18.08.2016 | Czytano: 2407

Podhale potrzebuje czasu. Rok Wierchów

Nikt nie mówił, że w nowej trzeciej lidze będzie łatwo. Miało kto przypuszczał, że po dwóch kolejkach będzie źle. Na szczęście Podhale się przełamało. Zaś w klasie A pada sporo goli, co cieszy kibiców, ale niepokoi szkoleniowców.

- Po dwóch porażkach przyszło zwycięstwo. Czy w tej trzeciej potyczce oglądaliśmy „prawdziwe” Podhale? – pytam naszego eksporta Wiesława Klaga.

- Każde zwycięstwo cieszy, a zwycięzców się nie sądzi. Mam nadzieję, że trzy wywalczone punkty będą dobrym prognostykiem przed kolejnymi występami. Jeśli „wkopać” się w strukturę drużyny, to muszę stwierdzić, iż nie jest to kolektyw. Tak przynajmniej widać z wysokości trybun. Brakuje zrozumienia, chemii na boisku. Kibice jednak muszą zdać sobie sprawę, że nie jest to drużyna z wiosny, która miała styl. Trzeba mieć na uwadze, że to niemal w 75% nowy team i potrzebuje czasu na zgranie. Nie wiem czy rotacje w zespole były świadome czy też nie.

- Jesteś optymistą?

- Wziąłbym na razie „czas”. Budowa drużyny to długotrwały proces. Byłbym jeszcze cierpliwy, ale też trzeba z tym czasem uważać, żeby zbytnio go nie przekroczyć, bo w przeciwnym razie może być za późno.

- Co najbardziej niepokoi w grze Podhala?

- Gra nie jest poukładana. Brakuje zespołowi rasowych napastników, którzy potrafią odpowiednio zachować się w polu karnym i zdobywać gole nawet z niczego. Brakuje zmiany tempa gry, przyspieszenia im bliżej jest się bramki, przenoszenia ciężaru gry z jednej na drugą stronę boiska, błyskawicznego kontrataku, uruchomienia partnera długi podaniem za obrońców i z pominięciem drugiej linii. Nie ważne czy to obrońca czy też pomocnik, ale musi widzieć co się dzieje na całym boisku i natychmiast reagować. Za dużo gramy wszerz.

- Który z nowych graczy wpadł ci w oko?

- Trudne pytanie. Podejrzewam, że żaden z trenerów nie odpowiedziałby na nie. Przyszli zawodnicy z dobrymi papierami, które są pewnym wykładnikiem, ale tak się składa, że papiery nie grają. Wszystko weryfikuje boisko. Musi być chemia, zgranie, krótko mówiąc kolektyw.

- W klasie A już tylko dwa zespoły legitymują się kompletem punktów, Wierchy Rabka i Skalni Zaskale.

- Wierchy nie są żadną niespodzianką. Już w ubiegłym sezonie zmontowały ciekawy, poukładany zespół, któremu niewiele zabrakło, by zająć pierwsze miejsce. Skład się nie zmienił, doszedł Pachabut, a podejrzewam, że cele również nie uległy zmianie. Zespół zbudowany jest z graczy doświadczonych, którzy z niejednego pieca chleb jedli. To może być rok Wierchów. Uważam, że będą rozdawać karty. Z kolei w Zaskalu świetną robotę wykonuje Strama. To jego dzieło. Zobaczymy jak potoczą się dalsze losy tej drużyny, bo w niedzielę piłkarze z Łopusznej wyraźnie podali jej rękę, grając drugą połowę w dziewięciu.

- Zaskoczeniem może być postawa Lubania. Zero punktów, styl gry nie rzuca na kolana.

- Tylmanowa zawsze była wzorem dla innych. Mimo różnych zawirowań, z zagranicznymi wyjazdami zawodników, transferami do innych klubów, zawsze sobie dobrze radziła. Tym razem odsiew jest chyba zbyt duży. Sześciu podstawowych zawodników wyjęto z drużyny, to tak jakby zabrali jej serce. Myślę, że pozbierają się i jeszcze przysporzą swoim fanom dużo radości.

- Kibice cieszą się, że pada dużo bramek na boiskach klasy A. W końcu sól meczu, ale… Nie niepokoją cię hokejowe rezultaty?

- Bardzo. Dużo zespołów awansowało do wyższych lig i zrobiła się duża dysproporcja. Stąd wysokie wyniki. Można byłoby machnąć na to ręką, gdyby to był jeden przypadek w kolejce. To zrobiło się nagminne, a przecież jest to sztandarowa liga w podokręgu. Trzeba na nią chuchać i dmuchać. Coś z tym fantem musi się zrobić, bo liga staje się mało poważna i jej odbiór nie jest najlepszy. Trzeba wykonać skuteczne ruchy, by nadal była wizytówką PPPN.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama