Jeśli ktoś myślał, że Raba, grająca w lidze okręgowej, padnie na kolana przed zespołem występującym dwie klasy wyżej, ten srodze się zawiódł. Nie była to czysta formalność. Podhale atakowało, stwarzało sytuacje, ale w futbolu nie okazje się liczą, ale to co wpadnie do „sieci”. Tymczasem na pierwsze trafienie przyszło nam czekać do 35 minuty. Wtedy akcję zapoczątkował Basta podaniem do Potońca, ten dośrodkował piłka przeszła po głowach obrońców, z których jeden wybił piłkę wprost pod nogi Świerzbińskiego. Ten z prezentu zrobił właściwy użytek. Więcej goli w pierwszych trzech kwadransach już nie było, mimo iż nowotarżanie od pierwszego gwizdka sędziego z wielką siłą nacierali na bramkę przeciwnika.

Bardzo aktywny w pierwszych minutach był Świerzbiński, który popróbował zaskoczyć golkipera z Dobczyc. Dwukrotnie niewiele się pomylił. Raba schowana była z podwójną gardą. Górale próbowali strzałów z dalszej odległości, a jeśli już przebili się przez szczelne zasieki, to nie potrafili tego wykorzystać. Albo nie zamknęli akcji, albo Jaworski nie dosięgnął piłki na 5 metrze, bądź P. Piwowarczyk i Silczuk trafiali w nogi bramkarza, a Potoniec uderzył minimalnie obok słupka. Raba dopiero w 16 minucie „zameldowała” się przed polem karnym Podhala. Po odegraniu futbolówki przez D. Piwowarczyka Ptak uderzył wysoko nad bramką. W 23 min. niebezpieczeństwo pod nowotarską świątynią zażegnał Silczuk. To były dwa ostrzegawcze sygnały dla trzecioligowca, żeby być czujnym i przede wszystkim nie tracić piłek w środkowej strefie.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Górale nadal mieli źle nastawione celowniki. W 60 minucie uderzał Potoniec i piłka po rękach bramkarza wtoczyła się do bramki. Odpowiedź przeciwnika była błyskawiczna. Nie upłynęło 60 sekund, a po wrzutce Idzi głową przelobował Gorzelańskiego. Piłka wpadła w długi róg. Wszyscy stanęli, bo byli przekonani, że jest spalony. Tymczasem arbiter wskazał na środek boiska. Raba poczuła krew i dążyła do wyrównania. Było groźnie pod bramką Gorzelańskiego, ale ten dwukrotnie wyszedł z opresji obronną ręką. W odpowiedzi kapitalną robinsonadą popisał się Ruman po strzale Nawrota.
- Do 60 minuty kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na murawie – mówi trener Grzegorz Hajnos. – Raba się broniła, my graliśmy piłką. Gdy przeciwnik zdobył gola, losy się odwróciły. Uwierzyła, że może coś ugrać. Przeprowadziła kilka groźnych akcji. Zwycięzców się nie sadzi. Wszystkim piłkarzom gratuluję, tym co grali, tym co byli na ławce i na trybunach. To pierwsze takie osiągnięcie zespołu z Podhala. Najmocniej na ten sukces zapracowali piłkarze, ale także sztab szkoleniowy w osobach Żołędzia, który wygrał Puchar Podhala, Dariusza Sieklińskiego, Pawła Zwolińskiego i Farona. Podziękowanie należą się kierownikowi drużyny Marczykowi, trenerowi odnowy Galickiemu i masażyście Pustówce.
NKP Podhale Nowy Targ – Raba Dobczyce 2:1 (1:0)
1:0 Świerzbiński 35
2:0 Potoniec 60
2:1 Idzi 61 głową

NKP Podhale: Gorzelański – Basta, Mikołajczyk, Zając, Silczuk (52 Drobnak), Jaworski (89 Kobylarczyk), Ligienza, Świerzbiński, Potoniec, Czubin (78 D. Duda), P. Piwowarczyk (55 Nawrot).
Raba: Ruman – Zborowski, Grudzień, Budyn, Ł. Ziemianin (87 Brytan), Kubacki (77 H. Duda), D. Piwowarczyk, M. Ziemianin (58 Idzi), Ptak, Sz. Hyży, Dudek.
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Arkadiusz Marczyk










