- Występ biało- czerwonych na Euro należy uznać za udany?
- Bez wątpienia. Znaleźliśmy się w ósemce najlepszych zespołów na kontynencie. To największe osiągnięcie od 30 lat i zarazem awans o 45 miejsc w rankingu odkąd kadrę objął Nawałka. Drużyna pod względem taktycznym i motorycznym była dobrze przygotowana przez Nawałkę, który dobrze prowadził zespół. Na Euro nie przegraliśmy meczu w regulaminowym czasie. Tylko nieszczęsne karne wyeliminowały nas z turnieju. Jak pokazało spotkanie Niemcy – Włochy wykonywanie „jedenastek” nie jest łatwą sprawą. Ze stresem nawet największe gwiazdy światowego futbolu sobie nie poradziły. Inna rzecz, na co zwrócili uwagę fachowcy, że przy strzale Błaszczykowskiego portugalski bramkarz za wcześnie się położył i karny powinien być powtórzony. Karne to duża loteria, raz nam się udało, za drugim razem rywal był skuteczniejszy.
- Czy można doszukać się jakiś mankamentów w grze naszej drużyny narodowej?
- Po fakcie jesteśmy ciut mądrzejsi i jeśli miałbym się do czegoś doczepić, to do rozgrywania końcówek w meczu ze Szwajcarią i Portugalią. Po zdobyciu gola nie poszliśmy za ciosem. Za głęboko się cofnęliśmy, a w takich przypadkach, przy jednobramkowym prowadzeniu, strzał życia czy też rykoszet zmienia obraz gry. Strzał życia wyszedł Szwajcarowi, a z Portugalią Fabiański po rykoszecie musiał skapitulować. Te końcówki w naszym wykonaniu mogły sugerować też braki w kondycji.
- Nie sądzisz, że selekcjoner zbyt rzadko sięgał po dublerów?
- Na pewno w takich trudnych momentach brakowało na boisku świeżej krwi. Trener miał widocznie zaufanie tylko do wybranej grupy piłkarzy. Sztab szkoleniowy doskonale znał piłkarzy i wiedział jaką jakość mogliby wnieść dublerzy. Widocznie nie byliby w stanie udźwignąć ciężaru.
- Rzuty karne z Portugalią nie powinien bronić Boruc? Fabiański ani razu nie wyczuł intencji strzelców. Sam zresztą przyznał, że nie pomógł drużynie.
- Istotnie wsłuchując się w glosy fachowców i samych zawodników można taką diagnozę postawić. Czasem potrzebny jest nowy impuls. Trzeba zaryzykować. Uważam, że Boruc miał większe szanse na złapanie którejś z jedenastek. Nie wiem jakimi kryteriami kierował się trener. Być może wyszedł z założenia, że zwycięskiej drużyny się nie zmienia i bramkarzowi tego się też nie zrobi.
- Największe rozczarowanie w polskiej ekipie?
- Zieliński. Świetnie radzi sobie w lidze włoskiej, ale w drużynę narodową nie może się wkomponować. Nie bardzo rozumiał się z kolegami. Nic nie wzniósł pozytywnego do gry zespołu i taka też była ocena sztabu szkoleniowego, który po 30 minutach posadził go na ławce i już z niej nie wstał.
- Piłkarz, który zwrócił na siebie największą uwagę?
- Błaszczykowski. Miał perypetie ze zdrowiem i inne, ale jego wiara, ogromne serce do gry, sprawiły, iż był dobrym duchem drużyny. Pozbył się opaski kapitana, a mimo tego był przywódcą zespołu.
- A Pazdan?
- Nie jest piłkarzem idealnym pod względem techniczno – taktycznym, ale braki nadrabiał cechami wolicjonalnymi. Pokazał, że drzemią w nim spore możliwości. Wszystkie pochwały pod jego adresem wpłynęły na niego pozytywnie. Widać, że jest mocny psychicznie.
- Milik mógł zostać królem strzelców Euro. Eksperci wytykali mu nie tylko słabą skuteczność, ale często grę egoistyczną, głównie w meczu z Portugalią, gdy decydował się na strzał z dystansu, a w lepszej pozycji znajdował się Lewandowski.
- Napastnicy z reguły są egoistami. Wielkim egoistą jest Ronaldo, ale to dla nas marne pocieszenie. Milik początkowo starał się być dobrym napastnikiem, później, odniosłem takie wrażenie, że zaczął rywalizować z Lewandowskim. Zaczął bronić swojego interesu, a nie drużyny. To było aż nadto widoczne. Celownik miał źle nastawiony, bo gdyby trafiał, to dzisiaj inaczej byłby oceniany.
- Skrajne opinie są też na temat Lewandowskiego.
- „Lewy” zmienił koncepcję swojej gry. Kiedyś, gdy Błaszczykowski był kapitanem, też był egoistą. Gdy założył kapitańską opaskę zaczął grać dla drużyny. Nie próbował realizować tego do czego jest stworzony, czyli strzelania bramek i gry z przodu. Często widzieliśmy go pod naszą bramką, gdy brał udział w akcjach defensywnych. Uważam, że za bardzo angażował się w tą drugą stronę.
- Kto zagra w finale?
- Francja, na którą od początku stawiałem i obawiam się, że jej rywalem będzie Portugalia. Dlaczego obawiam się? Bo to drużyna, która psim swędem dostaje się do kolejnych faz turnieju. Niemniej w decydującym momencie jej gwiazdy- Ronaldo, Nani, Sanches – mogą odpalić. Zaskoczony jestem postawą Walii na czele z Bale. Walijczycy są wielkimi walczakami. Są nabuzowani i niewykluczone, że mogą postarać się o kolejną niespodziankę. Islandii zabrakło pary, ale i tak świat się nią zachwyca.
Stefan Leśniowski










