22.08.2016 | Czytano: 1299

IV liga: Watra pokonuje byłych III ligowców, Lubań przegrywa

Piłkarze watry Białka Tatrzańska odnieśli w drugiej kolejce rozgrywek grupy wschodniej małopolskiej IV ligi bardzo cenne zwycięstwo ze spadkowiczem z III ligi. Natomiast kibice Lubania po bardzo udanym pierwszym spotkaniu przeżyli rozczarowanie gdyż ich drużyna przegrała na własnym boisku.

Watra Białka Tatrzańska – Wolania Wola Rzędzińska 4:1 (3:0)
1:0 Gąsiorek 15,
2:0 Misiura 21,
3:0 Mroszczak 33,
4:0 Kostrzewa 60,
4:1 Tadel 68.

Sędziował: Tomasz Tatarzyński z Krakowa.
Widzów: 250

Watra: Majerczyk – Bochnak, Maciasz, Gąsiorek, Kowalczyk – Kostrzewa (87 Rabiański), Kołbon ŻK, Petrus (89 Kalita), Kuchta - Misiura (72 Sulir), Mroszczak (83 Lichacz).
Wolania: M. Boruch – Szkotak ŻK, Cabała, Baruch, Mróz (46 Michoń) – Tadel (75 Adamowski), Szczerba, Chudyba (46 Minorczyk), Mącior ŻK – Szartko, P. Boruch (90 Sołtys).

Szczególnie gra w pierwszych 45 minutach w wykonaiu podopiecznych trenera Mirosława Kality mogła imponować po której gospodarze prowadzili 3:0. Wynik meczu otworzył w 15 min Sebastian Gąsiorek, precyzyjną główką po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Tomasza Kołbona. W 21 min było już 2:0. Z prawej strony w pole karne Wolanii zacentrował Rafał Kuchta, piłkę przyjął na 5 metrze Robert Mroszczak, zgrał ją do Grzegorza Misiury, a ten z 7 metrów mocnym strzałem nie dał żadnych szans bramkarzowi rywala. Gol na 3:0 padł w 33 min i był efektem świetnie wyprowadzonej kontry przez białczan. W jej końcowej fazie Kuchta idealnie w tempo dograł do wychodzącego na pozycję Mroszczaka, który technicznym strzałem posłał piłkę do siatki.Jeszcze przed przerwą Mroszczak mógł wpisać się po raz drugi na listę strzelców, ale tym razem piłka po jego uderzeniu trafiła w poprzeczkę. Po zmianie stron gra się wyrównała, a im było bliżej jego końca tym zaznaczyła się przewaga przyjezdnych. W 60 min to jednak gospodarze mieli kolejne powody do radości, karcąc zapędy przyjezdnych, kolejną zabójczą kontrą. Wykończył się skutecznym uderzeniem z 16 metrów Rafał Kostrzewa. W 67 min to goście jednak zdobyli gola. Zdobył go Jakub Tadel, który niepilnowany w polu karnym Watry z 5 metrów pokonał Krystiana Majerczyka. Bramkarz Watry był bohaterem ostatniego kwadransa, kiedy kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą kolejnych bramek. Duże wrażenie zrobiła szczególnie jego interwencja z 78 min, kiedy kapitalną paradą sparował na rzut rożny uderzenie Wojciecha Mąciora, po którym piłka zmierzała w samo „okienko” bramki.

- Pierwsza połowa z jednej strony była bardzo dobra w naszym wykonaniu, ale z drugiej strony kosztowała nas dużo zdrowia, którego zabrakło nam w końcówce. Nie ma jednak co narzekać. Wygraliśmy i to najważniejsze – ocenił trener Watry, Mirosław Kalita.


Lubań Maniowy – GKS Drwinia 1:3 (0:1)
0:1 Rynduch 26,
0:2 K. Filipek 58,
0:3 Stawiarski 70,
1:3 Zagata 78.

Sędziował: Dawid Kogut z Żabna.
Widzów: 100.

Lubań: Świerad – Migacz, D. Firek (68 Noworolnik), Górecki, Czbiak – Karkula, Kurnyta, Nowak, Kasica ŻK (46 Zagata) - M. Firek (72 Ziemianek), Basisty.
Drwinia: Kolanowski – Cygan, Motak, Piech, Rachwalski – Śliwa (75 Kudelski), Rynduch, Jurek (90 G. Mikler), K. Filipek – P. Filipek ŻK (90 D. Mikler) , Stawiarski (72 Kołodziej).

Po efektownej wygranej na inaugurację ze Skalnikiem Kamionka Wielka sympatycy Lubania Maniowy zapewne liczyli na kolejne trzy punkty z GKS-em Drwina. Tymczasem spotkało ich srogie rozczarowanie. Maniowiane na swoim boisku polegli 1:3

Już w 3 min groźnie zrobiło się w polu karnym Lubania. Po stracie piłki przez Macieja Góreckiego z 16 metrów uderzał Piotr Filipek, ale udanie interweniował Artur Świerad. W 6 min to gospodarze mieli pierwszą okazję by wyjść na prowadzenie. Po dograniu z prawej strony przez Roberta Karkulę Mateusz Firek będąc tuż przed bramką rywala nie trafił czysto w piłkę. W 8 min „setkę” zmarnował z kolei Sławomir Basisty, który w sytuacji sam na sam z golkiperem Drwinii fatalnie spudłował. W 27 min goście objęli prowadzenie. Z 35 metrów z rzutu wolnego uderzył Kamil Rynduch. Piłka po drodze odbiła się jeszcze rykoszetem od jednego z maniowian i po odbiciu się od poprzeczki wpadła do bramki. Dwie minuty później mogło być już 0:2, gdyby nie instynktowna interwencja nogą Świerada po strzale z 7 metrów Kamila Stawiarskiego. Minutę później Lubań powinien wyrównać. Basisty zagrał wzdłuż bramki do M. Firka, ten jednak z 3 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. W drugiej połowie Lubań próbował przejąć inicjatywę, ale w 58 min przytrafił mu się kolejny prosty błąd, którego skutkiem był rzut wolny z 16 metra na wprost bramki. Goście tę szansę wykorzystali i po uderzeniu Karola Filipka podwyższyli prowadzenie. W 70 min było już 0:3 po klasycznym kontrataku przyjezdnych, sfinalizowanym z najbliższej odległości przez Kamila Stawiarskiego. Gospodarzy stać już było tylko na bramkę honorową, którą zdobył uderzeniem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Przemysław Zagata.

- Zostaliśmy sprowadzenie na ziemię. Przegraliśmy jednak tylko i wyłącznie na swoje życzenie a zadecydowały o tym dwie rzeczy. Pierwsza to nieskuteczność, druga to fatalne błędy przy traconych golach. Jeden z nich był z gatunku futbolowych jaj. W pierwszym kwadransie mogliśmy ten mecz ułożyć pod siebie. Jak się jednak nie wykorzystuje takich klarownych sytuacji, to zazwyczaj chwilę później traci się samemu bramkę. I tak też się stało, mimo że uczulałem przed meczem że musimy uważać na stałe fragmenty gry. Niestety któryś już raz Rynduch strzela nam gola w podobnych okolicznościach. Co z tego że w całym meczu mieliśmy przewagę, skoro brakowało nam argumentów w ofensywie przyznał zaraz po zakończeniu spotkania, niepocieszony szkoleniowiec Lubania Łukasz Biernacki.

Tekst Ryb

Komentarze







reklama