Z najnowszej historii wszyscy pamiętamy wyskoki Marco Materazziego (słynna „sprzeczka” z Zinedinem Zidanem) czy sprawiającego ogromne problemy wychowawcze Marco Balotelliego. Niewyparzone języki, imprezy czy awantury boiskowe – to wszystko można wybaczyć najlepszym w swojej dziedzinie, o ile robią wiele dobrego dla klubu. Ale co jeśli w pyskówkę wdaje się agent zawodnika?
Porządki w Manchesterze
Wszyscy wiedzieli, że kiedy do Manchesteru City przyjdzie trener Pep Guardiola, to można spodziewać się co najmniej małego trzęsienia ziemi. Hiszpan jest bardzo elokwentny, świetnie potrafi argumentować swoje decyzje, co nie zmienia jednak faktu, że w sposób bezwzględny potrafi „czyścić” szatnię, o ile ktoś nie przystaje sportowo lub charakterologicznie do jego koncepcji futbolu. Nawet sam wielki Zlatan Ibrahimović nie potrafił sobie poradzić w Barcelonie Guardioli, który do dziś nie jest fanem grania z wysokim napastnikiem. W Manchesterze City Pep również rozpoczął od mocnego uderzenia pozbywając się już na wstępie ikony tego klubu, bramkarza Joe Harta, na co kibice zareagowali zdziwieniem zmieszanym ze wściekłością. Prawdziwa bomba miała jednak dopiero nadejść…
„Guardiola myśli, że jest królem”
Prawdziwy sprawdzian charakteru Hiszpana miał miejsce dopiero w momencie, gdy podjął decyzję, by grającego od kilku lat dla Manchesteru City Yaya Toure, nie włączać do kadry na Ligę Mistrzów. Nikt nie spodziewał się takiego ruchu, tym bardziej, że Iworyjczyk był w poprzednich latach jedną z gwiazd klubu, czego dowodem jest jego kontrakt opiewający na kwotę 220 tys. funtów tygodniowo. Na taki ruch zareagował agent piłkarza, Rosjanin Dimitri Seluk, który stwierdził, że taka decyzja jest upokorzeniem dla jego piłkarza i jeśli Guardiola nie wygra Ligi Mistrzów to powinien mieć „jaja” i przyznać się do błędu. Na reakcję spokojnego i dżentelmeńskiego Hiszpana nie trzeba było długo czekać – stwierdził, że decyzja o odsunięciu od składu Toure nie przyszła mu łatwo, ale tego typu wypowiedzi są nieakceptowane i dopóki Seluk za nie nie przeprosi, to Yaya nie ma co liczyć na grę w Manchesterze City.
Guardiola dotrzymał słowa. Toure nie powąchał boiska od czasu tej utarczki słownej. Sytuacji na pewno nie łagodzą kolejne słowa jego agenta, który stwierdził, że Guardiola uważa się za króla, któremu wszystko wolno, ale mieszkają w wolnym kraju, dlatego może mówić co mu się podoba, a po wypełnieniu kontraktu (lato 2017) jego podopieczny na pewno nie będzie narzekał na brak ofert z czołowych lig europejskich.
Sprawa ta jest kolejną próbą sił w środowisku piłkarskim. Nie od dziś mówi się, że agenci mają coraz większy wpływ na funkcjonowanie klubów, w których grają ich klienci, a pewność siebie Seluka tylko zdaje się to zdanie potwierdzać. Jedynym pozytywem w całym tym zamieszaniu wydaje się być fakt, że przynajmniej Toure nie uczestniczy w całej awanturze i jak na profesjonalistę przystało dalej ciężko trenuje.










