24.04.2016 | Czytano: 1344

IV liga: Derby dla Watry

Piłkarze Watry w kolejnych podhalańskich derbach pewnie ograli słabo spisujące się na wiosnę LKS Szaflary. Piłkarze Lubania skromnie ale jednak wygrali z outsiderem ligi Ciężkowianką. Kolejnej piątej już porażki na wiosnę doznali piłkarze KS Zakopane.

Szaflary – Watra Białka Tatrzańska 0:3 (0:1)
0:1 Ł. Remiasz 17,
0:2 Remiasz 67,
0:3 Remiasz 88.

Sędziował: Albert Brudny z Tarnowa:
Widzów: 150.

Szaflary: Nykaza – Stanczak (46 Kantor), D. Antolak, Strama, Bierówka – Dudzik, Jarząbek, F. Kamiński, R. Antolak ŻK – Baboń (46 Gogolak), Maciaś.
Watra: Majerczyk – Kuchta, Łojek, Bartos, Kowalczyk ŻK – Zagata (46 Dudek ŻK), Petrus (83 Kalita), Kostruko ŻK, Stopka – Ł. Remiasz (90 Rabiański), Lichacz.

Już pierwsza bramkowa sytuacja w tym spotkaniu była skuteczna. Miało to miejsce w 17 min. Watra wyprowadziła składny kontratak. Kowalczyk ze środka boiska zagrał na lewą stronę do Stopki, ten podbiegł z piłką kilka metrów, zacentrował w pole karne, gdzie Remiasz po przyjęciu futbolówki „kropnął” nie do obrony. Szaflary ruszyły do odrabiania strat i na kilka minut zyskały sporą przewagę, w trakcie których kolejno R. Antolak, Maciaś i Jarząbek próbowali mocnych uderzeń z dystansu. W każdym z tych przypadków świetnie interweniował jednak bramkarz Watry Majerczyk. Druga połowa także zaczęła się od okazji Szaflar. Po rzucie rożnym z najbliższej odległości – mimo trudnej pozycji - uderzał Gogolak, ale i tym razem Majerczyk ofiarną interwencją zapobiegł utracie gola. W 67 min Watra wyprowadziła kolejny zabójczy kontratak. Tym razem Petrus z okolic środka boiska, prostopadły podaniem za plecy obrońców rywala, puścił w bój Remiasza. Ten znów popisał się dokładnym przyjęciem, a następnie mocny, precyzyjnym uderzeniem. W 88 min napastnik Watry skompletował hat-tricka, tym samym stawiając pieczęć na zwycięstwie swojego zespołu. W tym przypadku dogrywał mu Kuchta, a Remiasz uderzył z bliska na tyle mocno, że piłka po rękach interweniującego Nykazy znalazła się w bramce.

- Kolejny raz przegrywamy, choć wcale dużo nie ustępowaliśmy przeciwnikom. Wydaje mi się, że wynik końcowy nie do końca odzwierciedla przebieg wydarzeń na boisku. Niestety, kolejny raz popełnialiśmy kosztowne błędy w defensywie, po których traciliśmy bramki. Jakoś nie możemy znaleźć optymalnego zestawienia linii obronnej – powiedział trener Szaflar, Stanisław Budzyk.

- Graliśmy konsekwentnie, do tego wreszcie byliśmy skuteczni, w czym oczywiście największa zasługa Łukasza Remiasza, który wiosną jest prawdziwą naszą siłą napędową. Do tego świetnie swoją robotę wykonał w naszej bramce Krystian Majerczyk, podtrzymując zespół w trudnych momentach. Nic, tylko się cieszyć – podkreślił trener Watry, Mirosław Kalita.


Ciężkowianka Ciężkowice – Lubań Maniowy 1:2 (0:0)
Bramki dla Lubania: Basisty 73, S. Kurnyta 74.

Lubań: Świerad – Młynarczyk, D. Firek, Czubiak (89 Gołdyn), Migacz – Nowak, Kurnyta, Jandura (65 Ziemianek), Karkula, M. Firek – Basisty.

Zwycięstwo aczkolwiek nieznaczne dało naszej drużynie kolejne prowadzenie w lidze tym razem samodzielne. Po pierwszej bezbramkowej połowie, w drugiej pierwsi z gola w 64 min zdobyli gospodarze. Lubań szybko straty odrobił i to z nawiązką. W ciągu niespełna dwóch minut, najpierw Basisty w zamieszaniu w polu karnym gospodarzy, a następnie Kurnyta po zagraniu od Migacza, wpisywali się na listę strzelców.

- Bardzo trudne spotkanie, głównie ze względu na fatalny stan boiska. Było bardzo grząsko i z czasem murawa zamieniła się w jedno, wielkie błoto. Dlatego najważniejsze, że udał się wygrać. Styl w takim wypadku nie jest istotny – ocenił trener Lubania, Łukasz Biernacki.


Tuchovia Tuchów – KS Zakopane 3:1 (1:0)
Bramka dla Zakopanego A. Król 75.

Zakopane: Dziedzic – Floryn, Gubała, Murzyn, Król, Nowobilski ŻK, ŻK, CZK 70, Drabik, Chowaniec (46 Kurnyta), Kasperczyk, Bibro, Czubernat (80 Pawlik).

Na ten mecz zakopiańczycy wyjechali bez trzech podstawowych graczy: Frasunka, Mikosia i Zuba leczących kontuzje. Jeszcze do przerwy Podhalanie trzymali się dzielnie nie licząc ostatniej minuty pierwszej odsłony spotkania. Wtedy to gospodarze przeprowadzili oskrzydlającą akcje a obrońcy Zakopanego nie upilnowali jednego z miejscowych graczy, który strzałem z bliskiej odległości zdobył prowadzenie dla gospodarzy. Ten tzw. gol do szatni podziałał na drużynę spod Tatr paraliżująco i gospodarze w drugiej połowie spotkania panowali na boisku już niepodzielnie. Konsekwencją tej przewagi były zdobyte przez nich kolejne dwie bramki. Na domiar złego Kamil Nowobilski po drugiej żółtej kartce musiał opuścić boisko i goście grali w liczebnym osłabieniu. Nie przeszkodziło to im zdobyć honorowego gola, którego autorem był Andrzej Król. Sytuacja zakopiańczyków staje się wręcz dramatyczna a na dodatek poza kontuzjami drużyna ma dużą ilość żółtych kartek. Dla trenera Grzegorza Tatara podstawowym problemem jest zestawienie wyjściowej jedenastki na kolejny mecz.

- Niestety braków z zimowego okresu przygotowawczego nie da się nadrobić. Zawodnicy grają ambitnie do tego momentu gdy starcza im sił. Na dodatek strata bramki wprowadza do drużyny zniechęcenie i frustrację. To oczywiście ma wpływ na grę poszczególnych zawodników i całej drużyny. W pierwszej połowie gra była wyrównana, ale już druga część meczu przebiegała pod dyktando gospodarzy - podsumował mecz trener Zakopanego Grzegorz Tatar.

Tekst Ryb

Komentarze







reklama