KS Zakopane – KS Tymbark 1:2 (0:2)
0:1 Krywoborodenko 28,
0:2 Krywoborodenko 41,
1:2 Król 90.
Sędziował: Michał Gurgul z Krakowa.
Wodzów 150.
Zakopane: Dziedzic – Gubała, Murzyn, Król, Floryn ŻK, Kuz (75 Gaura), Drabik, Leniewicz (71 Bibro), Mikoś, Czubernat (46 Sawina), Kurnyta (71 Pawlik).
Tymbark: Zawada – Łysek, Olejarz, Boczoń, Mrózek, Porębski, Czyrnek, Bułat, Urbański, Kordeczko (62 Tatara), Krywoborodenko.
W meczu 24 kolejki małopolskiej IV ligi KS Zakopane podejmowało KS Tymbark. Mecz został rozegrany na naturalnej murawie stadionu miejskiego przy u. Orkana. Nareszcie!
Obie drużyny walczą o pozostanie w lidze. Gospodarze przed tym meczem tracili do Tymbarku sześć punktów. Teraz po przegranej zakopiańczycy tracą już 9 oczek. Sytuacja KS Zakopane jest bardzo trudna. Być może był to kluczowy mecz dla gospodarzy w kwestii obrony IV ligi. Przegrana gospodarzy może nie była zasłużona, ale bardzo bolesna. Takie spotkania zwykło się określać jako walkę o 6 punktów i te ważne oczka zdobyła drużyna prowadzona przez byłego trenera juniorów w KS Zakopane Wojciecha Tajdusia. Zresztą KS Zakopane w tym spotkaniu poprowadził też nowy szkoleniowiec krakowianin Grzegorz Plata. Po pierwszych 5 minutach lekkiej przewagi gospodarzy coraz częściej do głosu zaczęli dochodzić goście. W 8 minucie wykonywali rzut rożny. Obrońcy Zakopanego zbyt krótko wybili piłkę do strzału doszedł Boczoń, ale jego uderzenie wylądowało na poprzeczce. Kolejne minuty upłynęły na grze raczej w środkowej strefie boiska. W 28 minucie dalekie podanie z obrony dotarło na lewą flankę do pozostawionego zupełnie bez krycia Krywoborodenki, który po krótkim biegu z piłką uderzył z lewej nogi w bliższy róg i ten strzał Dziedzic do siatki przepuścił. Gospodarze po lekkim szoku zaatakowali i nawet stworzyli sobie dwie niezłe okazje bramkowe, których jednak nie potrafili wykorzystać. To się srodze na nich zemściło bo w 41 minucie goście podwyższyli na 2:0. Po zagraniu piłki w pole karne z rzutu wolnego piłkarze obu drużyn odbijali futbolówkę jak kule bilardowe w końcu trafiła ona do Krywoborodenki, który uderzył może nawet niezbyt mocno ale piłka po rykoszecie kompletnie myląc bramkarza wpadła do bramki zakopiańczyków. Na początku drugiej połowy zaatakowali gospodarze. W 47 minucie znajdującego się w pobliżu bramki gości Leniewicza w ostatniej chwili zablokował obrońca. Chwilę później po zagraniu Leniewicza piłki nie sięgnął znajdujący się w dobrej pozycji Król. W 50 minucie ładny i mocny strzał Mikosia z 25 metrów na róg równie ładną „paradą” sparował Zawada. Po tym krótkotrwałym okresie przewagi gospodarzy gra się wyrównała i toczyła się naprzemiennie od jednego do drugiego pola karnego. Dopiero w końcowych minutach meczu po wrzucie piłki z autu futbolówkę czubkiem buta do siatki Tymbarku wepchnął Król. Po kolejnej akcji gospodarzy sędzia zakończył spotkanie.
- Trudno coś konkretnego powiedzieć o tym meczu. Było to typowe spotkanie dwu równych zespołów. Niestety my popełniliśmy dość kardynalne błędy po których goście zdobyli dwa gole i one ustawiły mecz. My też mieliśmy swoje okazje może nie super klarowne ale mogące nam dać bramki, ale nie udało się ich zdobyć. Pewnie bardziej sprawiedliwym wynikiem byłby remis, ale w piłce liczy się to co wpadnie do siatki i tu goście byli o jedno trafienie lepsi - powiedział po meczu trener KS Zakopane Grzegorz Plata.
Lubań Maniowy – Skalnik Kamionka Wielka 1:0 (1:0)
1:0 Kołodziej 22.
Sędziowała: Agnieszka Olesiak z Limanowej.
Żółte kartki: Basisty, Gołdyn – Bajdel, S. Nowak.
Widzów: 200.
Lubań: Świerad – Młynarczyk, D. Firek, Górecki, Migacz – M. Firek (58 Gołdyn), J. Nowak, Kołodziej, S. Kurnyta, Jandura (86 Ziemianek) – Basisty.
Skalnik: Kantor - Hasior, Kulpa, Dyląg, Skrzypiec – Żarnowski, Kołboń, S. Nowak, Bajdel – Chochla, S. Nowak
Lubań po czwartkowym remisie w Tymbarku wygrał z wydawało się znacznie mocniejszym Skalnikiem Kamionka Wielka. Było to zwycięstwo bardzo skromne, ale jak najbardziej zasłużone
Gospodarze szczególnie w pierwszej byli zdecydowanie lepsi od rywali. To, że goście stracili tylko jedną bramkę w głównej mierze zawdzięczają swojemu bramkarzowi, który wielokrotnie ratował swój zespół od niechybnie wyższej przegranej. Bramkarz Skalnika był jednak bezradny wobec strzału Kołodzieja w 22 min po zamieszaniu jakie powstało po rzucie rożnym w polu karnym. Wcześniej pojedynki z golkiperem gości przegrali m.in. Jandura (13 min), Basisity (16 min) oraz Migacz (19 min). Najlepszą okazję na wygranie w wyższych rozmiarach gospodarze mieli w 80 min kiedy Górecki wykonywał rzut karny podyktowany za faul na Kurnycie. Kantor jednak i w takie sytuacji nie dał się pokonać.
- Wreszcie. Jeszcze nigdy wcześniej odkąd pracuję w Lubaniu nie udało mi się nawet zremisować z drużyną z Kamionki Wielkie. Na ogół kończyło się srogim laniem. Dziś wreszcie tę niemoc przełamaliśmy i to najważniejsze – cieszył się po spotkaniu trener Lubania, Łukasz Biernacki
Watra Białka Tatrzańska – GKS Drwinia 1:1 (1:0)
1:0 Bartos 45 z karnego,
1:1 Rachwalski 87.
Sędziował: Lucjan Wesołowski z Oświęcimia.
Żółte kartki: Bartos, Stopka – Kudelski.
Widzów: 150.
Watra: Majerczyk – Kuchta, Łojek, Bartos, Kowalczyk – Zagata, Kosturko, Kalita (88 Rabiański), Petrus (82 G. Bochnak), Stopka (69 Lichacz) – Ł. Remiasz (90 T. Remiasz).
Drwinia: Przybyś – Tomala, Kular (65 Jastrzębski), Rachwalski, Bajda – Kaczmarczyk, Śliwa (59 Kudelski), Czajkowski, Rynduch – Nwachwukwu, Stachurski (74 Madej).
Piłkarze Watry Białka Tatrzańska kontynuują serię remisów w rozgrywkach grupy wschodniej IV ligi. Po wyniku 1:1 z Tymbarkiem i bezbramkowym rezultacie w Kamionce Wielkiej białaczanie podzielili się też punktami z Drwinią
To było dobre, twarde spotkanie zakończone sprawiedliwym podziałem punktów. Zaczęło się ono od dosyć kontrowersyjnej decyzji sędziego, który mógł, a nawet zdaniem większości obserwatorów tego spotkania, powinien w 7 min odgwizdać rzut karny dla gospodarzy po faulu na Ł. Remiaszu. W 15 min w odstępie kilkudziesięciu sekund dwie okazje dla gości miał Nwachwukwu. Za pierwszym Nigeryjczyk dynamicznie wbiegł w pole karne, mocno uderzył ale trafił wprost w wybiegającego z bramki Majerczyka, a za moment po jego strzale tym razem zza pola karnego, piłka trafiła w boczną siatkę. Z kolei 19 min to Watra miała okazję, ale Stopka będąc na piątym metrze sam przed bramkarzem, źle złożył się do strzału głową po dośrodkowaniu Zagaty i w efekcie minął się z futbolówką. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się wynikiem bezbramkowym, obrońca gości Tomala w własnym polu karnym zahaczył o nogi Kuchty i tym razem arbiter już wątpliwości podyktował „jedenastkę”. W tym elemencie niezawodny jest Dawid Bartos i gospodarze objęli prowadzenie na gola. Druga połowa to już rosnąca z minuty przewaga przyjezdnych, którzy przede wszystkim dłużej utrzymywali się przy piłce. Długo zaporą nie do przebycia był dla nich Majerczyk. Bramkarz Watry szczególnie zaimponował w 76 min ofiarną obroną strzału z rzutu wolnego Nwachwukwu i w 84 min kiedy efektowną paradą sparował na rzut rożny uderzenie Czajkowskiego. Jednak w 87 min goście, którzy rzucili już niema wszystkie siły do ofensywy, dopięli swego. Po zagraniu z prawej strony w pole karne Watry, do piłki najwyżej wyskoczył niepilnowany Rachwalski i trafił tuż pod poprzeczkę.
- Goście potwierdzili, że są bardzo dobrym zespołem, wydaje mi się lepszym niż pozycja którą zajmują w tabeli. Dlatego szanujemy ten punkt, choć gdy traci się gola w samej końcówce to zawsze pozostaje niedosyt – ocenił grający trener Watry, Mirosław Kalita.
LKS Szaflary – Tuchovia Tuchów 3:3 (0:0)
1:0 D. Antolak 49 z karnego,
2:0 R. Antolak 57,
3:0 Stańczak 70,
3:1 Benek 71,
3:2 Świątek 81,
3:3 Świątek 90 z karnego.
Sędziował Mateusz Kura z Krakowa.
Żółte kartki: Bielański, F. Kamiński, Jarząbek - Dziża, Różycki, Stec. Czerwona: Strama 90.
Widzów: 100
Szaflary: Zuk – Stańczak, Kantor, Strama, Bierówka – R. Antolak (71 Bielański), F. Kamiński (85 Gałdyn) ,D. Antolak, Jarząbek, Gogolak – Dudzik (79 Zubek).
Tuchovia: Benek – Baran, Dziża, Niewola, Rąpała – Różycki, Barwacz, Maurycy, Odroniec, Świątek – Stec.
- Nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. Powiedzieć, że zremsiowaliśmy wygrany mecz, to jak nic nie powiedzieć - przyznał mocno załamany trener Szaflar, Stanisław Budzyk.
Tekst Ryb










