- O radosnej twórczości mówią liczby - kontynuuje. - Łącznie strzelono 875 goli, średnia liczba na 34 kolejki wyniosła 4,8 na mecz, a podczas 26 spotkań kibice zobaczyli osiem i więcej goli w meczu! Padały wyniki bardziej hokejowe niż piłkarskie. Powodem obniżenia poziomu jest „ucieczka” drużyn do wyższych lig. W historii podhalańskiego futbolu jeszcze nigdy nie mieliśmy tylu zespołów w ligach od trzeciej od piątej. To cieszy. Tym samym skład najwyższej ligi prowadzonej przez PPPN musi być uzupełniany zespołami z niżej klasy rozgrywkowej. Wydaje się, że niepotrzebnie rozgrywane są baraże z wicemistrzami klas B. Zespoły z tych klas zbyt łatwo awansują wyżej. Za duża jest rotacja. Jeśli ma to być sztandarowa liga PPPN, to w aktualnych realiach 14 drużyn to duża liczba. Piłkarze też nie oszczędzają swoich nóg. Sędziowie w minionym sezonie pokazali 553 żółte kartki, co daje średnią ponad 21 na kolejkę. Do tego 34 czerwone kartki. Te liczby powalają na kolana. Należy pochwalić za czystą grę piłkarzy z Zaskala, Lipnicy Wielkiej i Rogoźnika.
- Ligę można podzielić na trzy grupy. Pięć drużyn nadawała ton rywalizacji, ale tylko trzy walczyły o awans. Między drugim a piątym miejscem różnią wyniosła cztery punkty. Do przedostatniej kolejki trwała walka o awans pomiędzy Orawą i Wierchami. Zwycięsko z niej wyszli piłkarze z Jabłonki. Mieli w swym składzie króla strzelców. Tomasz Stasiak 40 razy pokonywał bramkarzy przeciwników, to 44 % wszystkich goli drużyny! Ciekawą postacią był Wojciech Stehura, który ze Stasiakiem tworzyli groźny duet. Orawa miała zabójcze kontrataki. W Rabce było parcie na okręgówkę, stąd wzmocnienia zawodnikami z przeszłością piłkarską z wyższych lig. Kamil Lupa został wicekrólem strzelców (38 goli), a przecież w tym zespole grał jeszcze Bania, Homoncik… Nie udało się w tym sezonie, być może w przyszłym, rabczanie zaatakują okręgówkę. Udaną wiosnę miał Jordan, który dzięki temu wskoczył na najniższy stopień podium. W cieniu pozostałych drużyn, jakby niezauważalny, zaatakował niespodziewanie i napędził strachu zespołom, które przed sezonem miały większe aspiracje. Tylmanowainie od kilku lat dobijają się do wrót okręgówki, ale w decydującym momencie zawodzą. Uważam, że mają największe możliwości, potencjał, infrastrukturę. Odnoszę jednak wrażenie, że awans nie jest ich priorytetem. Może nie czują się na siłach, by grać wyżej? Może nie jest to liga, na którą ich stać? Nic na siłę. Trzeba tylmanowian pochwalić za dobrą szkoleniową robotę. Teraz pozbyli się czołowego strzelca Talarczyka (23 gole), czyli można odebrać sygnał, że okręgówka ich nie interesuje. Do tej czwórki dołączyli piłkarze z Zaskala. Zespół własnego boiska, ale grający ciekawą piłkę.
- Największym przegranym jest zespół NKP Podhale. Mistrz jesieni wiosną zdobył zaledwie 11 punktów, podczas, gdy w pierwszej rundzie 35! Wydawało się, że nowotarżanie będą walczyć o awans. Tymczasem zakończyli rozgrywki na siódmym miejscu. Podejrzewam, że popełniono błędy w okresie przygotowawczym. W środku tabeli status quo. Babia Góra, Granit – zespoły, które mają potencjał, by być wyżej. Lipniczanie to zespół swojego boiska, aż 10 razy odprawiali rywali z kwitkiem. Czarnogórzanie grają w kartkę, nie wiadomo kiedy zaskoczą.
- Niespodzianką in minus jest postawa Wiatru, z taką bazą i musi opuścić szeregi klasy A. Ludźmierzanie co prawda dzielnie się bronili w końcówce, ale strat nie zdołali odrobić. W niedoli towarzyszyć im będzie Lepietnica. W poprzednim sezonie biła się o awans, a w tym taka niespodzianka. Co prawda skład się zmienił, ale jest spory potencjał w tej ekipie i powinien wystarczyć. Życzę tym zespołom szybkiego powrotu do ligi. Spada z nimi zespół z Łapsz, który przegrał baraż z Rokicinami. Myślę, że jest to dobra zmiana. Szarotka od dawna dobijała się do bram klasy A. Drużyna, która spokojnie powinna się utrzymać. Pozostała po barażach Łopuszna z dzielnym prezesem Januszem Łojasem. Ma papiery, żeby w następnym sezonie bez kłopotów utrzymać się w lidze. Świetną jesień miała Skałka, a Bukowski strzelał jak na zawołanie. Tylko, że jeden Bukowski to za mało. Przespana zima sprawiła, iż wiosną do ostatniej kolejki piłkarze z Rogoźnika musieli bić się byt.
Stefan Leśniowski










