15.03.2016 | Czytano: 3347

Kluby potraktowano z kopa

- Kraków nas pogodził, jak zwykle, bo u nas ktoś się uparł, że trzeba ukarać piłkarzy najwyższym wymiarem kary. Szkoda, że przepychanki trwały pięć miesięcy i naraziły na szwank nazwiska zawodników – mówi Wiesław Klag.

- Wiosna dotarła na Podhale, przynajmniej w piłkarskim wydaniu.

- Rzeczywiście. Pierwszy nasz zespół zainaugurował występy w rundzie rewanżowej. Inauguracja wypadła okazale. NKP przywiozło komplet punktów z Nowej Huty, z niezdobytego obiektu jesienią. Podhalanie odczarowali teren Hutnika. Z hurra optymizmem trzeba się jeszcze wstrzymać, bo pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, a nowotarżanie mieli furę szczęścia, ale ono ponoć sprzyja lepszym. Sotnicki zatrzymał Hutnika. Ten transfer był strzałem w dziesiątkę, bo – jak już wspominaliśmy wcześniej- bramka była słabym ogniwem ekipy Marka Żołędzia. Zespól się zintegrował i to bardzo ważne. Trzeba też podkreślić konsekwentną realizację założeń taktycznych, bo wcześniej były problemy z góralskim charakterem. Zawsze nas ponosiła góralska fantazja. W Hucie była realizacja do samego końca i cierpliwość została nagrodzona zdobytym zwycięskim golem w samej końcówce.
- Pozostałe drużyny też czują już wiosenny powiew.

- Trwają przygotowania, zespoły rozgrywają mecze kontrolne. Niebawem rozpoczną się zebrania organizacyjne w podokręgu z przedstawicielami niższych lig. W seniorskich ligach mamy ponad 50 zespołów, podobnie jak w grupach młodzieżowych. To ponad 2 tysiące piłkarzy, którzy co tydzień w radością kopią piłkę. Nie bez kozery wspomniałem o ilość, bo rzuca się pewien brak logiki w postępowaniu podokręgu. Drzewiej przy tylu drużynach odbywały się osobne spotkania dla poszczególnych lig w dwóch czy trzech terminach i trwały do oporu. Teraz wszystko ograniczono do kilku godzin. Skumulowano do jednego dnia. Nie wiem dlaczego potraktowano kluby z kopa, bo sporo problemów się nawarstwiło. Sprawy A-klasowców mają być rozwikłane w dwie godziny! Potem spotkają się B i C-klasowcy i grupy młodzieżowe. A przecież podokręg jest po to, by pomagać klubom w rozwikłaniu wielu kwestii. W klasach niższych społecznym działaczom trzeba wiele rzeczy podpowiedzieć, by potem nie dochodziło do takich sytuacji jaka miała miejsce w ostatniej kolejce klasy A. Co trzeba zrobić z działaczami funkcyjnymi pod wpływem alkoholu. Gdyby ktoś miał wiedzę na ten temat, to zgłosiłby arbitrowi, a dalej sprawa przyjęłaby się już innym torem. Na pewno nie doszłoby do incydentów po meczu. Nie byłoby słynnej podhalańskiej sprawy, której rozwikłaniem musiał się zająć Kraków. Co zrobić w sytuacji, gdy sędzia nie dotrze na mecz? Niekoniecznie trzeba odraczać spotkanie, a potem rozgrywki się ślimaczą w nieskończoność. Nie każdy klub posiada też środki, by wynająć firmę ochraniarską, a takie są wymogi. Kluby posiłkują się sowimi ludźmi. Podokręg powinien wyjść z inicjatywą, zorganizować szkolenie tych ludzi w kwestiach bezpieczeństwa, bo w każdym meczu dochodzi do przepychanek. To jest sól niższych lig. Co dwa lata są odbiory boisk, które odbywają się na zasadzie przepisywania protokołów i pobierania opłat. Może trzeba wreszcie dokładniej się przyjrzeć i wytyczyć strefy bezpieczeństwa. Po to kluby mają ludzi w podokręgu, by im służyli radą i pomocą, a nie tylko skupić się na odczytaniu ogólnych przepisów bardziej dotyczących wyższych lig niż tych niższych. Nie po też są, by tylko karać.

- Apelowałeś do WD o skrócenie kary, o rozwiązanie problemu Roberta Krzystyniaka i Daniela Anioła na własnym podwórku. Twierdziłeś też, że ośmieszymy się jeśli sprawa ponownie trafi do Komisji Odwoławczej, bo Kraków zredukuje ją o połowę. Tak też się stało.

- Szkoda, że wiosennych porządków nie zrobił podokręg, który od początku stał na przegranej pozycji. Niemniej uparcie się upierał przy swoim. KO odrzuciła wniosek PPPN o rocznej dyskwalifikacji do ponownego rozpatrzenia, ale ktoś się uparł, zmienił paragrafy i karę utrzymał w mocy. Pięć miesięcy było głośno o tej sprawie, z którą podokręg nie potrafił sobie poradzić. Sprawa ponownie trafiła do Krakowa i została ostatecznie rozwikłana. Wydano salomonowy wyrok, czyli tak jak mówiłem, skrócono karę o połowę. Od początku zawodnicy mieli tyle okoliczności łagodzących, ale ktoś się uparł, że trzeba ich ukarać najwyższym wymiarem kary. Kraków nas pogodził, jak zwykle. Szkoda, że nikt za pierwszym razem nie wyciągnął wniosku, tylko zmienił paragraf. Okazuje się, że było proste wyjście, co pokazał Kraków.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama