Spotkanie derbowe zakończyło się wygraną rozpędzonej Jarmuty. Z kolei nasi byli czwartoligowcy KS Zakopane o LKS Szaflary grali na wyjazdach z zespołami z innych Podokręgów i wygrali. Zakopane 2:1 w Ujanowicach a Szaflary 4:2 w Wojnarowej. Niestety na wyjazdowe spotkanie do Stróż z Kolejarzem nie pojechała Orawa Jabłonka.
Orkan Raba Wyżna - Jarmuta Szczawnica 1:3 (0:1)
0:1 Kuziel 40 z karnego,
0:2 Talarczyk 47,
1:2 R. Możdżeń 62,
1:3 Mrówka 85.
Sędziował: Piotr Firlit z Gorlic.
Widzów: 100.
Orkan: D. Możdżeń – K. Rapta, Skwarek, R. Możdżeń, Lenart (75 W. Traczyk) – Gromczak, Skawski, Teper, Pluta (80 Ł. Rapta) – Kasiniak (55 K. Traczyk), Filipek.
Jarmuta: Borzęcki – Piszczek, Diop, Ojrzanowski, Jasiurkowski – Kuziel, M. Pietrzak (60 Mlak), Salamon (65 Kozielec ŻK) – Mrówka, Talarczyk.
Bohaterem pierwszych minut meczu był bramkarz Jarmuty Borzęcki, który zaliczył kilka efektownych interwencji m.in. po uderzeniach R. Możdżenia, Filipka, Gromczaka i Pluty. Goście wcale nie byli dłużni. Talarczyk w bardzo dogodnej sytuacji trafił wprost w bramkarza. Mimo przewagi Orkana goście przetrwali napór gospodarzy i w 40 min objęli prowadzenie. Po chyba dość nieroztropnym faulu Lenarta na Talarczyku, w swoim polu karnym podyktowaną „jedenastkę” dla gości pewnie wykorzystał Kuziel. Zaraz po wznowieniu gry w drugiej połowie Jarmuta prowadziła już 2:0. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego wykonywanego przez Ojrzanowskiego, nieporozumienie obrońców i bramkarza gospodarzy wykorzystał Talarczyki, trafiając z bliska uderzoną piłkę głową do siatki. W 53 minucie jak to się mówi w gwarze piłkarskiej „mogło być po meczu” gdyby Mrówka wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Tymczasem w 65 min piłkarze Orkana za sprawą swojego grającego trenera złapali kontakt bramkowy. Grający trener Orkana dostał piłkę na 16 metrze i sprytnie przelobował bramkarza Jarmuty. Ostatnie słowo należało jednak do przyjezdnych, a konkretnie do Mrówki, który w 85 min po dalekim podaniu z głębi pola wygrał pojedynek z bramkarzem rywali rehabilitując się za wcześniej niewykorzystane okazje. Oczywiście gospodarze wcale nie zamierzali pogodzić się z porażką i atakowali bramkę gości aż do ostatniego gwizdka sędziego. Szczególnie aktywny był R. Możdżeń ale w końcówce meczu nie był już tak precyzyjny jak w 62 minucie.

- Przegraliśmy mecz niestety głównie z powodu własnych błędów i słabej skuteczności. Dwie z trzech bramek jakie zdobyła Jarmuta to nasze prezenty. Generalnie spotkanie obfitowało w sporo niezłych akcji, strzałów, obron bramkarzy i generalnie mogło się podobać. Z mojej perspektywy wynika, że zespół ze Szczawnicy na ten sezon zmontował mocny skład i jego gra oraz pozycja w tabeli nie może dziwić. Niestety przekonaliśmy się, o tym dobitnie na własnej skórze – przyznał trener Orkana, Robert Możdżeń.
- Wydaje mi się, że wygraliśmy zasłużenie bo w przekroju spotkania byliśmy zespołem lepszym. Oczywiście gospodarze popełnili błędy, ale też trzeba z tych błędów skorzystać, nam to się udało. Moja absencja prawdopodobnie potrwa jeszcze dwa tygodnie i mam nadzieję, że już zupełnie zdrowy powrócę do gry bo w tym spotkaniu kierowałem zespołem z ławki rezerwowej - powiedział po meczu trener Jarmuty Jacek Pietrzak.
AKJ Ujanowice – KS Zakopane 1:2 (1:1)
Bramki dla Zakopanego W. Staszel 19, Szajna 60.
Zakopane: Pawlica – Bobak – Fliryn, Szajna, Sopka, W. Staszel (46 Pawlikowski), Draik, Chrobak (65 K. Stalmach), Król, Gubała (800 Babicz), Kasperczyk (70 M. Grela).
Po dwutygodniowej przerwie (w poprzedniej serii spotkań KS Zakopane na prośbę Kolejarza Stróże przełożyło spotkanie) zakopiańczycy ponownie zagrali mecz ligowy tym razem wyjazdowy z AKJ Ujanowice. Goście mimo pewnych perturbacji z czasowym dojazdem na mecz i problemem regulaminowym ich podstawowego bramkarza wywieźli cenne zwycięstwo. A mogło ono być bardziej okazałe, gdyby Andrzej Król wykorzystał rzut karny. Drużyna z Zakopanego do Ujanowic przybyła na 20 minut przed rozpoczęciem spotkania. Na dodatek na miejscu okazało się, że bramkarz zakopiańczyków Damian Dziedzic, nie ma dokumentu potwierdzającego jego tożsamość i w meczu grać nie mógł. Między słupkami zastąpił go trener młodzieży w KS Zakopane Wiktor Pawlica w przeszłości zawodnik zakopiańskich klubów właśnie na pozycji bramkarza. Mimo tak nerwowej sytuacji pierwszego gola zdobyli goście. W 19 minucie A. Król wykonywał rzut rożny. Zagraną w pole karne piłkę gospodarze wybili tuż za pole karne i do futbolówki dopadł Wojciech Staszel. Jego strzał wylądował w rogu bramki gospodarzy. Miejscowi natychmiast przystąpili do odrabiania straty wykonując wiele stałych fragmentów gry między innymi wrzuty z autu. Po jednym z nich w polu karnym KS Zakopane powstało spore zamieszanie i jeden z miejscowych graczy z metra wepchnął piłkę go siatki. Druga część meczu przebiegała już pod wyraźne dyktando gości. W 60 minucie kolejny rzut rożny wykonywał A. Król. Tym razem do jego precyzyjnej centry najwyżej wyskoczył Maciej Szajna i strzałem z główki dał swojej drużynie ponowne prowadzenie. Coraz składniejsza gra zakopiańczyków zaczęła owocować kolejnymi sytuacjami bramkowymi, ale wprowadzony po przerwie Bartłomiej Pawlikowski miał w tym spotkaniu olbrzymiego pecha bo dwukrotnie po jego strzałach piłka odbijała się od poprzeczki. Na domiar złego w 72 minucie jak już wspomnieliśmy A. Król nie wykorzystał „jedenastki” przyznanej gościom za faul na Marcinie Greli. Ten zawodnik po długiej przerwie spowodowanej groźną kontuzją powrócił do gry i zapewne będzie bardzo dużym wzmocnieniem zakopiańskiej drużyny.
- Ze względu na duże utrudnienia na trasach dojazdowych zjawiliśmy się na stadionie lewie 20 minut przed meczem. Na dodatek Damian Dziedzic, który z nami nie jechał zapomniał wziąć dowodu osobistego i grać nie mógł. Było więc w pierwszej połowie nerwowo. Na szczęście w drugiej części gry wszystko dobrze poukładaliśmy i nie tylko strzeliliśmy zwycięską bramkę, ale mogliśmy wygrać znacznie wyżej. Pewnie, że tak byśmy chcieli, ale ja oceniam chłopaków głównie za sposób gry, za zaangażowanie i determinację a tego im odmówić nie sposób, bo właśnie często cechy wolicjonalne decydują o losach spotkań. Trudno było uniknąć straty gola przy wrzutach z autu na bardzo wąskim boisku. Wygrana jest ważna bo odniesiona na boisku zdeterminowanego rywala - podsumował mecz trenr KS Zakopane Dawid Bartos.
Orzeł Wojnarowa – LKS Szaflary 2:4 (1:0)
Bramki dla Szaflar: Gogolak 65, F. Kamiński 68, 72, 76.
Szaflary: Zhuk – Hajnos, Rusnak, Mularek, Bierówka (46 Dudzik) – P. Kamiński (83 Bibro), Kantor, J. Gałdyn, F. Kamiński, K. Dziedzina (46 K. Gałdyn) – Gogolak.
To nie pierwszy raz gdy piłkarze z Szaflar z zespołami teoretycznie słabszymi podchodzą do spotkań nieco rozkojarzeni i niestety to czasami przynosi utratę goli i kontroli nad spotkaniem. Na szczęście szaflarzanie mają w swoich szeregach Floriana Kamińskiego, który w pojedynkę może rozstrzygnąć o losach spotkania. Tak też było w Wojnarowej. F. Kamiński zdobył trzy gole a także asystował przy bramce Gogolaka. Za każdym razem gdy popularny „Florek” znajdował się w sytuacji sam na sam celnie trafiał do siatki. Oczywiście grał nie tylko on bo wszystkie gole F. Kamiński zdobywał po precyzyjnych prostopadłych dograniach kolegów. Inna sprawa, że poczynania gościom ułatwiali obrońcy Orła, którzy permanentnie próbowali łapać piłkarzy Szaflar na spalone. Efekt jak widać po wyniku.
- Na mecz wybrały się z nami Monika, Izabela, Sabina i Zuza nasze fanki. Może dlatego moi zawodnicy w pierwszej połowie wyglądali na zauroczonych. Po zmianie stron i delikatnej burzy w szatni zabraliśmy się do odrabiania strat. Do zwycięstwa poprowadził nas nasz kapitan który najpierw asystował przy bramce Gogolaka a potem skompletował hat-tricka. Szkoda straconej bramki w końcówce jest to ewidentny brak koncentracji i za to jestem zły. Zwycięstwo dedykujemy dziewczynom- krótko skwitował występ swoich podopiecznych trener Szaflar Tomasz Ligidzuński.
Kolejarz Stróże – Orawa Jabłonka – mecz się nie odbył (walkower 3:0)
- O tym, że nie pojedziemy na to spotkanie wiedzieliśmy już znacznie wcześniej i poinformowaliśmy klub ze Stróż. To chyba pierwszy taki przypadek, gdy Orawa oddaje mecz walkowerem. Z to za tę sytuację mogę tylko przeprosić naszych kibiców naszych wiernych sprzymierzeńców. Niestety nie wszystkie problemy, o których sygnalizowałem już po awansie do V ligi mimo deklaracji zostały rozwiązane. Mam nadzieję, że wspólnie z zarządem zdołamy je przezwyciężyć i przystąpimy do kolejnego spotkania z wiarą i nadzieją na lepsze czasy dla Orawy w V lidze. Właśnie te elementy trzymają mnie przy tym klubie bo wiem, że ambicji, sportowej pasji naszym piłkarzom nie brakuje. Skonstatował tę sytuację trener Orawy Tomasz Zahora.
Tekst Ryb
Zdjęcia Orkan - Jarmuta: Wojtek (Rzusto)










