygotowań do sezonu jest już opracowany?
- Tak. Zaczynamy zajęcia 11 lipca. W pierwszym tygodniu treningi prowadzić będzie Sebastian Gąsiorek, bo ja w dniach od 9 do 15 lipca przebywać będę z młodzikami na obozie szkoleniowym. 15 lipca zagramy pierwszy sparing z IV- ligowym zespołem Błękitni Ropczyce. Na obecną chwilę mamy zaplanowane trzy spotkania kontrolne, szukamy sparingpartnerów na 22 lipca i 7 sierpnia.
Stefan Leśniowski










