Watra Białka Tatrzańska plasuje się na trzecim miejscu i traci 5 punktów do mistrza jesieni Barciczanki. Gdyby piłkarze spod Kotelnicy lepiej spisywali się na wyjazdach, to być może pozycja byłaby wyższa i spory apetyt na grę wyżej. Chociaż i teraz strata pięciu punktów jest do odrobienia.
- No właśnie. Watra świetnie sobie radziła na własnym boisku – mówi nasz ekspert. - Zgromadziła 22 „oczka” w ośmiu potyczkach. Straciła tylko dwa punkty z Bocheńskim. Niestety na boiskach przeciwnika już tak dobrze sobie nie radziła. Wzbogaciła swój dorobek punktowy tylko o osiem „oczek” w siedmiu spotkaniach. A więc średnio zdobywała 1,1 pkt. na mecz. To nie jest rewelacyjny wynik i trzeba nad tym popracować, by wiosną było lepiej. Najlepszy okres gry Watry był między 31 a 45 minutą. W tym kwadransie zdobyła osiem goli i straciła tylko dwa. Najgorszy kwadrans miała między 16 a 30 min. (2:2). Stać ten zespół na więcej, bo ma bardzo dobry – jak na tę klasę rozgrywką – skład. Watra przed sezonem poczyniła kilka dobrych transferów sprowadzając trzech zawodników z NKP – Sebastiana Gąsiorka, Rafała Mroszczaka i Grzegorza Misurę. Powrócił z Łęgów wychowanek Rafał Kostrzewa i z Szaflar Dariusz Bujak. Wszystkie transfery wypaliły. Świetną jesień miał Gąsiorek, który zdobył pięć goli. Wynik imponujący, zważywszy, że gra na środku obrony. Udowodnił, że chwilowa gorsza forma w zeszłym sezonu była wypadkiem przy pracy. W minionej rundzie dał sygnał trenerem NKP, że dżemie w nim spory potencjał. Tomasz Kołbon – to kolejny udany transfer, wykonawca stałych fragmentów gry. Nie należy także zapomnieć o Krystianie Majerczyku, który strzeże bramki białczan. Stał między słupkami w 15 meczach i przepuścił do siatki 14 piłek. Siedem spotkań kończył na „zero”!
Drugim naszym zespołem na tym szczeblu rozgrywkowym jest Lubań Maniowy. Plasuje się na piątej pozycji z dorobkiem 25 punktów, traci do Watry pięć „oczek”.
- Lubań również u siebie jest mocny, ma jednak mniejszą siłę rażenia na wyjazdach – analizuje Wiesław Klag. - U siebie super - 19 punktów w ośmiu meczach, na wyjeździe sześć „oczek” w siedmiu potyczkach. Najlepszy okres gry to między 76 a 90 minutą, wygrany 9:3. Największy przestój tuż po przerwie z bilansem 4:6. Na meczach Lubania padło najwięcej bramek w lidze. Średnia 3,8 gola na mecz. Kibice nie mogli się nudzić. Maniowianie od kliku lat nie przeprowadzają spektakularnych transferów. Bazują na własnych graczach lub z Podhala. Sebastian Basisty to taka perełka w zespole, najlepszy strzelec ligi z dorobkiem 12 bramek. Nie wiem czy maniowianie zdołają go zatrzymać na wiosnę. Zapewne już kręcą się koło niego menadżerowi klubów z wyższych lig. Podsumowując, obie nasze drużyny muszą poprawić bilans na wyjazdach. Gdyby brać pod uwagę tylko mecze u siebie, to Watra byłaby liderem, a Lubań plasowałby się na drugiej pozycji.
W okręgówce Podhale miało czterech przedstawicieli. Najlepszą jesień miała Jarmuta Szczawnica, która z dorobkiem 28 punktów plasuje się na czwartej pozycji i sześć „oczek” traci do lidera Kolejarza Stróże. Na siódmej pozycji przezimują piłkarze z Szaflar, z dorobkiem 23 punktów. Futboliści spod Giewontu są na dziesiątym miejscu. Jesienią wygrali tylko cztery mecze, tyle samo co trzynasty Orkan Raba Wyżna. Najsłabiej wiedzie się beniaminkowi z Orawy, który wygrał zaledwie dwa spotkania i zajmuje przedostanie miejsce w lidze.
- Jeśli z naszych drużyn występujących w czwartej lidze można być dumnym, tak z grających w okręgówce już nie – twierdzi Wiesław Klag. - Tylko Jarmuta gra przyzwoicie, nie zawala spotkań i – co ciekawe – lepiej sobie radzi na wyjazdach niż przed własną publicznością. Z boisk przeciwników przywiozła 18 punktów, a na własnym boisku wywalczył tylko 10. W zespole tym jest kilku ciekawych piłkarzy. Jednym z nich jest Jacek Pietrzak, znany z występów w NKP. Zawsze groźny pod bramką rywala. Nie tylko inicjuje akcje, dogrywa partnerom, ale także sam jest egzekutorem. Dziewięć razy pokonywał bramkarzy przeciwników. W defensywie błyszczy Dawid Piszczek, który w letnim okienku transferowym przyszedł z Watry. Nie tylko świetny w destrukcji, ale także potrafiący włączać się do akcji ofensywnych. Reżyserem gry był grający w środku Kamil Kuziel, który 10 razy wpisywał się na listę strzelców. Spadkowicze z czwartej ligi - Szaflary i Zakopane - nie mogą się odbudować. Spodziewałem się, że dadzą coś więcej z „wątroby”. Że po chwilowej zadyszce, po spadku, odbudują się i włączą się do walki o powrót w IV -ligowe progi. Niestety realia są inne. Plasują się w środku tabeli. Brak też graczy, którzy zapisaliby się w pamięci kibica. Prawdziwych łowców goli czy też playmekerów. Zawiódł na całej linii Orkan Raba Wyżna. Przed rokiem drużyna walcząca o czołowe miejsca w lidze. W zespole nie doszło do wielkich roszad, więc kibice tej drużyny mieli prawo oczekiwać kontynuacji, dobrych występów piłkarzy. Tymczasem trzynaście punktów na koncie, w tym tylko siedem u siebie, to dorobek, który nikogo nie rzuca na kolana. Orawa Jabłonka jest przykładem jaka wielka jest różnica między klasą A a okregówką. Beniaminek nie dokonał żadnych wzmocnień przed sezonem i trudno było się spodziewać jakiejś zaskakującej metamorfozy. Trudno było się spodziewać czego więcej po takim kadrowo zespole. Niedojechanie na mecz z Kolejarzem Stróże było kulminacją po czterech porażkach. Potem wygrali z Ujanowicami 2:0 i od tego meczu sytuacja ciut zaczęła się poprawiać, ale nie na tyle, by wydostać się ze strefy spadkowej.
Wysłuchał Stefan Leśniowski










