W derbach Małopolski spotkały się zespoły, którym dotychczas nie wiedzie się w lidze. Podhale przyjechało do Oświęcimia bogate o sześć punktów i z czteroma porażkami na koncie. Apetyt był znacznie większy, toteż po ostatniej przegranej nastąpiła zmiana trenera w góralskim zespole. - Złoty środek na wyjście z kryzysu? Ciężka praca!- powiedział Dariusz Siekliński, nowy szkoleniowiec Podhala. Czy tydzień wystarczył na zażegnanie kryzysu? Czy nowa miotła podziała zbawczo psychicznie na zespół? Te pytania nurtowały przed pierwszym gwizdkiem sympatyków nowotarskiego zespołu.
Solarze z kolei też mieli coś do udowodnienia, bo w ostatnich konfrontacjach stracili aż dziesięć bramek. Czyżby nowotarżanie w defensywie mieli szukać szczęścia na wzbogacenie się o punkty? U nich też najsłabszym dotychczas ogniwem były tyły. A więc – jak określił to trener gospodarzy – był to mecz „tykających bomb”. - Mam nadzieję, że to jednak mój zespół w końcu odpali z wielkim hukiem – życzył sobie i kibicom Sebastian Stemplewski, trener Soły. - Na dzisiaj dramatu punktowego jeszcze nie ma, ale może być, jeśli nie zdobędziemy pełnej puli.
Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Jego zespół nie odpalił z wielkim hukiem, choć to on objął prowadzenie. W 5 minucie długa piłka za linię obrony i szybki Knapik z połowy boiska biegł sam na bramkę debiutującego w niej Al Ani. Pewnie ulokował futbolówkę w siatce. Prowadzeniem cieszyli się 7 minut. Podhale szybko odpowiedziało po akcji Dziadzio bokiem boiska, który wrzucił ją w pole karne, a Pająk główka ulokował ją w siatce.
Po zmianie stron szybko z boiska wyleciał Drzymont. Chwilę później podobny los spotkał Urbańskiego. Oba zespoły grały w dziesiątkę. Goście objęli prowadzenie po rzucie karnym. Basta minął jednego rywala, a drugi zatrzymał go nieprzepisowo. Jaworski z „wapna” się nie pomylił. Wydawało się, że górale wywiozą z Oświęcimia komplet punktów, a tymczasem w ostatniej akcji meczu goście wykonywali wolnego. Piłka na aferę wrzucona w pole karne, zrobiło się zamieszanie i Jamróz z 8 metrów przewrotką uratował gospodarzom punkt.
- Dużo walki z obu stron. Każda drużyna za wszelką cenę chciała wygrać. Bardzo dużo było agresywnej gry. Mieliśmy dużo sytuacji po kontrach, szczególnie w drugiej połowie, gdy prowadziliśmy 2:1. Były trzy sytuacje na podwyższenie rezultatu. Bardzo duże zagrożenie stwarzaliśmy po stałych fragmentach gry. Naprawdę niewiele zabrakło, by piłka wpadła do bramki. Raz nawet w niej się znalazła, ale sędzia podniósł chorągiewkę. Innym razem futbolówkę wybił obrońca z linii bramkowej. Gdyby piłka wpadła chociaż raz do siatki, to wracalibyśmy do domu w lepszych humorach. Niewykorzystane okazje się zemściły w 96 minucie. Gospodarze poza pierwszymi 10 minutami, potem nie potrafili zagrozić naszej bramce. Solidnie zagraliśmy w defensywie. W ofensywie brakło bramki stawiającej kropkę nad „i”. Można być zadowolonym z postawy drużyny. Chłopaki bardzo mocno pracowali, powiedziałbym, że gryźli trawę. Wynik wydaje się niesprawiedliwy, ale taka jest piłka. Byliśmy stroną dominującą i Soła może być szczęśliwa, że rzutem na taśmę wywalczyła punkt – skomentował spotkanie Grzegorz Hajnos, drugi trener NKP.
Soła Oświęcim – NKP Podhale Nowy Targ 2:2 (1:1)
1:0 Knapik 5
1:1 Pająk ( Dziadzio) 12 głową
1:2 Jaworski 55 karny
2:2 Jamróz 90+6 po wolnym
NKP Podhale: Al Ani – Basta, Mikołajczyk, Urbański, Zając, Ligienza (63 Ochman), Jaworski (80 Drobnak), Świerzbiński, Pająk, Dziadzio (85 Gadzina), Nawrot. Trener Dariusz Siekliński.
Stefan Leśniowski










