25.06.2016 | Czytano: 1336

Coś wspaniałego stało na stadionie w Saint-Etienne

Niebywałe emocje, dramaturgia. Do 82 minuty prowadziliśmy 1:0, straciliśmy gola po fantastycznym stzrale Shaquiriego. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, były momenty, że broniliśmy się w niej rozpaczliwie. Fabiański ratował nas z opresji. Dopiero w karnych przechyliliśmy szalę na swoją stronę. Warto się tym sukcesem delektować. I może nawet nie strońmy od patosu, jest w tej chwili jak najbardziej na miejscu.

Ależ to mógł być start. 25 sekunda meczu. Kapitalny pressing dwóch naszych napastników na obrońcach Szwajcarii, minimalnie szybszy od Lewandowskiego jest jednak Sommer, lecz futbolówka trafia do Milika, a ten… Zza pola karnego nie trafia do pustej bramki. Posyła piłkę Panu Bogu w okno. Panie Arku... Mógł już być pan królem strzelców!

Szkoda, szkoda, że nie wykorzystaliśmy tego elementu zaskoczenia, tego popłochu, jaki zapanował u Szwajcarów po pierwszych trzech próbach założenia pressingu na ich dwudziestym czy trzydziestym metrze. Najpierw spudłował Milik, potem Lewandowski uderzał z ostrego kąta w bramkarza, wreszcie znów Milik zbyt słabo, głową do Sommera. Główka Krychowiaka też niecelna, podobnie jak lob Grosickiego. I jeszcze Milik z siódmego metra na siódme piętro w bloku za stadionem. Powinniśmy prowadzić, może nawet dwiema bramkami. Wyprowadzaliśmy świetne kontry, ale do 39 minuty mięsa z tego nie było. Wtedy Grosicki wjeżdża w pole karne jak do własnego salonu, brakowało, żeby położył sobie nogi na stole i otworzył piwo. Potem sprytnie dogrywa do Błaszczykowskiego (dzięki Bogu Milik się schylił). Ten patrzy na bramkarza, uderza i... mamy 1:0! Ostatnie pięć goli na Euro to trzy bramki Kuby i dwie jego asysty. Niesamowite, jak zaskoczyliśmy Szwajcarów w momencie, gdy wydawali się łapać oddech. Aha, przytomne przepuszczenie Milika, trzeba to mimo wszystko pochwalić.

Szwajcarzy próbowali zacząć ta jak my w pierwszej połowie, ale szybko nadziali się na Grosickiego i niesygnalizowany strzał Lewandowskiego. Co prawda nic z tego nie wyszło, ale… Potem Lewandowski spieprzył dośrodkowanie, Błaszczykowski fajnie zszedł do środka i lewą nogą uderzył (świetnie broni Sommer), no i wreszcie fatalnie wyglądający faul na „Lewym”, po którym bardzo długo „składano” naszego napastnika. Jędrzejczyk nie dał przejść Lichtsteinerowi i powalił go za linię boczną boiska. To był prawdziwy odwet na przeciwniku. Podostrzył się mecz. Clattenburg oczywiście gwizdek zostawił w szatni.

W 73 minucie było nam ciepło. Rodriguez idealnie przymierzył z wolnego, piłka frunęła w okienko i kapitalną interwencją popisał się Fabiański. Aż wszyscy koledzy podeszli teraz do Łukasza. Ufff. To mogło być okienko. 6 minut później od utraty gola uratowała nas poprzeczka (Seferović). Helweci dominują i w 82 minucie doprowadzili do wyrównania. Nożyce Shaquiriego i piłka zatrzepotała w siatce biało –czerwonych.

„Dotrwaliśmy” do gwizdka sędziego. Szwajcarzy wygrali drugą połowę, grali szybciej, dokładniej, efektywniej, zdobyli bramkę i mieli dwie wyśmienite okazje, by zdobyć kolejne. Trzeba się otrząsnąć w dogrywce. To pierwsza dogrywka reprezentacji Polski na wielkim turnieju od 1938 roku.

O pierwszej części dogrywki można napisać, że się odbyła. I że pierwsze zagrania naszych obu zmienników (Jodłowca i Peszko) były identyczne - poślizgnięcia się, jeden przy przerzucie, drugi przy próbie odbioru.

Druga część to huraganowe ataki Helwetów i desperacka obrona Częstochowy przez biało –czerwonych. I gdyby nie Fabiański, który wyjął taki strzał, że w przypadku awansu koledzy z pola powinni się zrzec na jego korzyść wszystkich premii za awans. W 120 minucie Piszczek miał okazję, by zakończyć to przed czasem i oszczędzić nam nerwy w karnych.

Biało –czerwoni wytrzymali presję, wszyscy bez pudla wykonali „jedenastki”, a w drugiej serii Xaka spudłował! 5:4 dla nas w karnych!

Co tu z siebie wydusić? Fabiański ratował nas w kluczowych momentach. Pazdan i Glik znów stanowili monolit. Jędrzejczyk radził sobie z Shaqirim, Błaszczykowski i Grosicki zrobili gola, napastnicy, Krychowiak, wytrzymali presję i zdobyli gole w karnych. Mamy to. Nasza reprezentacja dała nam ogromne emocje, ale i ogromną radość. Jesteśmy w najlepszej ósemce kontynentu. Polacy tworzą historię, coś wspaniałego stało się dziś na stadionie w Saint-Etienne.

Szwajcaria – Polska 1:1 (0:1) karne 4:5
0:1 Błaszczykowski (Grosicki) 39
1:1 Shaquiri 82
Szwajcaria: Sommer - Lichtsteiner, Schaer, Djourou, Rodriguez - Behrami (77 Fernandes), Xhaka - Shaqiri, Dzemaili (58 Embolo), Mehmedi (70 Derdiyok) – Seferović.
Polska: Fabiański - Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk - Błaszczykowski, Krychowiak, Mączyński (101 Jodłowiec), Grosicki (104 Peszko) - Milik, Lewandowski.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama