Orawa Jabłonka – LKS Szaflary 0:2 (0:1)
Bramki: 0:1 F. Kamiński 4, 0:2 F. Kamiński 82.
Sędziował: Jan Horowski z Nowego Sącza. Widzów: 200.
Orawa: Zubrzycki – W. Zahora, Smutek, Kuczkowicz, Stokłosa ŻK – Kasprzak, Mędrak, Brząkała, Guziak (68 Andrasiak) – Stasiak, J. Jazowski (65 P. Jazowski)
Szaflary: Zhuk – Baboń, Kantor ŻK, Mularek, Bierówka – Dudzik (89 Magiera), F. Kamiński, J. Gałdyn (35 Strama), Jarząbek, Gogolak – Stanczak (20 K. Gałdyn, 88 Dziedzina).
Tuż przed rozpoczęciem spotkania odbyła się mała uroczystość. W imieniu Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej Łukasz Królczyk wręczył przedstawicielom Orawy Puchar i czek w wysokości 1000 zł za zwycięstwo w rozgrywkach A klasy w sezonie 2015/2016. Statuetkę za tytuł króla strzelców odebrał też Tomasz Stasiak.
Na boisku powodów do radości gospodarze już jednak nie mieli. To goście dominowali, co też znalazło odzwierciedlenie na tablicy wyników.
Już pierwszy celny strzał przyjezdnych dał im prowadzenie. W 4 min F. Kamiński przymierzył precyzyjnie z 25 metrów i piłka po odbiciu się od słupka wpadał do bramki. Gospodarze mogli szybko odpowiedzieć, ale mocny strzał z dystansu Guziaka, wybronił Zhuk. W 15 min Orawa miała kolejną sytuację bramkową. Po rzucie rożnym piłka znalazł się pod nogami stojącego tuż przed bramką Mędraka, ale ten fatalnie przestrzelił. W 39 min goście byli blisko samobójczego trafienia, ale Zhuk końcami palców sparował piłkę nad poprzeczkę.
Druga połowa to już rosnąca z każdą minutą przewaga przyjezdnych. Mieli oni jednak problemy ze skutecznością. Między 65 a 66 min kolejno Gogolak i Dudzik przegrali pojedynki sam na sam z bramkarzem Orawy. W 70 min po rzucie rożnym, minimalnie spudłował głową Baboń. Wreszcie w 82 min szaflarzanie dopięli swego. Po raz kolejny w głównej roli wystąpił F. Kamiński, który indywidualną akcją przypieczętował zwycięstwo swojego zespołu.
- Patrząc na skład jakim dysponowaliśmy w tym meczu, można było przewidzieć, że będziemy mieli duże problemy z osiągnięciem korzystnego wyniku. Brakowało nam aż 6 zawodników ze składu który wywalczył awans. To nie znaczy, że z postawy tych których miałem do dyspozycji jestem niezadowolony. Wręcz przeciwnie. Zaangażowanie było na odpowiednim poziomie. Brakło umiejętności ale też i sił w drugiej połowie – ocenił trener Orawy, Tomasz Zahora.
- Radość ze zwycięstwa psują nieco kontuzje jakich nabawili się Stanczak z Gołdynem. Obaj to bardzo ważne postacie w drużynie i liczę, ze szybko wrócą do zdrowia. Co do samego spotkania to zaczęliśmy je bardzo bojaźliwie, a to przełożyło się na proste błędy przykładowo w przyjęciu piłki. W drugiej połowie skorygowaliśmy naszą grę. Zagraliśmy bardziej defensywnie, czyhając na okazje by zaatakować. Taktyka się sprawdziła. Uważam, że druga połowa mogła się podobać w naszym wykonaniu – przyznał debiutujący w roli trenera Szaflar Tomasz Ligudziński, któremu zwycięstwem jego podopieczni sprawili prezent na 32 urodzin. Zresztą tuż po zakończeniu spotkania szkoleniowiec został obdarowany bardzo oryginalnym tortem.
KS Zakopane – Jarmuta Szczawnica 2:2 (2:1)
Bramki: 1:0 Chrobak 1, 2:0 Sawina 34, 2:1 Ojrzanowski 35, 2:2 Kuziel 53.
KSZ: Dziedzic – Bobak, Floryn, Szajna ŻK, Stopka ŻK – Nowobilski, Sawina ŻK, Chrobak (74 Pawlikowski), Drabik – Król, Gubała (58 Kasperczyk, 88 S. Stalmach).
Jarmuta: Borzęcki – Piszczek ŻK, Ojrzanowski, Noworolnik, Kozielec – Ciesielka, J. Pietrzak, M. Pietrzak, Kuziel ŻK – Talarczyk (89 Salamon).
Sędziował: Kamil Tokarczyk z Limanowej. Widzów: 200
Już pierwsza akcja gospodarzy przeprowadzona w 40 sekundzie meczu przyniosła im gola. Po rozegraniu piłki w środku pola przez Gubałę, futbolówka trafiła do Nowobilskiego, który wbiegł w pole karne, wycofał ją na 7 metr do Chrobaka a ten uderzył nie do obrony. Goście wyrównać mogli w 15 min, ale strzał Mrówki zatrzymał Dziedzic. W 27 min bramkarza gości próbował zaskoczyć z kolei Drabik, ale uderzenie pomocnika Zakopanego przeszło nieznacznie nad spojeniem słupka z poprzeczką dalszego rogu bramki. W 34 min gospodarze podwyższyli prowadzenie w dosyć kontrowersyjnych okolicznościach. Po zagraniu z rzutu rożnego zakopiańczyków, na murawę upadł bramkarz goście i zawodnicy Jarmuty przekonani o faulu stanęli w miejscu. Tymczasem reakcji arbitra nie było a ponieważ futbolówkę przy nodze miał Sawina kopnął ją w kierunku bramki i piłka wpadła do siatki. Sędzia wskazał na środek. Minutę później przyjezdni cieszyli się jednak z gola kontaktowego. Fatalny w skutkach błąd popełnił Dziedzic, który rozminął się z futbolówkę kopniętą w kierunku jego bramki z rzutu wolnego wykonywanego przez Ojrzanowskiego z 35 metrów.

W 53 min był już remis. Jarmuta wyprowadziła składy kontratak. W jego końcowej fazie Mrówka zagrał w piłkę w pole karne, Talarczyk sprytnie ją przepuścił, dopadł do niej Kuziel i z bliska dopełnił formalności. W końcówce oba zespoły mogły przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyśc a najlepszą okazję w 90 minucie zmarnował Kuziel. W sumie wynik remisowy nie tylko nie krzywdzi żadnej z drużyn ale bardzo adekwatnie oddaje przebieg spotkania i siłę obu zespołow.
- Oczywiście jak się prowadzi 2:0 i nie wygrywa się meczu to niedosyt musi być. Z drugiej jednak strony jeżeli nie można wygrać meczu to trzeba go przynajmniej zremisować, więc szanujemy ten punkt Było trochę błędów w naszej grze ale zaangażowania moim zawodnikom nie sposób odmówić. Dla mnie to w tej chwili najważniejsze. Myślę, że z każdym meczem powinno być lepiej – przyznał trener KSZ, Dawid Bartos.
- Uważam, że drugi gol dla zakopanego padł po ewidentnym faulu na naszym bramkarzu. Z kolei utrata przez nas pierwszej bramki to efekt nieprawdopodobnego gapiostwa. I to przydarza się nam zbyt często. Mimo wszystko na tle byłego czwartoligowca zaprezentowaliśmy się całkiem dobrze. Remis uważam za sprawiedliwy tym niemniej Kuziel w 90 minucie miał wyśmienitą okazję na przechylenie wygranej na naszą korzyść – powiedsiał po meczy grający ytrener Jarmuty Jacek Pietrzak.
Orkan Raba Wyżna – Sandecja II Nowy Sącz 2:4 (0:2)
Bramki: 0:1 Leszczak 20, 0:2 Janczyk 45, 1:2 Filipek 50, 2:2 Filipek 75, 2:3 Leszczak 87, 2:4 W. Nowak 89.
Sędziował: Roman Baran z Witowa. Widzów 200.
Orkan: M. Szklarz (38 D. Możdżeń) – Świder, R. Możdżeń, Pluta, Lenart (46 Borzęcki), Gromczak (55 K. Traczyk), Filipek, K. Rapta (70 Sz. Możdżeń), Skwarek, Skawski, Teper.
Sandecja II: Grzegorczyk – Kuban, Szeliga, Więcławek, Smoleń, Guzicki (80 Pawruszalik), Gałecki (65 Zawiślan), Leszczak, M. Nowak (65 W. Nowak), Cempa, Janczyk.
Do Raby Wyżnej przyjechała mocna kadrowo drużyna rezerw Sandecji Nowy Sącz z byłym internacjonałem Dawidem Janczykiem na czele. Wprawdzie goście niczym szczególnym w pierwszej połowie nie zaimponowali i nie zaskoczyli, ale jednak prowadzili dwoma bramkami. W 20 minucie rzut wolny wykonywał Leszczak, i po jego strzale obok muru piłka po rękach bramkarza wpadła do siatki. Na zakończenie pierwszej odsłony spotkania Janczyk strzałem z 8 metrów nie dał szans na skuteczną obronę Dawidowi Możdżeniowi, który zastąpił w bramce kontuzjowanego Marcina Szklarza. Po zmianie stron gospodarze natychmiast przystąpili do odrabiania straty i Filipek po zagraniu Gromczaka posłał piłkę do siatki między nogami bramkarza Sandecji. W 75 minucie grający już tylko w dziesiątkę gospodarze (wcześniej wykorzystali wszystkie zmiany) doprowadzili do wyrównania. Niestety w 87 minucie dali się zaskoczyć bo goście wykonując rzut wolny nie czekali na sygnał sedziego i Leszczak po raz drugi pokonał bramkarza Orkana. Gdy w 89 minucie szarżującego Skawskiego zdaniem gospodarzy sfaulowali zawodnicy drużyny gości, ale sędzia nie zareagował i piłkarze Sandecji przeprowadzili kontrę zakończoną golem W. Nowaka. Tym samym inauguracja w Rabie Wyżnej gospodarzom się nie udała.
Tekst Ryb
Zdjęcia Wojtek (Rzusto)










