Jego drużyna, która zwyciężyła w małopolskim finale Pucharu Polski w futsalu, w 1/16 finału na szczeblu centralnym trafiła na rywala z najwyższej półki. Akademicy z Katowic występują w ekstraklasie futsalu. Aktualnie zajmują, po 15 kolejkach, ósme miejsce z dorobkiem 20 punktów, a w swoich szeregach mieli reprezentacyjnego bramkarza Krzyśka. Ten w drugiej połowie stanął między słupkami i już w pierwszej swojej ofensywnej akcji zdobył gola, który był ozdobą meczu. Często rozgrywał piłkę na połowie rywala, a tym razem zapragnął sam zakończyć akację. Piłka po jego uderzeniu wylądowała w okienku.
Od pierwszych minut widać było sporą różnicę między zawodowcami a amatorami - w operowaniu piłką, rozgrywaniu jej na małej przestrzeni. Katowiczanie grali na pełnym luzie, imponowała wymienność pozycji, cały czas gra w ruchu i niesamowita dokładność podań. W całym meczu może dwa, trzy podania nie znalazły adresata i z tego szaflarzanie wyprowadzili kontrataki. A trzeba dodać, że najmocniejsza czwórka akademików nie wystąpiła w meczu.
– Dostała wolne – wyjaśnia trener Paweł Machura. – Pobiega sobie w terenie. Przyjechali zawodnicy, którzy powinni się ogrywać. Mam dwunastkę graczy, którzy są na tym samym poziomie.
Szaflarzanie rozpoczęli spotkanie ciut wystraszeni i już w 2 minucie stracili gola. Trzy pierwsze bramki była aktorstwa gracza o wielkim piłkarskim nazwisku – Kmiecik. Pierwszego gola zdobył z dystansu, drugiego z dobitki (piłka po strzale Haasa odbiła się od słupka), a przy trzeciej zmienił lot piłki po uderzeniu Krzywki. Gospodarze przy stanie 0:1 mieli dwie dogodne sytuacje z kontrataku. W 9 minucie strzał Lacha nogami obronił Bednarczyk, a chwilę później piłka po wolnym Kamińskiego minimalnie minęła słupek.
Od 12 minuty mieliśmy festiwal goli w wykonaniu akademików. W końcówce pierwszej połowy dwukrotnej Zagata zmniejszył prowadzenie gości. Najpierw w pojedynku sam na sam założył siatkę golkiperowi, a później wykończył składną akcję całego zespołu (pięć podań!).
W drugiej połowie goście szybko zdobyli dwa gole i… w kolejnych minutach grali na luzie. Teper wykorzystał dalekie wyjście bramkarza i umieścił piłkę w pustej bramce. Trener akademików zachęcał chłopaków, by jeszcze pobiegali. Dotarła do nich prośba i w końcowych minutach meczu dorzucili kolejne bramki.

- Z wysokości trybun mogło się wydawać, że było łatwo, lekko i przyjemnie – mówi trener gości Paweł Machura. - Trzeba było wybiegać ten mecz. Widać po chłopakach, że zostawili trochę zdrowia na boisku. W niektórych momentach głowa była rozluźniona, ale wiedzieliśmy, że przyjechaliśmy tutaj po wygraną. Rozmiary zwycięstwa nie były ważne. Momentami chłopcy grali na luzie. Przećwiczyliśmy parę elementów. Cieszy zwycięstwo i awans. Ligę i puchar traktujemy na równi. Zawsze chcemy wygrywać i takie wartości wpajam moim graczom. Rywal to totalni amatorzy, ale zostawili serce, dużo biegali i walczyli. Z takimi zespołami zazwyczaj trudno się gra. Trzeba mieć niemałe umiejętności, żeby pokonać taki zespół.

- Wstydu nie było – twierdzi Przemysław Zagata, strzelec dwóch goli dla gospodarzy. - Przeciwnik pokazał nam kawałek dobrego futsalu. Początek meczu był nerwowy w naszym wykonaniu, ale potem mieliśmy swoje okazje z kontrataków. Spokojnie mógł być wynik korzystniejszy. Katowiczanie byli świetni w ataku pozycyjnym, z którego zdobyli większość bramek. My wszystkie zdobyliśmy z kontry. To była dla nas niezła lekcja i super doświadczenie.
Viva Spajki Szaflary - AZS UŚ Katowice 3:9 (2:5)
0:1 Kmiecik (1:59)
0:2 Kmiecik (11:24)
0:3 Kmiecik (13:48)
0:4 Haase (14:37)
0:5 Minkus (16:34)
1:5 Zagata (17:48)
2:5 Zagata (18:36)
2:6 Krzyśka (21:55)
2:7 Dura (23:58)
3:7 Teper (29:06)
3:8 Krzywka (36:44)
3:9 Cygnarowicz (37:29)
Viva Spajki: Bujak (Żuk) – Grzęda, Lach, Kudzia, Basisty, Olendzki, Wróbel, Szczerba, Zagata, Kamiński, Kikla, Teper.
AZS UŚ: Bednarczyk (Krzyśka) – Kmiecik, Krzywka, Cygnarowski, Haase, Jasiński, Dura, Minkus, Dudzik.
Stefan Leśniowski
Zdjęcia szp










