15.07.2016 | Czytano: 2221

Nie ma odważnych?

„Drużyna nie wytrzymała presji”. „ Zawodnicy nie potrafili sobie poradzić z presją w najważniejszych momentach” – to teksty, które często dziennikarze słyszą po porażkach. Z ust trenerów i prezesów słychać narzekania na słabą psychikę.

- Zawodnicy nie są przygotowani mentalnie – przekonuje Adam Wójtowicz z sekcji psychologii sportu. – Problem pojawia się wtedy, kiedy sportowiec dopuszcza do siebie myśl o ewentualnej porażce. Kiedy w głowie zaświta mu „ a co będzie, jeśli jednak mi się nie uda”. Wtedy przegrywa z samym sobą. Wielu zawodników nie ma w ogóle przygotowania mentalnego, bo biedniejsze związki czy kluby nie mają na to pieniędzy. Cześć sportowców uważa, że poradzą sobie sami. Potem okazuje się, że przeliczyli się z siłami.

Większa świadomość

- Zawodnicy podchodzą do nas z coraz większą świadomością. Udało nam się skruszyć mur i dzisiaj nie jest to temat tabu. Jeszcze 5 lat temu traktowano moją pracę jako czary – mary, a na mnie patrzono jak na szamana. To już przeszłość – mówi Paweł Frelik, trener mentalny współpracujący z kadrowiczami Adama Nawałki.

Dzisiaj to dynamicznie rozwijająca się branża, która z impetem wkroczyła w świat sportu. Ale nie może być inaczej, skoro o sukcesie decydują ułamki sekund, milimetry i inne drobne detale.

– Na zachodzie to chleb powszedni – przekonuje Grzegorz Hajnos, trener NKP Podhale, który często uczestniczy w kursokonferencjach, m.in. z trenerami z zachodnich klubów ( Milan, Feyenoord). - Przygotowanie mentalne prowadzi się tam już z najmłodszymi. Gdy człowiek dorośnie potrafi sobie radzić z problemami, z presją, skoncentrować się w chwilach, gdy psychika zaburzona jest czynnikami zewnętrznymi lub wewnętrznymi. Presja wyniku, wejście na boisko w trudnym momencie, by odmienić losy spotkania lub utrzymać wynik, to powoduje stres u zawodnika. Tylko stuprocentowe zaangażowanie w każdy trening podnosi umiejętności, ale do tego trzeba być dobrze przygotowanym psychicznie. Trzeba umieć wyznaczać sobie cele indywidualne i radzić sobie z presją, czy sytuacjami, które na co dzień nas dotykają. Podczas treningu mentalnego zawodnik uczy się pewności siebie, poczucia własnej wartości, radzenia sobie z niepowodzeniami. Jak myśleć w inny sposób o sobie. Jeśli zawodnik załamuje się po porażce, to trzeba podsunąć mu takie narzędzia do pracy nad sobą, które pomogą mu wyciągnąć z porażki wnioski i potraktować ją jako krok do rozwoju. Zawodnik po takich sesjach ma poczucie własnej wartości na boisku i inaczej reaguje na niektóre meczowe sytuacje. I wie, że potrafi coś poprawić.

Coraz więcej sportowców przyznaje się do korzystania z usług trenera mentalnego. – Zawodnicy sami zaczęli się do nas zgłaszać, bo zobaczyli, że to działa – twierdzi Paweł Frelik.

Psychologiem trener

Czy z pomocy psychologa korzystają piłkarze NKP Podhale? – U nas w drużynie nikt głośno się tym nie chwali – wyjawia Grzegorz Hajnos. – Podejrzewam, że świadomi zawodnicy korzystają z pomocy. To tylko sprawi, że mogą być lepszymi piłkarzami, profesjonalistami.

Pierwszym „psychologiem” powinien być sam zawodnik. Najlepiej zna siebie, swoje reakcje, potrzeby i możliwości. Następny jest trener. Ma kontakt ze sportowcem każdego dnia, dozuje mu obciążenia treningowe, dostosowuje taktykę do możliwości gracza i całego zespołu.

- Razem z Markiem Żołędziem wcielamy się w trenerów mentalnych, staramy się docierać do świadomości zawodników, z wiedzą, którą posiedliśmy w tym zakresie – wyjawia Grzegorz Hajnos. - Skupiamy się na tym jak wyznaczać sobie i realizować cele, uczymy technik wyobrażeniowych. Robimy prelekcje z zakresu koncentracji, bo są momenty w meczu, że jest osłabiona. Tak może być na początku meczu, czy też na jego końcu. W momencie zdobycia lub utraty gola. W przepadku kontuzji czy przerw w grze podczas udzielania pomocy medycznej. Podczas dekoncentracji zespół narażany jest na nieprzyjemne niespodzianki.

Podążać za światowymi trendami

Hokeiści Podhala, za czasów prezesury Piotra Kołodzieja, mieli zajęcia z psychologiem. – To był ważny krok – z przekonaniem mówi Piotr Kołodziej. – Psycholog spotykał się z zawodnikami przed meczami, bywała też na treningach. Dużo rozmawiała z chłopakami. Myśmy to zapoczątkowali. Nie było jednak ogólnej akceptacji tych działań ze strony zawodników. Były śmichy-chichy. Uważałem, że to była słuszna droga. Okazało się, że nie byłem w błędzie. Teraz wszyscy podejmują działania związane z psychologią sportu, bo jest nauką potrzebną w procesie szkolenia. „Dorywcze” spotkania z psychologiem nie załatwią sprawy. Tu trzeba być na co dzień w treningu, poznawać reakcje sportowca na zawodach, obserwować jak reaguje na stres meczowy, wreszcie znać jego zachowania w życiu prywatnym. Dopiero taki pełny obraz osobowości zawodnika pozwala na wnioski.

Obecnie nie stać „szarotki” na zatrudnienie trenera mentalnego. – Podczas seminarium w Moskwie podkreślano jak ważną rolę w sporcie odgrywa psycholog sportowy – mówi Marek Ziętara, trener hokeistów Podhala. – Trzeba podążać za światowymi trendami. Duże i bogate kluby zatrudniają psychologów, którzy indywidualnie lub grupowo pracują z zawodnikami. Oprócz niego pracuje cały sztab trenerów, którzy odpowiedzialni są za swój warsztat, a więc jest od przygotowanie do sezon, od bramkarzy, obrońców, napastników, a nawet trener wideo. W zasadzie większość dyscyplin w naszym kraju już korzysta z trenera mentalnego. W naszym hokeju jeszcze ten trend się nie zaszczepił, bo trudno związać koniec z końcem. Na razie trenerzy muszą zastępować psychologa i spełniać wiele innych funkcji. Po czteroletnim pobycie z chłopakami znam ich doskonale, można rzec, jak własne dzieci. Spędzam z nimi dużo czasu i często prowadzę rozmowy indywidulane. Jestem zwolennikiem takich rozmów. Jak widzę problem, to biorę chłopaka na takie rozmowy. Jak na razie wszystko się udaje.

Nie ma powrotu do czasów, kiedy jedynym psychologiem w zespole był pierwszy trener. A jego główną metodą było tzw. „mięso”, którym rzucał na prawo i lewo, wierząc, że to doskonały sposób, którym zmotywuje zawodników. Dziś model trenera zamordysty, ale i kumpla nie przetrwałby ani chwili. Szkoleniowcy uczą się metod pracy z grupą, wspierają się fachowcami z innych dziedzin, wszystko po to, by w kluczowych momentach ich zawodnicy byli w stanie przekraczać bariery i swoje ograniczenia.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama