Dla Sebastiana Świerzbińskiego poprzedni sezon był jak marzenie. Wybór najlepszego piłkarza NKP nie był trudny, bo mógł być tylko jeden.
- Rzeczywiście fajny sezon – mówi laureat plebiscytu naszej redakcji i Podhala 24. – 15 zdobytych goli to jeden z najlepszych wyników w mojej przygodzie z piłką. Najważniejsze, że zrealizowaliśmy cel drużynowy i utrzymaliśmy się w trzeciej lidze.

- Był moment, że do Garbarni traciliście trzy punkty. Wielu, po wygraniu z nią, widziało was już na szczycie tabeli.
- Na pewno apetyty były spore, bo przecież mieliśmy świetną serię siedmiu zwycięstw. Można było Garbarni przeszkodzić w wygraniu ligi. Niestety coś załamało się w Daleszycach. Przegraliśmy mecz, a potem graliśmy w kratkę. Raz byliśmy na wozie, raz pod nim. Myślę, że zabrakło nam doświadczenia, obycia w tej lidze i grania o najwyższe cele. Nie ma co gdybać, celem była pierwsza szóstka. Plan został zrealizowany.
- Nowy sezon rozpoczęliście od falstartu, a ty na dziewiątce.
- To była wymienność funkcji z Wojtkiem Dziadzio. Dziesięć i dziewięć to pozycje, na których występowałem w początkach przygody z piłką. Nie są mi obce. Trener podjął taką decyzję, bo posunięcie to sprawdziło się w ostatnim meczu kontrolnym z Garbarnią. Dla mnie nie było to wielkie zaskoczenie. A co do falstartu, to w pierwszych 45 minutach zostaliśmy w blokach startowych. Może przyda nam się ten zimny prysznic. Bardziej się sprężymy przed kolejnymi spotkaniami.

- Wydajesz się niesamowicie spokojny na boisku.
- Jestem spokojny? Może tak to z boku widać. Czasami na boisku gotuje się we mniej. Jestem nerwowy.
- Masz problemy z pewnością siebie?
- Pewność to podstawa na boisku. Gramy na czwartym poziomie rozgrywkowym i nie trzeba mieć wybitnych umiejętności. Jestem zawodnikiem doświadczonym i staram się pomagać kolegom, mobilizować drużynę do walki.
- Lubisz brać na siebie odpowiedzialność?
- Poniekąd czuję się odpowiedzialny jako kapitan, ale taką rolę pełni wiele osób. Jednostki nie wygrywają meczów. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – takie mamy motto.
- Kim jest dla ciebie lider?
- Lider kojarzy mi się z pierwszym miejscem drużyny (śmiech). Osobą, która nie boi się odpowiedzialności za słowa, za czyny. Nie uważam się za lidera, choć próbuję na boisku coś zrobić, gdy nic nie wychodzi. Mamy wielu ciekawych chłopaków w zespole, ci, którzy zostali i ci, którzy doszli. Jedni już się zaaklimatyzowali, inni potrzebują więcej czasu. Mamy bardzo fajną drużynę i odpowiedzialność rozkłada się na kilka osób, a nie tylko na mnie.
- Jesteś łatwy do prowadzenia w szatni?
- Mamy dwóch trenerów, którzy świetnie sobie radzą. Czasami podrzucę jakieś wskazówki z doświadczenia. Kto mnie zna, ten wie, że czasami jestem nerwowy, czasami spokojny. Trzeba się nauczyć ze mną żyć.
- Potrafisz się obrazić na śmierć i życie?
- Do czasu czuje się obrażony, ale szybko mi przechodzi. O wszystkim zapominam.
- Ile masz osób, którym bezgranicznie ufasz?
- Najbliższa rodzina. To są najważniejsze osoby w moim życiu.
- Jesteś idealistą?
- Dążę do tego, żeby wszystko było idealne w moim życiu, ale nieraz dostaję pstryczka w nos. Nie wszystko da się w życiu przewidzieć. Nie wszystko układa się tak jakby się chciało.
- Najbardziej wstyd mi było po meczu…
- … przegranym z Koroną 2:7 i rok wcześniej po klęsce z Barciczanką.
- Najdziwniejszy faul jaki spotkał cię na boisku?
- Kilka niebezpiecznych wejść na staw skokowy na postawną nogę. A poza tym, odpukać, wielkie kontuzje mnie omijają. Miałem kilka razy stłuczone żebra, problemy z kręgosłupem.
- Czym najłatwiej cię sprowokować?
- Jak drużynie nie idzie i perfidne błędy w sędziowaniu. W piątej lidze zobaczyłem czerwoną kartkę za dyskusję z sędziną. Błędy kolegów niekoniecznie mnie wkurzają, bo każdy ma prawo do błędów. Sędziowie również, ale czasami popełniają je za często.
- Przed meczem…
- … zjadam dietetyczny obiad. Nie mam żadnych przesądów.
- Gdy możesz sobie pozwolić na absolutną rozpustę, to sięgasz po…
- … kebab na wakacjach.
- Gdy byłem mały bałem się…
- … laleczki Chucky z horroru.

- Przypomnij jak trafiłeś do Nowego Targu.
- Poznałem żonę na studiach w Supraślu. Magda ( z domu Gąsior – przyp. aut) uprawiała w Nowym Targu short - track. Wtedy najmocniejszym ośrodkiem w tej dyscyplinie sportu była Juvenia Białystok, która ją ściągnęła. Zdała maturę i została namówiona, żeby została w klubie i podjęła studia. Razem studiowaliśmy. Od tamtego momentu „docieraliśmy się”. Po studiach pojechałem do Suwałk grać w drugiej lidze. Kontrakt opiewał na 3,5 roku. Magda często mnie odwiedzała i pojęliśmy decyzję, że po wywiązaniu się z kontraktu w Suwałkach przejeżdżamy do Nowego Targu i tutaj będziemy sobie układać życie. Gdyby nie żona nie byłoby mnie tutaj.
ANKIETA
Sebastian Świerzbiński
Urodzony 25 września 1983 roku
Wzrost/waga: 183 cm/ 79 kg.
Obecny klub: NKP Podhale Nowy Targ.
Pierwszy klub: Jagiellonia Białystok.
Wymarzony klub: marzeniami już nie żyję. Zawsze kibicowałem Manchesterowi United.
Stan cywilny: żonaty, ojciec 2,4 rocznego Alana.
Wykształcenie: wyższe. Studia AWF w Supraślu pod Białymstokiem.
Pierwsza pozycja na boisku: w pierwszym meczu w Jagielloni grałem na prawej obronie w przegranym 1:15 sparingu z Hetmanem Białystok.
Obecna pozycja na boisku: zależy od decyzji trenera i taktyki. Dobrze czuję się na szóstce, ósemce, dziesiątce i dziewiątce.
Najmocniejsza noga: prawa, choć lewa też nie jest słaba.
Boiskowy atut: patrząc przez pryzmat lat, doświadczenie. Rozegranie.
Boiskowa wada: jak na swój wzrost mało goli zdobywam z głowy.
Największy sukces: spotkanie na swojej drodze Adama Nawałki, który przez półtora roku trenował mnie w Jagielloni. Także mistrzostwo Polski juniorów młodszych w wieku 16 lat.
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










