10.09.2016 | Czytano: 1832

V liga: Pierwsza wygrana Orawy

AKTUALIZACJA (relacja meczu Szaflar): Drużyna tegorocznego beniaminka nowosądeckiej okręgówki Orawa Jabłonka odniosła pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie V ligi. Niedosyt po zremisowanych dzisiejszych spotkaniach mają drużyny LKS Szaflary i KS Zakopane.

Orawa Jabłonka – AKJ Ujanowice 2:0 (1:0)
1:0 Stasiak 36,
2:0 Kasprzak 51.

Sędziował: Lenart.
Widzów 100.

Orawa: T. Zubrzycki (29 Andrasiak) – W. Zahora ŻK, Stokłosa, Smutek, Dworszczak, Brząkała, T. Zahora, Kasprzak, Stehura, Stasiak, Paczuski ŻK (90 Zembol).
Ujanowice: M. Gwiżdż – Firlej, S. Oleksy (58 M. Krzyżak), M. Augustyn, R. Gwiżdż (58 Orzeł), Pasionek, Kmicic, Stach (38 Przystał), R. Augustyn, D. Augustyn, R. Oleksy.

Drużyna tegorocznego beniaminka nowosądeckiej okręgówki Orawa Jabłonka odniosła pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie V ligi. Orawianie kilka lat temu grali już w tej klasie rozgrywkowej. Po kryzysie jaki dotknął klub przed dwoma tygodniami (między innymi Orawa oddała mecz walkowerem Kolejarzowi Stróże) działaczom i trenerowi Tomaszowi Zahorze udało się jakoś wszystko poukładać i nagrodą stało się pierwsze zwycięstwo. W pierwszych 20 minutach gra toczyła się w zasadzie w środku boiska a drużyny poświęciły uwagę na wzajemnym badaniu swoich możliwości. Po tym czasie dwie okazje mieli goście. W pierwszym przypadku strzał napastnika Ujanowic obronił Zubrzycki w drugiej sytuacji wprawdzie wygrał pojedynek sam na sam z R. Augustynem ale przy interwencji nabawił się kontuzji i musiał opuścić boisko. Między słupkami zastąpił go nominalny gracz pola Andrasiak i zupełnie nieoczekiwanie po tym zdarzeniu inicjatywę przejęli gospodarze. W 35 minucie w walce w środku pola piłkę wywalczył Brząkała i świetnie dograł w pole karne do Paczuskiego, którego jednakże strzał głową instynktownie obronił M. Gwiżdż. Minutę później gospodarze jednak objęli prowadzenie. Zagrywający piłkę z rzutu rożnego Kasprzak posłał futbolówkę na dalszy słupek a zamykający akcję Stasiak uderzając piłkę głową wpakował ją do przeciwległego rogu bramki. Goście mogli zrewanżować się błyskawicznie ale główka Pasionka z bliskiej odległości była niecelna. Na zakończenie tej odsłony spotkania szczęścia z dystansu próbował Kasprzak, jednak jego uderzenie wprawdzie z trudem ale jednak obronił golkiper Ujanowic. W 51 minucie Stasiak na pełnym biegu minął kilku rywali i dograł na 13 metr do wychodzącego na czystą pozycję Kasprzaka. Strzał tego drugiego w długi róg pod poprzeczkę był nie do obrony. Goście natychmiast rzucili się do odrabiania poważnej już straty. W 61 minucie wprowadzony Orzeł ograł dwu obrońców Orawy, ale minimalnie chybił uderzając piłkę z 16 metrów. W 65 minucie Smutek dopuścił się fauli na Kmicicu na początku swojego pola karnego i sędzia podyktował rzut karny. Wykonujący „jedenastkę” Przystał fatalnie spudłował i wynik się nie zmienił. Goście już zupełnie poluzowali szyki obronne stwarzając gospodarzom szanse na kontry. I pewnie gdyby zawodnicy Orawy zachowali trochę więcej „zimnej krwi” oraz byli bardziej precyzyjni strzelili by rywalom więcej goli, ale tak się nie stało.

- Cieszy nas oczywiście pierwsza wygrana w lidze, odniesiona dzięki rozsądnej grze i wykorzystaniu nadarzających się okazji przynajmniej w pierwszej części meczu. Inna sprawa, że w tym spotkaniu zagraliśmy prawie w optymalnym składzie na jaki nas obecnie stać. Mam nadzieję, że kryzys mamy za sobą a wygrana jeszcze mocniej podbuduje nasze morale - powiedział po meczu grający trener Orawy Tomasz Zahora.


KS Zakopane – Orzeł Wojnarowa 0:0

Sędziował: Jan Chlipała z Ochotnicy Dolnej.
Widzów 100.

Zakopane: Dziedzic – Bobak, Floryn ŻK, Szajna ŻK, Stopka, Staszel (72 K. Stalmach), Chrobak, Drabik, Król (80 K. Bartos), Pawlikowski (50 Kasperczyk ŻK), Ogiela (55 (Gubała).
Orzeł: Miłkowski – Chronowski, Grzyb, M. Mędoń, W. Medoń ŻK, Szczerba, Olszewski, Szczepanik, Krajewski, Krok, Fyda.

Mecz KS Zakopane z Orłem Wojnarowa rozpoczął się z 25 minutowym opóźnieniem ponieważ drużyna gości miała problemy z dotarciem na stadion przy ul. Orkana.

To spotkanie miało być rozegrane w niedzielę, ale na prośbę zakopiańczyków zostało przesunięte na sobotę na godziny przedpołudniowe. Jeden z piłkarzy KS Zakopane Kamil Nowobilski tego dnia wstępował bowiem w związek małżeński. Gościom na sobotnie spotkanie udało się zebrać „gołą jedenastkę”. Te wszystkie okoliczności wskazywały, że zdecydowanym faworytem są zakopiańczycy, ale przebieg spotkania wcale tego nie potwierdził. Goście grając prosty futbol raczej zasłużenie dowieźli bezbramkowy rezultat do ostatniego gwizdka sędziego. Pierwsze 10 minut spotkania przebiegał pod wyraźne dyktando gospodarzy. Zakopiańczycy atakowali non stop, tyle, że zdobywali co najwyżej auty, rzuty rożne i rzuty wolne ale nie bramki. Dopiero w 15 minucie uderzenie z dystansu Drabika sprawiło bramkarzowi Orła trochę kłopotów, jednak po odbiciu przez niego piłki nikt nie pospieszył z wykończeniem akcji. Tymczasem po jednym z pierwszych ataków gości Fyda ograł zakopiańskiego defensora i posłał piłkę obok bramkarza do siatki. Z linii bramkowej futbolówkę wybił Szajna. Dalej mecz toczył się w środku boiska. Wreszcie w 33 minucie gospodarze stworzyli sytuację bramkową. Dośrodkowanie Króla z końcowej linii boiska dotarło na 12 metr do Chrobaka, który uderzył na bramkę jednak piłka przeleciała nad poprzeczką. Z kolei w 38 minucie goście wykonywali rzut wolny z odległości 25 metrów i rozegrali go sprytnie na szczęście dla gospodarzy piłka minęła ich bramkę. Minutę później w znakomitej sytuacji znalazł się Ogiela, ale będąc na 7 metrze sam przed bramkarzem Orła strzelił właśnie w niego. Po zmianie stron goście przez dobre 7 minut nie wpuszczali miejscowych futbolistów na swoją połowę, ale też dużego zagrożenia dla Dziedzica nie stwarzali. W 52 minucie precyzyjna centra Króla z rzutu wolnego dotarła w pole bramowe do Szajny, jednak ten główkują uderzył futbolówkę nieczysto i ta przeszła obok bramki. Jeszcze w 78 minucie w polu karnym gości akcję dobrze rozegrali Gubała z Kasperczykiem jednak ten drugi w dobrej sytuacji zgubił futbolówkę tuż przed bramką. W końcówce spotkania goście konsekwentnie bronili remisu, a gospodarze nie mieli atutów aby rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść.

- Niestety nie mamy z przodu tej klasy gracza, który umiałby wykorzystać tworzone przez nas sytuacje. Oczywiście nasza młodzież a w przedniej formacji występowali juniorzy młodsi nawet stwarzają niezłe okazje bramkowe jednak w decydujących momentach podejmują niewłaściwe decyzje, nieprecyzyjnie dogrywają piłki i to jest dla wszystkich frustrujące, a to oczywiście nie pomaga w grze. Ambicji zaangażowania tych chłopakom nie sposób odmówić, ale to dopiero materiał na piłkarzy. Pracy z tym zespołem jest przed nami jeszcze co niemiara - powiedział po meczu trener KS Zakopane Dawid Bartos.


Szaflary – Zalesianka Zalesie 1:1 (1:1)
1:0 J. Gałdyn 19,
1:1 Augustyn 41

Sędziowała Ewa Szydło.
Widzów: 200

Szaflary: Zhuk – K. Gałdyn, Mularek (46 Strama), Kantor, Bierówka – P. Kamiński (74 Baboń), F. Kamiński, Hajnos ŻK, Gałdyn, Dudzik – Gogolak.
Zalesianka: Ryż – A. Ubik, Gancarczyk, Sukiennik, R. Ubik – K. Opoka, P. Opoka, Franczyk, Augustyn – Koszut, Piaskowy.

Zalesienka wsławiona rozgromieniem w poprzedniej kolejce rezerw Sandecji zupełnie nie potwierdziła w Szaflarach walorów, które mogły by wskazać tę drużynę jako nową siłę w nowosądeckiej okręgówce. Goście owszem zremisowali, ale tak naprawdę to gospodarze podarowali im ten punkt. Niekwestionowany lider LKS Szaflary Florian Kamiński dwoił i się i troił, ale w decydującym momencie zawiódł bowiem nie wykorzystał rzutu karnego. Oczywiście nie tylko popularny „Florek” jest odpowiedzialny za niespodziewany remis byłego czwartoligowca, bo wszyscy piłkarze gospodarzy jakoś w tym meczu dziwnie się mylili, poza bramkarzem Wasylem Zhukiem, który w niektórych sytuacjach bronił wręcz fenomenalnie. Piłkarze gospodarzy wyszli na boisko niezbyt skoncentrowani, jako że przyjezdni już w 2 minucie mogli zdobyć prowadzenie Strzał Augustyna poprzedzony przejrzystą akcją instynktownie odbił Zhuk. Z czasem inicjatywę przejęli gospodarze. Aktywny w ich szeregach był szczególnie J. Gałdyn i to on w 19 min dał swojej drużynie prowadzenie. Gol był efektem kapitalnej rzadko spotykanej na tym poziomie zespołowej akcji na jeden kontakt pomiędzy Bierówką, F. Kamińskim i zdobywcą gola. W 31 minucie po raz kolejny w główniej roli wystąpił Zhuk. Ukraiński bramkarz gospodarzy instynktownie i w kapitalnym stylu obronił z bliska dwukrotnie uderzenia głową napastników Zalesianki. To ostrzeżenie nic nie nauczyło gospodarzy i w 43 minucie stracili gola. Przy biernej postawie środkowych obrońców Szaflar, Augustyn wyszedł na czystą pozycję i z 8 metrów uprzedzając bramkarza wpakował piłkę do siatki. Goście mogli nawet na przerwą schodzić z prowadzeniem, ale po strzale Koszuta ponownie udanie interweniował Zhuk. W drugiej połowie, goście skupili się raczej na obronie korzystnego dla nich rezultatu, a gospodarze owszem atakowali, ale klarownych sytuacji nie stwarzali. W końcówce piłkarze Szaflar widząc, że wygrana wymyka się im z rąk zaatakowali z wielka determinacją. Chwilę po wejściu na murawę świetną okazję miał Dariusz Baboń, ale będąc w sytuacji sam na sam podjął niewłaściwą decyzję bo mógł kiwać bramkarza a uderzył natychmiast piłkę lekko i trafił w golkipera Zalesianki. W podobnej sytuacji Dudzik posłał piłkę ponad bramką. W 83 minucie F. Kamiński swobodnie ograł dwu rywali w polu karnym obrócił się z piłką uderzył z 11 metrów i spudłował. Za chwilę po faulu na Dudziku pani sędzina wskazała na punkt karny. Do piłki podszedł F. Kamiński uderzył na siłę w środek bramki, ale golkiper Zalesianki jakby wiedział, że tak będzie strzelał „Florek” tylko wystawił nogę broniąc tym samym „jedenastkę”. Ostatnie ataki szaflarzan i seryjnie wykonywane rzuty rożne były już „łabędzim śpiewem” gospodarzy w tym spotkaniu.

- W żadnym wypadku za brak zwycięstwa nie obwiniałbym jednego zawodnika. Nie tylko Florkowi przytrafił się słabszy dzień. Generalnie to spotkanie potwierdziło, że mamy problem z zespołami, które preferują grę dalekimi podaniami. W taki sposób jak dzisiaj, straciliśmy już trzy gole w tym sezonie. To nie dopuszczalnie na tym poziomie. Goście ewidentnie przyjechali po jeden punkt i cel swój osiągnęli. Nam w grze przeszkadzała murawa, która nie jest w najlepszym stanie ocenił boiskowe wydarzenie trener Szaflar, Tomasz Ligudziński.


W niedziele o 16:30 Jarmuta Szczawnica na swoim boisku rozegra spotkanie z drużyną Płomienia Limanowa, również u siebie i o tej samej godzinie zagra Orkan Raba Wyżna z Kolejarzem Stróże.

Tekst Ryb

Komentarze







reklama