04.04.2016 | Czytano: 1353

V liga: Sukces Orkana, cenna wygrana i porażka z liderem

Sukces Orkana Raba Wyżna, cenna wygrana Jarmuty Szczawnica oraz porażka Huraganu Waksmund liderem. Tak można podsumować występy naszych drużyn w pierwszej kolejce V ligi.

Łosoś Łososina Dolna – Orkan Raba Wyżna 2:4 (1:3)
Bramki dla Orkana: Skawski; 9, 19, 26, Pluta 85. 

Orkan; M. Szklarz – K. Rapta (65 Kadzik), Możdżeń, Lenart (72 Pałasz), Skwarek, Gromczak, Skawski, Teper, Traczyk (35 Dziechciowski), Pluta. Filipek (84 Borzęcki).

O sporym sukcesie mogą powiedzieć piłkarze Orkana Raba Wyzna bowiem na inaugurację wiosennych rozgrywek pokonali na wyjeździe Łososia Łososina Dolna 4:2.

Gospodarze, którzy na jesieni doznali w Rabie Wyżnej klęski 6:0 odgrażali się, że wezmą srogi rewanż. Nie udało się im bowiem kapitaną skutecznością na początku spotkania popisał się Patryk Skawski uzyskując klasycznego hac tricka. W 9 minucie goście rozegrali dobrą akcję w środku pola po czym Teper prostopadłym podaniem wypuścił w bój Skawskiego, który, przymierzy z okolic szesnastki i goście objęli prowadzenie. Dziesięć minut później było już 0:2. I znowu za sprawą duetu Teper-Skawski. Tym razem ta dwójka graczy rozegrała klepkę przed polem karnym a Skawski mimo asysty obrońcy po raz drugi umieścił piłkę w siatce gospodarzy. W 26 minucie Mateusz Pluta zakręcił dwoma obrońcami przed polem karnym dograł na 13 metr do Skawskiego, który strzałem w dalszy róg pokonał po raz trzeci bramkarza Łososia. Gospodarze nie pogodzili się z tak wysokim prowadzeniem rabian i jeszcze przed przerwą zdobyli gola niestety nie bez udziału graczy Orkana. Niezdecydowanie i nieporozumienie obrońcy z bramkarzem wykorzystał gracz Łososia i na wślizgu wpakował piłkę do siatki Orkana. Zachęceni tym obrotem sprawy gospodarze po przerwie zepchnęli Podhalan do głębokiej defensywy. Ich przewaga została zwieńczona zdobyciem kontaktowego gola. Napór drożyny Łososia trwał nieustannie, ale teraz na wysokości zadania stanął bramkarz Orkana Marcin Szklarz wielokrotnie swoimi dobrymi interwencjami ratując zespół od utraty bramki. Na dodatek dopisywało mu szczęście. W końcówce spotkania goście wyprowadzili klasyczną kontrę. Dalekie 40 metrowe podani Skwarka trafiło do Pluty, który po biegu z piłką skrzydłem przed polem karnym złamał do środka, a że bramkarz gospodarzy z niezrozumiałych powodów opuścił bramkę i odsłonił bliższy róg to tam piłkę posłał Pluta i goście podwyższyli na 4:2 nie dając sobie już strzelić żadnego gola.

- Udała się nam inauguracja rundy, chociaż po nie najlepszych wynikach sparingów istniały obawy co do naszej formy. Z przebiegu spotkania wynika, że nie jest ona jeszcze najwyższa. Bo jeżeli chodzi o pierwszą połowę to graliśmy w sposób poukładany a niebywałą skutecznością popisał się Patryk Skawski. W drugiej części meczu gospodarze nas zdominowali i mieliśmy trochę szczęścia, że zdobyli tylko dwa gole. Jak to często bywa przy dużej przewadze jednej z drużyn druga ma szanse na kontrę i ta nam się udała w 85 minucie pieczętująca naszą wygraną. Do tego meczu pasuje przysłowie „pierwsze koty za płoty” ale punkty oczywiście nas cieszą - mówi grający trener Orkana Robert Możdżeń.


Limanovia Limanowa – Huragan Waksmund 3:0 (0:0)
1:0 Ślazyk 47,
2:0 Mąka 58,
3:0 Piwowarczyk 89.

Sędziował Paweł Kupczak z Nowego Sącza.

Huragan: Byrnas – M. Handzel, K. Potoczak (77 S. Waksmundzki), B. Handzel, Józefczak (70 J. Waksmundzki) – P. Mozdyniewicz (50 B. Mroszczak), A. Mozdyniewicz, Maciasz, Chorążak – Gacek (50 Wójciak), Cyrwus.

Nie udała się inauguracja wiosennej rundy piłkarzom Huraganu Waksmund w rozgrywkach nowosądeckiej okręgówki. Waksmundzianie przegrali na wyjeździe z Limanovią Limanowa 0:3. Nie jest to wynik zaskakujący wszak Limanovia to niekwestionowany lider nowosądeckiej V ligi i główny kandydat do awansu.

W pierwszej połowie, przedostatnia drużyna w tabeli dzielnie radziła sobie na boisku lidera, chociaż gospodarze już w 2 minucie mogli objąć prowadzenie. Po zagraniu piłki ręką w polu karnym przez zawodnika gości sędzia podyktował rzut karny. Z jedenastego metra strzelał K. Kurczab, ale trafił piłką tylko w słupek. Była to jedyna okazja jaką miały obie drużyny na zdobycie bramki w pierwszej części spotkania. W kolejnych minutach niewiele bowiem było ciekawych akcji, a gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Optyczną przewagę posiadali gospodarze, ale Huragan pewnie rozbijał ataki rywali przed swoim polem karnym. Po zmianie stron Limanovia była już inną, znacznie lepiej grającą drużyną. Wszystko za sprawą dwóch zmian i pojawieniu się na boisku Józefa Piwowarczyka i Macieja Ślazyka. Drugi z wymienionych już w 47 minucie po pięknym uderzeniu z około 30 metrów zdobył prowadzenie dla swojego zespołu. Od tego momentu przewaga gospodarzy była już przygniatająca. W 58 minucie piłkę w polu karnym przejął Jacek Mąka i mocnym uderzeniem zdobył swojego pierwszego gola w seniorskiej drużynie Limanovii. Gospodarze zadowoleni z pewnego prowadzenia spokojnie rozgrywali piłkę czekając na błąd rywali. W 89 minucie indywidualną akcję przeprowadził Józef Piwowarczyk, oddając celny strzał z kilkunastu metrów.

- Pierwsza połowa całkiem dobra w naszym wykonaniu. Dorównywaliśmy kroku gospodarzom, którzy poza tym rzutem karnym, niespecjalnie zagrażali naszej bramce. Niestety po przerwie już Limanovia zepchnęła nas defensywy, a gol na 1:0 zdobyty po przepięknym strzale z dystansu jeszcze bardziej nakręcił gospodarzy. Taki kluczowy moment to w mojej opinii zmarnowana sytuacja Bartka Wójciaka. Limanovia potwierdziła że jest jak na ligę okręgową bardzo mocnym zespołem. My musimy o tej przegranej jak najszybciej zapomnieć i skupić się na kolejnych meczach v- ocenił mecz trener Huraganu Marcin Zubek.


 

Turbacz Mszana Dolna – Jarmuta Kolex Szczawnica 1:2 (0:0)
Bramki dla Jarmuty: Mrówka 46, 65.

Jarmuta: Borzęcki – Ł. Wiercioch, Diop, Ojrzanowski, K. Jasiurkowski, Labidi (70 Ciesielka), Sulir (75Waligóra), M. Pietrzak, Mastalski (50 Kolasa), J. Pietrzak, Mrówka (85 Salomon).

Na inaugurację wiosennej rundy Jarmucie Szczawnica przyszło grać na wyjeździe z outsiderem Turbaczem Mszana Dolna. I Jarmuta wygrała 2:1, ale nie bez wysiłku.

Pierwsza połowa spotkania aczkolwiek była wyrównana to jednak bliżsi zdobycia gola byli gospodarze bowiem w 35 minucie mieli sytuację sam na sam, jednak świetną interwencją popisał się nowo pozyskany przez szczawniczan bramkarz Borzęcki. Z kolei dla Jamuty gola mógł zdobyć Jacek Pietrzak, ale jego strzał z 25 metrów po wybiciu piłki przez obrońców gospodarzy po wykonywanym kornerze w pięknym stylu obronił golkiper Turbacza. W 40 minucie strzał głową jednego z graczy gospodarzy nieznacznie minął bramkę gości. W tej samej minucie miało miejsce brzemienne w skutki wydarzenie bowiem za drugą żółtą kartkę boisko opuścił środkowy rozgrywający Turbacza i goście jakby mieli lżej. Zaraz po przerwie zresztą Jarmuta zdobyła gola. Po rozegraniu rzutu rożnego pod bramką gospodarzy powstało zmieszanie a w nim najprzytomniej zachował się pozyskany przez szczawniczan Mrówka i goście objęli prowadzenie. Nie trwało ono długo bowiem pięknym strzałem z 25 metrów popisał się jeden z graczy Turbacza i był remis. W 65 minucie goście wyszli z dwójkową kontrą w której Jacek Pietrzak po dłuższym biegu z piłką dośrodkował do Mrówki, który przyjął piłkę zwiódł bramkarza i posłał piłkę do pustej już bramki. Od tego momentu goście skupili się na uważnym kryciu a, że mieli jednego gracza więcej kontrolowali przebieg spotkania. Raz jeszcze Sulir miał szansę na podwyższenie wyniku, ale choć strzelał z bliska to z ostrego kąta i gola nie zdobył. Tym niemniej zwycięstwo pozostało przy Jarmucie.

- Cieszymy się nawet z tej skromnej wygranej bo gospodarze wcale nie są tak słabi jak wskazuje tabela. Nie ukrywam, że w osiągnięciu wygranej pomogła nam sytuacja kiedy boisko po dwu żółtych kartach opuścił środkowy pomocnik Turbacza. Myślę, że ta drużyna sprawi jeszcze nie jedna niespodziankę - powiedział po meczu grający trener Jarmuty Jacek Pietrzak..

Tekst Ryb

Komentarze







reklama